Reklama

Reklama

"Cztery lwy": AKTORZY DYSKUTUJĄ O "CZTERECH LWACH"

Jak przygotowywaliście się do roli?

ARSHER ALI (HASSAN): Tak bardzo jak tylko mogłem, by nie stać się podejrzanym.

RIZ AHMED (OMAR): Ja czytałem wiele książek i oglądałem filmy, które mogłyby zainteresować moją postać. Dostałem też od Chrisa dużo materiałów na DVD dotyczących dżihadu, zrozumiałem, że to sposób życia, społeczność, która ma określoną wizję świata.

KAYVAN NOVAK (WAJ): Spędziłem trochę czasu w towarzystwie Muzułmanów, dzięki czemu mogłem zobaczyć ich codzienne życie. Dużo czasu zajęło mi też nagrywanie i słuchanie siebie, gdy szlifowałem akcent.

Reklama

NIGEL LINDSAY (BARRY): Kiedy przygotowywałem się do roli stało się dla mnie jasne, że intencją filmu nie jest obrażanie Islamu, czy jego wyznawców. Zdecydowanie bardziej jest to historia o pięciu zagubionych, zupełnie różnych osobach, których wybory doprowadzają do katastrofy.

Jak pracowało wam się z Chrisem Morrisem?

KAYVAN NOVAK (WAJ): Świetnie, jednak wcześniej nie tylko nigdy z nim nie współpracowałem, ale nawet o nim nie słyszałem! To nie tylko upokarzające, ale i żenujące. Sprawdziłem więc Chrisa i wszystkich członków ekipy na IMDB, zanim się z nimi spotkałem. Kręciliśmy codziennie przez siedem tygodni w Sheffield i mogę szczerze powiedzieć, że śmiałem się przez większość czasu. Są bardzo utalentowanymi, są też po prostu są świetnymi ludźmi. Staliśmy się bliską grupą przyjaciół w czasie tych zdjęć.

RIZ AHMED (OMAR): Był niezwykle pomocny w przygotowaniu się do roli, dzięki czemu mogłem stworzyć bardziej wiarygodną kreację. Jednocześnie praca z nim była momentami jednym wielkim wygłupem. Scenariusz zmieniał się kilka razy dziennie. Jego sposób kręcenia poszczególnych scen, swoboda miała duży wpływ na naszą grę.

Czy na planie stworzyliście zespół?

RIZ AHMED (OMAR): Tak, stworzyliśmy grupę, która wcale nie była tak różna od tej, którą można zobaczyć w filmie. Było dużo wygłupów i żartów, które później zostały wykorzystane fabule. Jest coś intensywnego w silnej męskiej grupie, coś co przełożyło się na rzeczywistość na planie. To było nieco szalone, ale i bardzo zabawne.

NIGEL LINDSAY (BARRY):

To był zresztą świetny pomysł, aby umieścić nas razem, niczym studentów, z dala od domów. Czuliśmy się tak jakbyśmy byli na obozie harcerskim.

ARSHER ALI (HASSAN)

Mieliśmy duże poczucie wspólnoty, przede wszystkim dlatego, że wszyscy improwizowaliśmy, co wymagało dużego zaufania.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Cztery lwy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje