Reklama

Reklama

"Cafe de Flore": REŻYSER O FILMIE

Ten film zrodził się z pragnienia wiary w prawdziwą miłość, z chęci podtrzymania wiary w miłość z mojej strony. Chciałem zrobić coś romantycznego, a zarazem mocnego, nieomal magicznego. Postanowiłem wyjść od realistycznej opowieści i poflirtować z nadprzyrodzonymi rzeczami...

Jean-Marc Vallée, reżyser

Inspiracja

Wszystko zaczęło się od utworu. To była melodia "Café de Flore", zagrana na akordeonie. Słuchałem jej przez trzy lata i mówiłem sobie: "Pewnego dnia zrobię film o tym utworze. Nie wiedziałem, w jaką strukturę się ułoży, ale wiedziałem, że to się wydarzy.

Reklama

Projekt

Byłem zmęczony po "Młodej Wiktorii", która była bardzo klasycznym, bardzo tradycyjnym filmem, więc napisałem scenariusz, który pomógł mi wrócić do zdrowia, odkryć nowe możliwości, spróbować czegoś kompletnie innego. To był śmiały projekt, ulokowany w Montrealu i Paryżu, i pełen muzyki rockowej. Nie powiedziałbym, że łatwo było zrobić ten film, ale udało nam się uzyskać finansowanie. Zaangażowani ludzie byli przerażeni tym projektem, ale też zdawali sobie sprawę, że to coś specjalnego, chcieli być jego częścią. Za tym filmem stoją nie tylko dobre intencje, ale też wielkie pragnienie wszystkich zainteresowanych, aby ten film się zdarzył.

Temat

W swoim filmie chciałem pokazać uniwersalność miłości we wszystkich jej przejawach. "Café de Flore" dotyka też wątków nieśmiertelności duszy i wiary w istnienie bratnich dusz i przez to jest czymś więcej niż tylko konwencjonalną historią miłosną. Chciałem opowiedzieć historię większą niż życie, nieomal bajkę, a zarazem przedstawić piękną, epicką historię miłosną i w dodatku zrobić to poprzez stworzenie widzom niestandardowego filmowego doświadczenia.

Scenariusz

Napisałem sobie historię, którą pociąłem już w scenariuszu. Może to dziwne, ale naprawdę patrzę na siebie jako na "filmowca", nie tylko scenarzystę, ale przede wszystkim reżysera, montażystę, więc już na poziomie słów stworzyłem sobie to filmowe doświadczenie, jakim jest "Café de Flore". Zaledwie 15 % - 20 % filmu zostało sformułowane na etapie postprodukcji. Zapytałem kiedyś wielkiego Bertranda Bliera, obejrzawszy jego "Merci la vie!", czy to napisał, czy stworzył w trakcie montażu? - Montaż był tak dziki i dziwaczny, że pomyślałem: "On nie mógł tego wymyślić pisząc scenariusz". Ale Blier powiedział: "Większość scen zawarłem w scenariuszu". Ja również.

Muzyka

Bardzo kocham muzykę, mam z nią szczególny związek, takie niesamowite połączenie i dostaję od niej tak dużo, że kiedy patrzę na moje filmy, widzę, że świadomie staram się w nich oddać to, co otrzymuję od mojej muzyki. Filmy, które robię, w pewien sposób oddają hołd moim rock&rollowym idolom, jak Degolas i The Cure, Pink Floyd i Matthew Herbert. W "Café de Flore" starałem się uchwycić istotę muzyki, tę jakość, która sprawia, że chcemy żyć i kochać, tworzyć i być kreatywnym, a także na tyle dzikim, by powiedzieć "Chrzanić wszystko". Starałem się być jak DJ z tego filmu, tnąc i łowiąc obrazy i ostatecznie łącząc pięć różnych żyć. To nie jest łatwe do wyjaśnienia. Nawet dzisiaj, kiedy patrzę na mój film, myślę: "Czy mi się udało? Czy to, co próbowałem przekazać muzyką, działa?". Nie jestem pewien, ale naprawdę się starałem.

Światopogląd

Film nie odzwierciedla mego osobistego światopoglądu. Nie chcę robić filmów o swoim życiu. Jednak na poziomie emocjonalnym jest mi on bardzo bliski. Każdy, kto pracował przy nim, wie o tym. Starałem się być szczery, autentyczny i prawdziwy robiąc go. Jestem romantycznym facetem, podobnie jak bohater filmu, i wiedziałem, że muszę zrobić emocjonalny film.

Jean-Marc Vallée dla sbs.com.au

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Cafe de Flore

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL