Reklama

"Blade - Wieczny łowca II": PRODUKCJA

Legendarny superbohater Blade pojawił się początkowo na łamach komiksowych albumów wydawnictwa Marvel Comics. Pierwszy film, opowiadający o jego przygodach, wszedł na ekrany w 1998 roku. Współpraca producenta Petera Frankfurta i scenarzysty Davida S. Goyera datuje się właśnie z okresu pracy nad pierwszą częścią filmowego cyklu. – Spotkałem Davida Goyera, który okazał się zapalonym fanem komiksów – mówi Peter Frankfurt. – Kiedy zaczęliśmy planować realizację sequela, nie miałem wątpliwości, że scenariusz ponownie powinien napisać właśnie on. Doskonale wyczuwa ten klimat i jego udział w całym przedsięwzięciu był konieczny.

Reklama

Goyer, który jest także producentem wykonawczym filmu, mówi, że pisząc scenariusz do pierwszej części filmu – „myślałem o filmowej trylogii”. Pozostawił więc kilka wątków, które mogłyby być punktem wyjściowym dla kontynuacji. Jeden z nich polegał na tym, że na ekranie nie widać było, by Whistler, grany przez Krisa Kristoffersona, rzeczywiście strzelał sobie w głowę. Słychać było tylko strzał, ale nie widać było, co się stało.

Goyer i Frankfurt cenią dotychczasowe filmy reżysera Guillermo del Toro, wydawało się im, że mroczny nastrój jego obrazów byłby idealny w filmie Blade II: Wieczny łowca. Frankfurt spotkał się po raz pierwszy z del Toro, gdy jego firma projektowa, Imaginary Forces, wykonywała sekwencje napisów do filmu Mutant. – Podobał mi się Mutant i dzięki temu filmowi wiedziałem, czego mogę się spodziewać po Guillermo – mówi Frankfurt. – Zarówno David Foyer, jak i ja, jesteśmy jego fanami jeszcze od czasów Cronosa, i chętnie zaprosiliśmy go do współpracy. Guillermo posiada wspaniałe wyczucie wizji, wie też doskonale jak chce, by wyglądał gotowy film. Kiedy nawiązuje się współpracę z kimś takim, jak on, nie można mu narzucić kształtu i wyglądu filmu, trzeba mu dać wolną rękę. Foyer dodaje - Guillermo jest od lat moim przyjacielem, wiedział, że piszę scenariusz do drugiego Blade’a. Wciąż mu mówiłem, że kiedy skończę, zgłosimy się do niego.

Wszyscy zgadzali się, że Blade II powinien być o wiele bardziej przerażający od pierwszego filmu. Mówi Frankfurt - Guillermo wiedział, co dobrze wyszło w pierwszym filmie, chciał też się tego trzymać, jedynie wzmocnić napięcie w pewnych momentach, nie zamierzał jednak zrezygnować z tego, w czym jest najlepszy. Chciał, żeby cały film był naprawdę przerażający. Podobnie jak Goyer, del Toro jest także zapalonym miłośnikiem komiksów. - Guillermo jest takim samym fanatykiem komiksów, co ja – mówi Goyer. – Kiedyś miałem potężna kolekcję, wspólnie z bratem, kiedy byliśmy dziećmi, zebraliśmy ponad 12 tysięcy różnych albumów, mam więc spore pojęcie o tym, co piszę. Del Toro starał się nie wprowadzać do scenariusza zbyt wielu zmian, ponieważ Goyer i Snipes wiedzieli dokładnie, co ma się dziać w opowieści. – Chciałem, żeby w filmie wyraźnie widoczne były wpływy komiksów i japońskiej animacji – mówi reżyser. – Dokładnie zbadałem swoje źródła. Bardzo dokładnie przyjrzałem się też materiałom powstałym podczas realizacji pierwszej części. Zdobyłem cztery pudła pełne taśm i przejrzałem je wszystkie od początku do końca, by dokładnie zrozumieć skąd wziął się nastrój i klimat oryginalnego Blade’a. Zbadałem styl pierwszej części i uważam, że Norrington posiada niesamowitą zdolność snucia opowieści. Jego dzieło jest niezwykle eleganckie.

Dla Wesley’a Snipesa ponowne zagranie Blade’a było przyjemnością. – Kocham tę rolę. Z punktu widzenia aktora zagranie w sequelu to okazja do sprawdzenia swoich umiejętności, sprawdzenia, czy potrafi się zagrać tak, jak w poprzednim filmie – mówi Snipes. Peter Frankfurt dodaje - Wesley jest Bladem; Wesley dodał do swej filmowej kreacji wiele własnych pomysłów. Jego pomysłu są walki, wyposażenie, nastawienie Blade’a do całej sytuacji. Jest niesłychanie skupiony, to dla niego coś bardzo ważnego, lecz nie przeszkadza mu to uważać tego co robi, za doskonałą zabawę.

- Wesley zna Blade’a lepiej niż David Goyer, lepiej niż ja, lepiej niż ktokolwiek, kto zajmuje się filmem - mówi del Toro. – Instynktownie wie, co jego bohater zrobiłby, a czego by nie zrobił. Za każdym razem, kiedy coś zmieniał, okazywało się to zmianą na lepsze. Snipes ponownie objął także stanowisko producenta filmu, był od samego początku związany z jego realizacją – od scenariusza, poprzez codzienne zajęcia przy zdjęciach, aż do układania scen walki. Praca z del Toro była dla Snipesa wspaniałym doświadczeniem – Podoba mi się zaangażowanie, z jakim podchodzi do pracy – mówi aktor. – Podziwiam jego wytrzymałość, to, że kocha ten film, i że włożył w niego sto procent swojego życia i czasu. Doskonale wie, czego chce, ma świetne oko, doskonałe wyczucie chwili. Miło się z nim pracuje, to otwarty i utalentowany facet. Z chęcią będą z nim pracował w przyszłości, uważam też, że to, czego dokonał na planie tego filmu, było po prostu niesamowite. Snipesowi podobał się także mroczny klimat, jaki dzięki reżyserowi pojawił się w filmie. – Czułem się jak mały dzieciak, zostawiony sam sobie w nawiedzonym domu – mówi Snipes. – Będąc aktorem często widzi się jakiś film i myśli - Wow, chętnie zagrałbym w czymś takim. Ja miałem okazję tego spróbować. W dodatku pod kierunkiem faceta, który naprawdę się na tym zna. Kiedy spotkaliśmy się w Nowym Jorku i Guillermo pokazał mi swoje pomysły dotyczące broni i Reaperów, pomyślałem sobie, że facet, który wymyślił coś takiego, zasługuje na to, żeby reżyserować ten film!

Przygotowując się do roli Blade’a Snipes przeszedł intensywny trening. W filmie jest sporo skomplikowanych scen walk, dlatego przy ich realizacji i układaniu poproszono o pomoc najlepszych kaskaderów. Snipes współpracuje z Jeffem Wardem odkąd ten ostatni dwanaście lat temu został jego dublerem. To, między innymi, dzięki Jeffowi pierwsza część filmu odniosła sukces. Posiada on wrodzony dar układania scen walk, które wyglądają realistycznie, a są przy tym ładne – mówi del Toro.

Przez lata współpracy Snipes i Ward stali się przyjaciółmi, obecnie pracują zawsze razem. - Jesteśmy członkami jednego zespołu, partnerami, razem budujemy scenę, A później on bierze w niej udział – mówi Snipes. – Doskonale zna sztuki walki. Kiedy wsadzisz nas do jednej sali, i dorzucisz do tego Clay (Donohue Fonitnet), mojego dublera, rezultat przechodzi wszelkie oczekiwania! Del Toro wprowadził do ekipy także znanego koordynatora walk z Hong Kongu, Donnie Yena (Fist of Fury, Iron Monkey), by pomóc w scenach, które wymagały zawieszenia aktorów na kablach. - Donnie Yen to jeden z najbardziej podziwianych przeze mnie aktorów i artystów sztuk walki, pochodzących z Hong Kongu – mówi reżyser. – Styl jego walk jest dość wymyślny, musieliśmy więc go nieco hamować. Blade nie walczy jak akrobata, jego styl walki ma w sobie coś z walk, jakie gangi toczą na ulicach miast. Jest bardzo gwałtowny, bezpośredni, twardy. Uwielbiam te sceny, które koordynował Donnie Yen. Uważam, że połączenie Jeffa i Donniego było niezwykle udane. Reżyser mówi: - Nad scenami walk pracował też trzeci choreograf, Wesley. Wesley wysłuchuje pomysłów wszystkich zainteresowanych – dwóch choreografów, zespołu realizacyjnego – a potem dodaje do tego coś, co na swój użytek nazywam „blade’owatością”.

Kompletując aktorów drugoplanowych, reżyser był zdecydowany ściągnąć na plan przede wszystkim Krisa Kristoffersona, by ponownie wcielił się w postać Whistlera. – Od chwili, w której zdecydowaliśmy się na kręcenie drugiego filmu wiedzieliśmy, że Whistler musi wrócić – mówi Snipes. - Blade to samotny wojownik, a Whistler jest jego przewodnikiem, mentorem i powiernikiem. Mówi David Foyer – Kiedy Kris podpisał umowę na udział w drugim filmie, byłem wniebowzięty. W tej części jego rola jest znacznie bardziej wyrazista. Kris i Wesley świetnie się rozumieją podczas pracy nad planie.

- Jestem bardzo wdzięczny za możliwość pracy z Guillermo – mówi Kristofferson. – Nadał temu filmowi interesujący kształt. W przeciwieństwie do postaci z wielu innych filmów akcji, bohaterowie w Blade II mają głębię. Guillermo i Wesley tworzą doskonały duet, mieli niesamowite pomysły. Luke Goss, który zdobył światową sławę w popowym duecie Bros, odtwarza postać głównego przeciwnika Blade’a, groźnego Reapera o imieniu Nomak. – To wróg z problemami, co jest trochę zabawne – mówi Goss, który przez trzy miesiące przygotowywał się do wymagających dużej sprawności fizycznej sekwencji walk w filmie, w tym do tej, w której jego przeciwnikiem jest Blade. - Wesley kiedy pracuje jest bardzo poważny, wie, czego chce – mówi Goss. – Każdy, kto tak poważnie traktuje swoją pracę, kto jest tak skoncentrowany, może być pomocny. Jego uwagi pomagają zrozumieć wymagania danej sceny. Kiedy widzimy się z nim poza pracą, to normalny, bardzo przyjaźnie nastawiony do świata facet, który nie przejmuje się czymś takim jak hierarchia. Dobrze się czuję w jego towarzystwie. Ale na planie to co innego – liczy się tylko scena i to, jak dobrze się ją zagra.

Film, który rozpoczyna się tam, gdzie zakończył się Blade, w Moskwie, został w całości nakręcony na obszarze przemysłowych przedmieść Pragi, stolicy Czech. Del Toro chciał, by Blade żył w jakimś dekadenckim mieście Wschodniej Europy, jak Praga, by także i to różniło film od jego pierwszej, toczącej się w Stanach, części. – Z początku pomyśleliśmy o Pradze wyłącznie z przyczyn ekonomicznych – mówi reżyser. – Później jednak stwierdziłem, że ma to sens, skoro pierwszy film skończył się w Moskwie, by ten toczył się w Pradze. Zdecydowaliśmy się więc na opuszczone, przemysłowe przedmieścia, którym postaraliśmy się nadać odpowiedni, gotycki wygląd. - Pracownicy z Europy Wschodniej są niesamowici – mówi David Goyer. – Zbudowali wspaniałe plany, znacznie większe, niż w pierwszym filmie. Decydując się na kierownika produkcji, zarówno Del Toro, jak i Foyer, mieli na uwadze tę samą osobę, Carol Spier. – Wydaje mi się, że Carol jest jednym z najlepszych kierowników produkcji w całym tym biznesie – mówi Goyer. Del Toro, który współpracował z nią na planie Mutanta, dodaje: - Carol ma sposoby, by nawet najbardziej zadziwiające pomysły przemienić na planie w rzeczywistość. W trakcie pracy nad Mutantem rozwinęło się między nami coś, co mogę określić mianem „postrzegania pozazmysłowego” – mówi ze śmiechem. – Świetnie się rozumiemy. Robię jakieś notatki czy niewyraźne szkice, a ona dokładnie wie, o co mi chodzi. Wiedziałem, że będę potrzebował kogoś, kto będzie moim wołem roboczym, a ona, nie dość, że ciężko pracuje, ma jeszcze głowę na karku.

Spier była zadowolona, mogąc ponownie współpracować z del Toro. – Praca z Guillermo to przyjemność, ze względu na to, że postrzega on akcję na planie oczami kamery, widzi ją w swojej głowie – mówi ceniona kierowniczka produkcji, która współpracowała także z reżyserem Davidem Cronenbergiem podczas realizacji filmów takich jak M. Butterfly, Crash i eXistenZ. – To po prostu artysta, świetnie się pracuje z kimś, kto widzi w wyobraźni to, o czym mówi. Spier poleciała do Pragi w listopadzie roku 2000, by rozpocząć pracę nad budową planów, o jakie chodziło del Toro i Goyerowi. Jej ludzie mieli zbudować ogółem dziesięć bardzo dużych, całkowicie różniących się od siebie planów w siedmiu różnych miejscach. - Guillermo chciał, żeby wyglądało to trochę tak jak w komiksach, więc odrobinę wszystko powiększyliśmy – mówi kierowniczka produkcji. – To cecha wspólna wszystkich planów, wszystko jest gigantyczne. Zdziwilibyście się, gdybym powiedziała wam, ile betoniarek i ton gipsu poszło na zrobienie kanałów. - Zdolność przemiany wizji Guillermo w gotowy plan, jaką posiada Carol, jest po prostu niesamowita – mówi Frankfurt. – Mając niewiele czasu zdołała osiągnąć doskonałe rezultaty. Guillermo był z niej naprawdę niezwykle zadowolony.

Projektantka kostiumów, Wendy Partridge, konsultowała się ze Spier, gdyż chciała, by rezultat jej pracy odzwierciedlał dziwną wizję świata, jaka narodziła się w umyśle del Toro. – Niezwykle odpowiadał mi fakt, że Wendy ma na swoim koncie prace na planie filmu samurajskiego, jak również udział w produkcji o prawdziwie epickich rozmiarach – mówi del Toro. – Wiedziałem, że jest świetna, jeśli chodzi o wymyślanie czegoś z innych czasów, innych miejsc. Wiedziałem też, że poradzi sobie z samą ilością kostiumów, jakich potrzebowaliśmy. Te dwie cechy były dla mnie bardzo ważne. Partridge dodaje – Ważne było, by kostiumy miały pewne powiązania z wyglądem tych z pierwszej części, nie mogło to jednak odebrać nam wolności doboru materiałów odpowiednich dla naszej produkcji. Chcieliśmy, żeby Blade wyglądał nieco bardziej nowocześnie, chcieliśmy zachować jego dotychczasowy styl, jedynie nieco go uwspółcześniając. Jedną z trudności, z jakimi przyszło nam się zmierzyć, była czerń. Ta barwa dominuje w większości kostiumów, a zwłaszcza w kostiumie Blade’a. Największym wyzwaniem było więc dla mnie stworzenie tysięcy różnych odcieni czerni. Partridge najbardziej cieszyła się z możliwości opracowania indywidualnego wyglądu członków grupy wamiprów-zabójców, z którymi współpracuje Blade. – Nie ma czegoś takiego, jak ramy czasowe – mówi projektantka. – W ich kostiumach są motywy japońskie, części stroju huzarów, coś z przyszłości. Chupa wygląda trochę jak krzyżowiec, gdzie indziej występują elementy gotyckie, a – przykładowo – w kostiumie Verlaine, wykorzystałam pióra. To właśnie tego rodzaju smaczki sprawiają, że praca na planie filmu takiego jak ten, jest tak ciekawa – brak ograniczeń.

Autora zdjęć do filmu, Gabriela Berestaina, zaskoczył telefon od del Toro. Podobnie jak reżyser, również Berestein jest z urodzenia Meksykaninem, ale większość swego życia spędził w Anglii, gdzie nakręcił swój pierwszy film skierowany do rozpowszechniania międzynarodowego, Caravaggio. - Gabriel jest autorem zdjęć do dwóch filmów, które bardzo podobają mi się od strony wizualnej, Dolores Claiborne i Caravaggio – wyjaśnia del Toro. – Spotkałem się z Gabrielem i po prostu powiedziałem – Zróbmy film wyglądający tak pięknie jak Caravaggio, z tym że ma to być film akcji.

Del Toro i Beristain spędzili wiele czasu omawiając wizualny aspekt wyglądu filmu. Wszystko zaczęło do siebie pasować, kiedy reżyser pokazał operatorowi album z przygodami Hellboy’a. - Pokazał mi ten komiks i na okładce stał bohater, Hellboy, na tle żółtego, nocnego nieba. Właśnie ten rodzaj wizualizacji chcieliśmy osiągnąć. Zaczęliśmy opracowywać wygląd mocno niekonwencjonalny, świadomie łamaliśmy pewne zasady, chcieliśmy nadać filmowi nieco przerysowany, komiksowy wygląd, a jednocześnie nie chcieliśmy, by te odniesienia były zbyt wyraźnie widoczne. Wyszukiwaliśmy kolory, rysowaliśmy sceny, które, po zrealizowaniu, będą nieco surrealistyczne – dodaje del Toro. – Kiedy omawialiśmy styl, w jakim nakręcimy film, chciałem, by był mroczny, a jednocześnie stylowy. - Takiemu komuś jak Guillermo, nie da rady narzucić swojej wizji – ma swoją i to ja muszę się jej podporządkować – mówi Beristain. – Rzadko widuje się reżyserów tak utalentowanych i szybkich jak Guillermo. Bardzo szybko podejmuje decyzje, wie też dokładnie, czego chce.

Del Toro wraz z Beristainem i zespołem odpowiedzialnym za efekty wizualne opracował coś, co nazwał „L-Camem” – kamerę, która potrafi poruszać się tak, jak żadne inne urządzenie tego rodzaju. – W niektórych scenach śledzimy akcję tak, jak w przypadku użycia innych środków technicznych nie byłoby to możliwe – wyjaśnia reżyser. – Widać to choćby w scenie, w której Wesley Snipes biegnie korytarzem cztery piętra nad podłogą, po czym spada z wysokości 70 metrów. Kamera podąża wtedy za kulą, którą wystrzeliwuje. W filmie dużą rolę odgrywają efekty specjalne. Szefami dwóch zespołów, odpowiedzialnych za ich realizację, byli zdobywcy Oskarów, Nick Allder, kierownik ekipy do spraw efektów specjalnych, zdobywca Oskara za film Obcy; i Nick Brooks, kierownik ekipy do spraw wizualnych efektów specjalnych, zdobywca nagrody Akademii za Między piekłem a niebem. Allder zgromadził swój zespół, w skład którego wchodzili Anglicy i Czesi, stosunkowo szybko, jak na film tej wielkości. Z samej Wielkiej Brytanii sprowadzono ponad 80 ton sprzętu. Zadaniem kierowanej przez niego grupy ludzi była wizualizacja szkiców del Toro. – Spotkałem się z naszym reżyserem i usłyszałem, że chce on „komiksu, w którym wszystko będzie duże”. Duże miały być wybuchy, miało się też dużo strzelać. W jednej ze scen, jeden z naszych kaskaderów jest ostrzeliwany około 200 kulami, trafia go 52 spośród nich – mówi Allder. – Właśnie o coś takiego chodziło Guillermo. W trakcie realizacji zdjęć wymyślano coraz to nowe techniki wykonywania pewnych efektów, wykorzystywano też najdziwniejsze substancje. – Zrobiliśmy dziesiątki litrów krwi, pomarańczowej, czy żółtawej…

Pomysł wyglądu Reaperów Del Toro zaczerpnął ze źródeł biologicznych. Reżyser żartuje – Takie coś nazywam „naukowym” podejściem do tematu. Inspirację czerpaliśmy wyłącznie z prawdziwych zwierząt, nie z innych filmów. W przypadku Reaperów del Toro podobał się pomysł, by – te istoty miały paszcze, zajmujące niemal połowę twarzy. Pijawka nie martwi się o to, jak wygląda. Nie ma czegoś takiego jak przystojna, czy brzydka pijawka. Liczy się tylko to, na ile sprawnie wysysa krew. Wymyśliliśmy więc stwora, który aż do chwili pożywiania się ukrywa swój aparat gębowy – mówi reżyser.

Del Toro starał się, by w realistyczny sposób połączyć komiksową naturę filmu z efektami specjalnymi i makijażem. Zależało mu zwłaszcza na jak najlepszym zrealizowaniu sceny z wybuchem w kanałach. Brooks mówi – Między sobą nazywaliśmy to ujęciem Hiroszimy, ponieważ moim zadaniem było wywołanie jak największych zniszczeń. Brooks i Allder zatrudnili przy tym ujęciu bardzo nieliczną grupę pracowników, wykorzystali też kamerę filmującą ze znacznym przyspieszeniem. W kanały wpuścili strumień płynnego propanu. O tej scenie pamiętano, oczywiście, budując cały plan, który został tak skonstruowany, by wytrzymać wybuch. Allder mówi – Wiele rozmawialiśmy z Nickiem (Brooksem) o tym, jak to ma wyglądać. Skonstruowałem więc rodzaj miotacza, strzelającego płynnym propanem. Rezultat jest imponujący – duży wybuch, wygląda to naprawdę niesamowicie. Zarówno obsadzie, jak i ekipie realizacyjnej, przyświecał jeden wspólny cel. Chcieli stworzyć film, który byłby równie ciekawy podczas projekcji, jak był ciekawy w trakcie realizacji. – Chcieliśmy tylko przenieść komiks na ekran. Chcieliśmy stworzyć piękne, wyraźne ruchome obrazy – mówi Allder. – Częściowo dokonaliśmy tego dzięki efektom specjalnym, które zintegrowano z filmem w nieco odmienny od zazwyczaj używanych sposób. Mieszamy efekty cyfrowe z makijażem, z makietami i modelami w jedno, w rezultacie powstaje scena, która przykuwa uwagę publiczności. Zaplanowanie wszystkich efektów zajęło nam naprawdę mnóstwo czasu. W tym filmie naprawdę dużo się dzieje.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Blade - Wieczny łowca II
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama