Wenders został zapytany o stanowisko festiwalu w sprawie zbrodni popełnionych przez Izrael wobec Palestyńczyków w Gazie. Zaznaczono, że w przeszłości wydarzenie i jego organizatorzy solidaryzowali się z Ukrainą po napaści przez Rosję oraz obywatelami Iranu, których protesty były krwawo tłumione przez władze kraju.
Wim Wenders. Filmowcy "powinni trzymać się z dala od polityki"
Wenders stwierdził wtedy, że filmowcy "powinni trzymać się z dala od polityki." "Jesteśmy dla niej przeciwwagą, jej odwrotnością. Musimy wykonać pracę ludu - nie pracę polityków" - mówił. Dodał także, że filmy nie zmienią poglądów i działań ludzi u władzy. Słowa niemieckiego reżysera zaskoczyły dziennikarzy i część środowiska artystycznego.
W reakcji na wypowiedź Wendersa z udziału w festiwalu zrezygnowała pisarka Arundhati Roy, która miała uczestniczyć w pokazie odrestaurowanej wersji filmu "In Which Annie Gives It Those Ones" z 1989 roku. "Słowa, że sztuka nie powinna być polityczna, są szokujące. To sposób, by zakończyć dyskusję o zbrodniach przeciwko ludzkości, które rozgrywają się przed naszymi oczami - a artyści, pisarze i filmowcy powinni robić wszystko, by je powstrzymać" - napisała w oświadczeniu. Z programu festiwalu wycofano także pokazy filmów "The Dislocation of Amber" (1975) Husseina Shariffe'a i "Sad Song of Touha" (1972) Atteyata El Abnoudy'ego.
76. MFF w Berlinie. Michelle Yeoh i Neil Patrick Harris w ogniu krytyki
Nie są to jedyne kontrowersje podczas festiwalu. Krytyka spadła także na aktorkę Michelle Yeoh, która podczas gali otwarcia została nagrodzona Honorowym Złotym Niedźwiedziem za całokształt pracy twórczej. Nie chciała ona skomentować polityki masowych deportacji administracji Donalda Trumpa.
Z kolei aktor Neil Patrick Harris, którego najnowszy film "Sunny Dancers" znalazł się w sekcji Generations, otrzymał pytanie o polityczność kina. "Żyjemy w podzielonym społeczeństwie i, jako artysta, zawsze chciałem kręcić filmy apolityczne, ponieważ wszyscy, jako ludzie, chcemy do siebie jakoś dotrzeć" - odpowiedział aktor. Jego słowa także spotkały się z krytyką.
76. MFF w Berlinie. Dyrektorka festiwalu odpowiada na zarzuty dziennikarzy
W odpowiedzi na zarzuty wobec jury i gości wydarzenia Tricia Tuttle, dyrektorka festiwalu w Berlinie, opublikowała długi tekst pod tytułem "O zabieraniu głosu, kinie i polityce". "Artyści mają prawo do wolności słowa i korzystania z niego w wybranej przez siebie formie" - pisała. "Nie powinniśmy od nich wymagać komentarza w sprawie przeszłych i obecnych praktyk organizatorów festiwali, na które dani twórcy nie mieli żadnego wpływu. Nie powinniśmy też oczekiwać od nich, że zabiorą zdanie na każdy temat politycznych, jeśli nie będą tego chcieli".










