Wtorek, 8 grudnia 2020 (16:23)
Aktorskim przełomem dla Hayek stało się przedsięwzięcie skrajnie odmienne od widowiskowego i ostro skrytykowanego "Bardzo dzikiego zachodu". W dramacie biograficznym "Frida" (2002) Julie Taymor 36-letnia wtedy aktorka zadebiutowała w Stanach Zjednoczonych w głównej roli. Wcieliła się w malarkę Fridę Kahlo, która wdaje się w romans ze swoim mentorem - Diego Riverą. Za tę pełną emocji kreację Hayek zdobyła swoją pierwszą i jedyną jak dotąd nominację do Oscara. W 2017 roku aktorka opowiedziała o traumatycznych wręcz doświadczeniach, jakie przeżyła na planie "Fridy". Wszystko dlatego, że odrzucała awanse producenta filmu, Harveya Weinsteina. "Wybrał mnie, choć byłam wówczas nikim. Dał mi szansę i powiedział mi 'tak'" - wyznała Hayek podczas wywiadu dla "The New York Times. - "Nie wiedziałam, że tak szybko nadejdzie pora, że to ja będę musiała powiedzieć 'nie'". "'Nie' dla otwierania mu drzwi o każdej porze dnia i nocy, kiedy zjawiał się niespodziewanie. W każdym hotelu, w każdej innej lokalizacji" - wspominała Hayek. Aktorka zdradziła, że Weinstein chciał wziąć z nią wspólną kąpiel, oglądać ją nagą pod prysznicem, żądał, żeby go "masowała", chciał zmusić do seksu oralnego... Miał też grozić jej śmiercią.
1 / 1
Źródło: East News