Zofia Wichłacz na planie "Rojst": Liczył się scenariusz i bohaterowie

Dla Zofii Wichłacz "Rojst" to trzeci serialowy projekt w ostatnim czasie. Gwiazda "Miasta 44" i "Zgody" na udział w produkcji Showmax zdecydowała się ze względu na jej... filmowy charakter. - Czułam się jakbym kręciła dramat psychologiczny - wyznała tuż po zakończeniu zdjęć.

- Zawsze najważniejsza jest dla mnie historia - mówi Zofia Wichłacz

Ma dopiero 23 lata i role w filmach Andrzeja Wajdy, Jana Komasy, Agnieszki Holland czy Kasi Adamik. Szturmem wkroczyła do polskiego kina. Najlepsze wciąż przed nią...

Reklama

Na planie serialu Showmax "Rojst" z Zofią Wichłacz rozmawiał Adrian Luzar z Interii.

Adrian Luzar: W twojej karierze trwa obecnie serialowa passa: pracowałaś już na planie drugiego sezonu "Belfra" w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza i Macieja Bochniaka oraz "1983" Agnieszki Holland. Co przyciągnęło cię do serialu "Rojst" i sprawiło, że zdecydowałaś się przyjąć rolę Teresy?

Zofia Wichłacz: - Historia tej współpracy jest dość niesamowita, bo scenariusz "Rojsta" był bardzo długo w rękach reżysera, Jana Holoubka. Pamiętam, że Jasiek castingował mnie już kilka lat temu do tego projektu i to był pierwszy wygrany przeze mnie casting. Miałam chyba 15 lat. Jednak czas mijał i nie sądziłam, że jeszcze znajdę się w tym projekcie. Gdy jesienią zeszłego roku dostałam telefon, że ponownie trwają castingi do tej historii i reżyseruje Jan, bardzo chciałam się w nim znaleźć. Oczywiście byłam brana pod uwagę już do innej roli, ale nadal uważam, że to wspaniałe, iż po tylu latach spotkałam się z Janem przy tym konkretnym projekcie.

Tym razem wcielasz się w rolę Teresy - żonę głównego bohatera, dziennikarza Piotra Zarzyckiego (w tej roli Dawid Ogrodnik). Spodziewacie się dziecka, co w obliczu kryminalnej zagadki, w którą Piotr zostaje uwikłany, staje się bardzo istotne...

- Rzeczywiście, mój wątek skupia się głównie na relacji Teresy z mężem - Piotrem i ich nienarodzonym dzieckiem. Ważne było dla nas, żeby stworzyć organiczną relację, dlatego mieliśmy bardzo długi okres przygotowań. Zdjęcia też były bardzo intensywne, ale dzięki próbom wiedzieliśmy dokładnie, co chcemy opowiedzieć - i to było piękne. Naszych bohaterów w "Rojście" spotyka wiele zdarzeń, które stawiają ich przed naprawdę ważnymi decyzjami. Moja bohaterka może się na początku wydawać kruchą, delikatną kobietą, ale zostanie postawiona w takich sytuacjach, że odkryje swoją wewnętrzną siłę - do walki o relacje, ukochanego męża i ich dziecko.

- "Rojst" to przede wszystkim świetny scenariusz z postaciami z krwi i kości, dzięki czemu mam nadzieję, widz będzie mógł się z nimi utożsamić i przeżyć ich historię. W czasie kręcenia tego pięcioodcinkowego serialu miałam wrażenie jakbyśmy kręcili film - tylko nieco dłuższy, w pięciu częściach. Zostały nam stworzone takie warunki, że czułam się jak na planie kameralnego dramatu, a nie serialu. To z perspektywy aktora było szalenie komfortowe.

Jak wyglądało budowanie relacji z twoim ekranowym partnerem - Dawidem Ogrodnikiem?

- Razem z Dawidem i Jaśkiem Holoubkiem mieliśmy intensywny okres przygotowań i prób. Jaśkowi bardzo zależało na tym, żeby relacja między nami naprawdę się wytworzyła i żebyśmy się dobrze poznali. Gdy znaleźliśmy się na planie, cały ten proces przygotowań zaprocentował tym, że świetnie się już z Dawidem rozumieliśmy i odnajdywaliśmy w tych scenach. Mam nadzieję, że udało nam się wytworzyć jakiś rodzaj organiki i kiedy widz zobaczy nas na ekranie, od razu zrozumie jakie to jest małżeństwo, jaka to jest relacja, a także co tych bohaterów łączy, a co dzieli...

Znaczącą pomocą przy budowaniu tej relacji był reżyser - Jan Holoubek...

- Jasiek jest świetnym reżyserem. To człowiek bardzo konkretny, wie czego chce i jest niesamowicie uważny na planie. Już na etapie prób stworzył nam poczucie bezpieczeństwa i dał czas na szukanie najciekawszych rozwiązań. Dzięki temu czułam się jak na planie niezależnej produkcji. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.

Na planie spotkałaś się także z Andrzejem Sewerynem.

- To też było absolutnie wspaniałe doświadczenie. Nasi bohaterowie nie mają wielu wspólnych scen, ale było ich kilka. Bardzo się na to cieszyłam, bo pan Andrzej jest legendą i spotkanie z nim to była dla mnie wielka nauka.

Z twoim poprzednim serialowym doświadczeniem - "Belfrem", "Rojsta" łączy gatunek (kryminał), ale dzieli epoka. Akcja "Rojsta" rozgrywa się w latach 80., w przeciwieństwie do "Belfra", który dział się współcześnie, w znanym dla Ciebie otoczeniu, jakim jest polskie liceum. Czy to historyczne tło sprawiło, że praca na planie była trudniejsza?

- Rzeczywiście lata 80. wyraźnie wpływały na założenia względem granej przeze mnie postaci. Bardzo ważny był kontekst historyczny, kiedy budowałam postać Teresy, np. to, że ludzie pobierali się wtedy znacznie szybciej, niż obecnie i że to wpływało na ich relacje. W ogóle pozycja kobiet, ich świadomość, funkcjonowanie w relacjach - musiałam spojrzeć na to wszystko z perspektywy tamtych czasów. Na podstawie rozmów z moimi rodzicami czy ich znajomymi oraz obserwacji moich znajomych dzisiaj widzę, jak wiele się przez te lata zmieniło.

- Oprócz tego lata 80. to była dla mnie niesamowita podróż do przeszłości. Gdy pierwszego dnia weszliśmy na plan, każdy mówił "o, to pamiętam", "ten mebel kojarzę". Nawet ja, urodzona w latach 90., odnajdywałam w scenografii znane mi elementy. Myślałam "o tak, takie krzesło mieli moi rodzice. O i taką kanapę" (śmiech).

Jak natomiast porównałabyś zagadki kryminalne w "Belfrze" i "Rojście"?

- Akurat w tym serialu mój wątek opiera się głównie na relacji małżeńskiej i cała kryminalna intryga trochę moją bohaterkę omija. Bardzo się z tego cieszę, bo zawsze jest to dla mnie ciekawsze wyzwanie aktorskie - poruszanie się w psychologii  postaci, zamiast ograniczania do scen wynikających z danego gatunku czy konwencji. Stały dzięki temu przede mną takie wyzwania jak stworzenie prawdziwej relacji na ekranie czy granie kobiety w ciąży.

Poza kryminałami bardzo często oglądamy cię też w historycznych produkcjach - począwszy od "Miasta 44", przez "Powidoki", aż do nowych projektów, jak "Zgoda". Czy te historyczne tematy działają na Ciebie bardziej?

- Myślę, że zawsze najważniejsza jest dla mnie historia i to, o czym i o kim opowiada scenariusz. To nie ma aż tak wielkiego znaczenia w jakim konkretnie czasie i miejscu dzieje się akcja. Oczywiście, jeśli robimy film historyczny i opowiadamy o wojnie, to tak - to jest bardzo ważne. Ale w "Rojście" liczył się scenariusz i bohaterowie. Urzekła mnie przede wszystkim historia tej właśnie dwójki ludzi - małżeństwa uwikłanego w zagadkę, która zagraża ich przetrwaniu.

Akcja serialu "Rojst" osadzona jest w Polsce lat 80. XX wieku. W niedużym, zapomnianym mieście gdzieś na południowym zachodzie Polski, dochodzi do brutalnego podwójnego morderstwa: młodej prostytutki i miejscowego komunistycznego działacza. W tym samym czasie samobójstwo popełnia również para nastolatków.

W miejscowej gazecie o morderstwie ma napisać Witold Wanycz (Andrzej Seweryn), doświadczony, nieco zgorzkniały dziennikarz. Jednocześnie w tej samej redakcji zatrudnia się młody redaktor: Piotr Zarzycki (Dawid Ogrodnik), który przejeżdża tam z żoną (Zofia Wichłacz) i jest synem wysoko postawionego działacza partyjnego. Rozpoczyna na własny rachunek dziennikarskie śledztwo. Czym bardziej angażuje się w sprawę, tym głębiej grzęźnie w tytułowy rojst - bagno, z którego trudno się wydostać.

W serialu występuję również: Agnieszka Żulewska, Magdalena Walach, Ireneusz Czop, Piotr Fronczewski i Wojciech Machnicki.

Reżyserem i współautorem scenariusza, napisanego razem z Kasprem Bajonem jest Jan Holoubek, operatorem Bartek Kaczmarek. Za produkcję serialu odpowiada Studio Filmowe Kadr ("Jesteś Bogiem", "Rewers", "Sala samobójców"). Zdjęcia odbywały się na Śląsku i w Warszawie.

Serial "Rojst" będzie można obejrzeć wyłącznie w Showmax. Premiera zapowiadana jest na 19 sierpnia 2018 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Zofia Wichłacz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje