Reklama

Z Jandą zaprzyjaźniłem się przez szybę

W swojej książce "Przygody z życia wzięte" Krzysztof Materna odsłania kulisy polskiej rozrywki. Znany satyryk ujawnił, jaką przysługę wyświadczył mu Czesław Niemen, dlaczego Steve Wonder spóźnił się na spotkanie z premierem Polski i w jakich okolicznościach poznał Krystynę Jandę.

Mam nadzieję, że podczas tej rozmowy będę się czuł bardziej swobodnie niż pan w trakcie egzaminu eksternistycznego z reżyserii przed Aleksandrem Bardinim...

Reklama

Krzysztof Materna: - To jest nieporównywalne... Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale wszyscy dziennikarze przed rozmową ze mną myślą, że jestem kimś bardzo niedostępnym. A jestem przecież życzliwy i normalny. Tylko nienawidzę głupoty. Jeśli pan nie będzie zadawać zbyt idiotycznych pytań, to naprawdę jestem "do zjedzenia". Wiele zależy od osoby, która prowadzi wywiad. Czy jest przygotowana, czy rzeczywiście chce się dowiedzieć czegoś nowego... Teraz, przy promocji książki, udzielam trzech wywiadów dziennie. Bardzo się staram, żeby te rozmowy były różne. Nie chcę mówić ciągle o tym samym.

Skąd wziął się pomysł na książkę?

- Zgłosiło się do mnie wydawnictwo, ja nie planowałem publikacji. Zgodziłem się wejść w ten projekt, bo ośmielił mnie sukces książki o podróżach, jaką wydałem z Wojciechem Mannem. W kolejnej książce chciałem opowiedzieć czytelnikowi, skąd się wziąłem - to miał być mój roboczy tytuł, i jakie były moje losy, bo te nie były typowe. Po drugie, za pośrednictwem tej książki mówię "dziękuję bardzo" moim mistrzom i przyjaciołom, którzy mieli ogromny wkład w kształtowanie tego jak myślę i jak radzę sobie zawodowo.

Jak pisało się panu tę książkę?

- Nie pisałem tej książki, tylko ją dyktowałem. Martę Szarejko, która mi pomagała, uważam za bardzo utalentowaną osobę. Zamieniła ona język mówiony na pisany. Książka ma trochę charakter autobiograficzny, trochę przygodowy, anegdotyczny, ale nie ma nic wspólnego z pisarstwem.

Mam wrażenia, że pana książka, w porównaniu do innych podobnych publikacji na rynku, jest mało ekshibicjonistyczna. Nie umieścił w niej pan np. wątków damsko-męskich.

- Relacje damsko-męskie przez całe swoje życie uwielbiałem, ale wspomnieniami w tym zakresie wolę się nie chwalić. Nigdy nie chciałem dzielić się osobistymi historiami ze swoimi sympatykami. Nie jestem takim ekshibicjonistą jak np. Marek Raczkowski. Poraziło mnie, że tak otwarcie opowiedział innym o swoich słabościach.

Pana książka pełna jest ciekawych anegdot. Przypomnimy kilka z nich. Jaką wielką przysługę wyświadczył panu Czesław Niemen?

- Po tym, jak wyleciałem ze szkoły teatralnej w Krakowie i ukrywałem się przed wojskiem, trafiłem do jednostki o zaostrzonym regulaminie w Trzebiatowie nad Regą. Byłem wśród ludzi, z których wielu nie miało nawet siedmiu klas. Moje papiery dotarły tam dosyć późno. Na początku nikt nie wierzył, że prowadziłem festiwale piosenki, występowałem w programach rozrywkowych. Z czasem przydzielono mi obowiązki związane z życiem kulturalnym. Pewnego dnia do jednostki zadzwonił mój były szef, Czesław Niemen, co wywołało u wszystkich szok i ekscytację. Zapytał, czy mógłby mi pomóc, dając koncert w jednostce. Dzięki jego występowi z szeregowego żołnierza, którym pomiatano, stałem się bohaterem, którego wszyscy noszą na rękach. Czesław wyświadczył mi niewyobrażalną przysługę.

Dlaczego Steve Wonder nie dotarł na czas na spotkanie z premierem Polski Ludowej?

- Było to sytuacja kompletnie abstrakcyjna. Do spotkania Wondera z Mieczysławem Rakowskim miało dojść przy okazji jego koncertu na Stadionie Dziesięciolecia w maju 1989 roku. To muzyk zażyczył sobie audiencji u premiera. Tuż przed spotkaniem w Urzędzie Rady Ministrów, Wonder jadł śniadanie w hotelu Victoria i pobrudził się ciastkiem z kremem. Z tego powodu musiał zmienić garnitur. Kiedy zadzwoniłem do dyrektora gabinetu premiera, uprzedzając, że Steve spóźni się z takiego, a nie innego powodu, ten wściekł się potwornie. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, bałem się, że Rakowskiego już nie będzie. Na szczęście kryzys został w łagodny sposób zażegnany. Premier czystą angielszczyzną zapytał Wondera, czy smakowało mu ciastko.

A w jakich okolicznościach poznał pan Krystynę Jandę?

- Poznałem ją we Lwowie, gdzie akurat robiłem interesy. Było to spotkanie bardzo śmieszne, a jednocześnie poetyckie. O 7.30 rano stałem przed hotelem i czekałem na swojego przewodnika. Pogoda była straszna - padał deszcz ze śniegiem. W pewnym momencie zauważyłem odrapany autokar. Jego szyby były zamglone. Ktoś zaczął chuchać. Ukazała mi się twarz dziwnie znajoma. To była Krystyna Janda, a raczej Helena Modrzejewska, która czekała w pełnej charakteryzacji na zdjęcia do serialu. Za tą szybą była wtedy dla mnie jak Matka Boska, jak ktoś kompletnie nierealny. Jej uśmiech skierowany w moją stronę spowodował, że właściwie zaprzyjaźniliśmy się przez szybę. Krysia wyszła z autokaru i zaczęliśmy rozmawiać. Nasza przyjaźń trwa do dziś.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk

---------------------------------------------------------------

Krzysztof Materna (ur. 1948) - satyryk i konferansjer, aktor (choć bez dyplomu PWST), reżyser, producent. Popularność przyniosły mu programy telewizyjne "Za chwilę dalszy ciąg programu", czy "MDM", które prowadził z Wojciechem Mannem. Książka "Przed Państwem Krzysztof Materna" ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje