Reklama

"Wielkie kłamstewka": Aktorzy o drugiej odsłonie serialu

Po ponad dwuletniej przerwie "Wielkie kłamstewka" wracają na mały ekran. Międzynarodowy telewizyjny fenomen, nagrodzony czterema Złotymi Globami i aż ośmioma statuetkami Emmy, doczekał się nieplanowanej wcześniej kontynuacji. Sukces serialu okazał się tak bardzo znaczący dla obecnych nastrojów polityczno-społecznych, że o epizodyczny udział w drugiej serii poprosiła sama Meryl Streep.

Jeffrey Nordling i James Tupper na premierze drugiego sezonu "Wielkich kłamstewek"

"Wielkie kłamstewka", czyli jedna z najważniejszych produkcji stacji HBO, nie tylko wyznaczyły nowe standardy dla przemysłu rozrywkowego, ale również stały się znaczącym elementem w międzynarodowej debacie, obnażającej mizoginizm, dysproporcje i nieposzanowanie kobiet w środowisku o charakterze zawodowym.

Reklama

Pięć czołowych aktorek zjednoczyło się w pracy artystycznej, aby urzeczywistnić nadzieję na lepsze jutro. Od pilotowego odcinka ich sukces wiernie wspiera czterech głównych aktorów (serialowych mężów bądź też partnerów), którzy jednomyślnie wykrzykują hasło "Ku chwale kobietom!".

Z okazji premiery najnowszego sezonu "Wielkich kłamstewek", zapytaliśmy Adama Scotta, Jeffreya Nordlinga, Jamesa Tuppera oraz najnowszego członka ekipy - Douglasa Smitha, co myślą o współpracy z orędowniczkami nadchodzących zmian oraz jak duże zamieszanie wywołała Meryl Streep swoją obecnością na planie.

Katarzyna Kasperska: Panowie, z jak dużym entuzjazmem powróciliście na plan serialu, który z założenia miał zakończyć się po siedmiu odcinkach?

Jeffrey Nordling, czyli serialowy mąż Renaty Klein, w którą wcieliła się Laura Dern: - Był to dla nas nieplanowany powrót. Nikt nie podejrzewał, że do tego dojdzie. Nie było tego typu rozmów podczas realizacji pierwszego sezonu. Potencjalna możliwość kontynuacji "Wielkich kłamstewek" nie była nawet ujęta w naszym kontrakcie. Tym bardziej cieszy mnie to i napawa dumą, że udało nam się tego dokonać.

Adam Scott, czyli mąż serialowej Madeline Mackenzie granej przez Reese Witherspoon: - Pragnę przypomnieć, że "Wielkie kłamstewka" są adaptacją książki o tym samym tytule autorstwa Liane Moriarty. Wraz z zakończeniem pierwszego sezonu wyczerpaliśmy materiał, na którym bazowała nasza historia. Nie ma drugiej części powieści. Nie miało więc też być drugiego sezonu. Niemniej dzięki znakomitym scenarzystom i twórcy serialu - Davidowi E. Kelley’emu (prywatnie mąż Michelle Pfeiffer - przyp. red.) wydarzył się cud.

Jeffrey Nordling: - Niemniej, kiedy HBO zadzwoniło do mnie z propozycją powrotu na plan, nie byłem zszokowany. Miałem wrażenie, że po tak znakomitym odbiorze naszego serialu przez międzynarodową publiczność, to jeszcze nie koniec. Musiało się jeszcze coś wydarzyć. Jedyne, co mnie zaskoczyło, to że udało nam się tak szybko skompletować całą ekipę, na przekór niewyobrażalnie napiętym harmonogramom naszych ekranowych liderek. Nie wspominając już o zawodowych zobowiązaniach Meryl Streep, które sięgają 2025 roku (śmiech).

Skoro jesteśmy już przy Meryl Streep... Jak wspominacie współpracę z jedną z najlepszych aktorek w historii kina?

Adam Scott: - No wiesz, wiadomo... to Meryl Streep! Oczywiście wszyscy na planie byliśmy świadomi oraz bardzo przejęci ogromem szczęścia, jakie nas spotkało. Z początku to było wręcz onieśmielające. Ale później, kiedy już masz okazję poznać ją osobiście, całe napięcie znika i zdajesz sobie sprawę z jak przemiłą, i nieoceniającą nikogo osobą masz do czynienia. Nie mam pojęcia, jak ona to robi, ale Meryl Streep samą swoją obecnością sprawia, że czujesz się lepiej sam ze sobą.

Jeffrey Nordling: - O tak! Tego dnia wszyscy (bez wyjątków) zachowywaliśmy się jak banda nastolatków na koncercie N'Sync, czy czego tam teraz słuchają młodzi ludzie. Nawet Reese Witherspoon nie potrafiła zachować pokerowej twarzy. Pierwszego dnia cała w ekstazie podeszła do mnie i wskazując pokój za nami wyszeptała: "Meryl Streep tam jest" (śmiech).

Douglas Smith, serialowy Corey, czyli obiekt zainteresowań Jane Chapman granej przez Shailene Woodley: - Niestety nie miałem okazji partnerować Meryl Streep w scenie na planie, niemniej poznałem ją podczas prób czytanych. Już w pierwszych sekundach uderzyło mnie, jak życzliwą i otwartą na ludzi jest osobą. Wyobrażasz sobie, że ona sama do mnie podeszła, żeby się przedstawić?! Jeden z najpiękniejszych momentów w mojej karierze. Co ja mówię?! Jeden z najpiękniejszych momentów w całym moim życiu!

Adam Scott: - Jako aktor - i mówię to z nieskrywaną arogancją oraz pewnością siebie w imieniu wszystkich aktorów na świecie - czekasz całe swoje życie, całą zawodową karierę, żeby mieć okazję pracować u boku Meryl Streep. Nie ma i nie było lepszej aktorki.

Jeffrey Nordling: - Meryl Streep jako osoba nie jest... Powiem inaczej - jej talent jest onieśmielający! Ale Meryl prywatnie i w bezpośredniej współpracy jest jedną z najmilszych osób, jakie w życiu poznałem. Podam ci przykład - ostatniego dnia na planie, kiedy wszystkie sceny z jej udziałem zostały już zrealizowane, Meryl została z nami jeszcze przez dwie godziny, żeby porozmawiać z ludźmi z ekipy. Z każdym z osobna. Z każdym, kto o to poprosił, zrobiła sobie zdjęcie, nie będąc przy tym ani przez chwile poirytowaną, zmęczoną czy też znudzoną. Każdemu (poczynając od kierowcy, a na producentach kończąc) poświęciła maksimum swojej uwagi. Niezwykle łaskawa, cudowna kobieta.

Wygląda na to, że nawet tak znane i cenione gwiazdy, którymi przecież sami jesteście, wciąż bywają zafascynowane idolami dużego ekranu.

Jeffrey Nordling: - Szczerze mówiąc, to faktycznie wciąż mam swoich idoli, których niezmiennie ubóstwiam od lat w moje głowie. Niemniej w znaczącej większości są to muzycy i gwiazdy estrady. Trudno jest mi wielbić kogoś, z kim współpracuję. Niemniej to prawda, że byłem bardzo podekscytowany (jak nigdy wcześniej) faktem, iż Meryl Streep jest wśród nas.

James Tupper, serialowy Nathan - mąż Bonnie (Zoe Kravitz), były mąż Madeline (Reese Witherspoon): - E tam! Opowiadacie bzdury i popisujecie się przed dziennikarzami. Oczywiście, że wciąż bywamy zafascynowani gwiazdami dużego ekranu, nawet jeżeli wykonujemy ten sam zawód. I oczywiście, że ręce mi się trzęsły na samą myśl, że poznam Meryl Streep osobiście! Co za banda macho-kolesi (śmiech). Po spotkaniu z nią każdy z nas chodził pięć centymetrów nad ziemią.

- W dniu, kiedy zostaliśmy sobie przedstawieni, zapomniałem języka w ustach, co nigdy mi się nie zdarza (śmiech). Zazwyczaj jestem bardzo skoncentrowany na pracy. Stąd też czerpię siłę, pewność siebie i mam grunt pod nogami. Ale nie tego dnia. Choćbym nie wiem jak się starał - nie mogłem się skoncentrować. Jako ciekawostkę zdradzę, że nie było to moje pierwsze oczarowanie gwiazdą, którą dane mi było poznać osobiście. Pamiętam doskonale, jak jako dziecko nieustannie oglądałem z moim ojcem serial "Columbo". Byłem zakochany. Późnej, kiedy w początkach kariery miałem tę wyjątkową okazję poznać i współpracować z Peterem Falkiem na planie - nie mogłem ukryć wzruszenia.

- Teraz jak o tym myślę, to powinienem jeszcze dodać do listy Umę Thurman. To niezwykle wysoka, introwertyczna, wręcz enigmatyczna i bardzo skomplikowana osoba. Poznaliśmy się na planie filmu "Trener bardzo osobisty" (2012). Nie mogłem jej rozgryźć. I o tak - zdecydowanie byłem onieśmielony jej obecnością!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wielkie kłamstewka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje