Reklama

Twórcy o "Ciemno, prawie noc": Nie możemy być obojętni na zło

Magdalena Lankosz i Borys Lankosz

Między "Rewersem" a "Ziarnem" było ponad pięć lat, "Ciemno" wchodzi do kin po czterech latach. Czy na pana kolejny film też będziemy musieli tak długo czekać?

Reklama

Magdalena Lankosz: A my nakręciliśmy inny film w między czasie. Średni metraż "Kobro/Strzemiński. Opowieść fantastyczna" - zupełnie wyzwalające doświadczenie. Widzowie w Polsce będą go mogli zobaczyć w maju na Millennium Docs Against Gravity. Stało się to tuż po zdjęciach do "Ciemno, prawie noc". To historia dwójki awangardowych artystów: Katarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego. O Strzemińskim opowiadał ostatni film Andrzeja Wajdy "Powidoki". A myśmy do tego podeszli... Może ty lepiej powiesz? Ja tam byłam producentką, brałam udział w procesie kreatywnym w inny sposób niż przy "Ciemno...".

Borys Lankosz: To było bardzo wyzwalające doświadczenie, takie z zupełnie innego rozdania. Mam takie poczucie, że zaczynam iść w trochę inną stronę. Że moje trzy filmy fabularne, które mają dla mnie wspólny mianownik, są pewnym etapem, a coraz bardziej - i to już widać w "Ciemno" - zaczynają interesować mnie inne przestrzenie. Coś, co ma w sobie dużo więcej wolności. Jest dużo mniej sformalizowany i w tym sensie trudniejszy do skategoryzowania. Myślę, że zważywszy na tematy, które podejmowałem - pewną trudność, które ze sobą niosą - to zrobienie trzech filmów w ciągu dziesięciu lat nie jest, jak na polskie warunki, złym wynikiem. Natomiast pomysłów i planów mam znacznie więcej.

Magdalena Lankosz: Czuję, że Borys skłania się w kierunku bardziej medytacyjnym. To jest ten moment w jego życiu. Zawsze twórcy kina mierzącego się z duchowością, tacy jak Andriej Tarkowski, byli dla niego bardzo ważni. Czuję, że to jest też taki moment w jego życiu, żeby to kino było troszkę inne.

Borys Lankosz: Myślę, że jestem w momencie, w którym mam potrzebę wymyślić się na nowo.

Kończąc chciałem trochę cofnąć się w czasie. To prawda, że studiował pan filmoznawstwo?

Borys Lankosz: Ale to było tak dawno i nieprawda. (śmiech) Widzi pan, przychodziło mi zdawać maturę w momencie, gdy człowiek był zagrożony obowiązkową służbą wojskową. Więc fakt, że nie dostałem się do Łódzkiej Szkoły Filmowej, wywołał pewien rodzaj paniki. Dostałem się na filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim, natomiast niewiele z tych zajęć pamiętam. Myślę, ze nie uczęszczałem na nie za chętnie, bo wydawało mi się to obcym doświadczeniem. Miło wspominam z tego okresu fakt, że przyjąłem jako drugi kierunek historię sztuki.

Mówi się, że filmoznawcy to jedna z najgorszych możliwych osób na planie...

Magdalena Lankosz: (śmiech) My słyszeliśmy, że najgorsza osoba na planie to autor scenariusza. Ja na planie "Ciemno, prawie noc" - chociaż nie przeszkadzam mężowi w pracy, bardzo to rozróżniam, to on wie, czym jest reżyseria, nie ja - byłam tylko raz. Chociaż żałuję. Lubię to obserwować. Ale wiem, że nie umiałabym tam pracować.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Borys Lankosz | Magdalena Lankosz | wywiady | Joanna Bator

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje