Reklama

Twórcy o "Ciemno, prawie noc": Nie możemy być obojętni na zło

Magdalena Lankosz i Borys Lankosz

Na bali się państwo, że widzów odrzuci nagromadzenie negatywnych emocji, wszystkich traum bohaterów "Ciemno, prawie noc"?

Reklama

Magdalena Lankosz: Dlaczego mielibyśmy się bać? Lęk nie jest dobrym doradcą. Gdybyśmy się bali, to nie moglibyśmy podjąć się bycia przekaźnikiem między tekstem, filmem a odbiorcą.

Borys Lankosz: Ważne chyba, żeby sobie od razu wyjaśnić pewną sprawę. Myślę, że ani powieść Joanny, ani nasz film nie miał nigdy na celu stania się czymś, co w anglosaskiej kulturze jest zgrabnie nazywane "crowdpleaser" - czyli coś, co ma zadowalać tłumy. Raczej myślałem o tym w kategoriach pewnego doświadczenia, pewnego testu na empatię, na inteligencję emocjonalną.

Magdalena Lankosz: Żyliśmy z tą historią pięć lat. Musieliśmy przyjąć te wszystkie emocje, żeby próbować je państwu przekazać. Epatowanie złem czy okrucieństwem nie było naszym celem. Było nim katharsis, które jest na końcu filmu. A nawet zaapelowanie do ludzi: Nie możemy być obojętni! Jeśli wszyscy zasłonimy oczy i uszy na krzywdę, niesprawiedliwość, to będą się tu działy straszne rzeczy. Trochę mnie zaskakują takie pytania: większość z nas włącza wieczorem serwisy informacyjne w telewizji. Dzień w dzień ładują nas one potworną dawką złych wiadomości i krzywdy ludzkiej. Wchłaniamy bezrefleksyjnie wiadomość, że w Jemenie umarło z głodu i braku wody tysiące dzieci. I pan nie dzwoni do wydawcy niusów zapytać czy on się nie bał tego powiedzieć. Tymczasem nasz film przynosi receptę na wyzwolenie się z tego kręgu zła, mówi ludziom, że nie jest za późno. Słowem, moim zdaniem trudniejsze jest codzienne oglądanie kanałów informacyjnych niż oglądanie naszego filmu.

Borys Lankosz: To zależy czego oczekujesz. Wiesz, czego oczekiwać od wiadomości, i nagromadzenie doświadczenia, czyli ta codzienność w przyjmowaniu złych informacji, powoduje pewien rodzaj znieczulenia. Najłatwiejszym wyjściem z tego świata jest ucieczka, czyli na przykład obcowanie ze sztuką powierzchowną, eskapistyczną rozrywką. Natomiast my myśleliśmy w trochę poważniejszy sposób o widzach. Chcemy, żeby byli partnerami w rozmowie, do której ich zapraszamy.

Magdalena Lankosz: Tak, myśleliśmy o tym filmie jako doświadczeniu emocjonalnym dla widza.

Wydaje mi się, że tak jak intuicyjne było pominięcie niektórych wątków, tak oczywiste było pozostawienie w filmie postaci kociar.

Magdalena Lankosz: One są elementem tajemnicy, niewytłumaczalnego, świata magii. Nasz film i powieść Bator to historia o starciu dobra i zła. I o tym, że jakąś część dobra, która została na świecie, warto chronić. Więc my nie mogliśmy wyrzucić naszych aniołów, które tego dobra strzegły.

Z tą historią żyli państwo pięć lat, czyli prace nad filmem zaczęły się już w czasie produkcji "Ziarna prawdy"...

Borys Lankosz: Trudno będzie dokładnie to zrekonstruować. Właściwie decyzja o tym, że to są te dwie powieści, była w podobnym momencie. Warto tutaj zwrócić uwagę, że "Ziarno" jest ekranizacją. Tekst łatwiej poddawał się transformacji w kino i jest właściwie wiernym przeniesieniem historii na ekran. Natomiast w przypadku "Ciemno" mówimy o adaptacji, więc jest to autorskie widzenie powieści Bator.

Dowiedz się więcej na temat: Borys Lankosz | Magdalena Lankosz | wywiady | Joanna Bator

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje