Reklama

Reklama

Teresa Lipowska: Czuję obecność zmarłego męża

Otacza ją wiele życzliwych osób. Ale czasami potrzebuje pobyć sam na sam ze zdjęciami męża. Pomaga jej to w trudnych chwilach.

Trudno nie wzruszyć się i nie uśmiechnąć, rozmawiając z Teresą Lipowską (76 l.), gwiazdą uwielbianego przez miliony Polaków serialu "M jak miłość". To zdecydowana, mądra, pełna ciepła i dobroci dla ludzi kobieta. Wiele wycierpiała, a mimo to zachowała pogodę ducha.

"My decydujemy o tym jak wykorzystać czas, który nam dano". Jest pani zadowolona z tego jak wykorzystała swój czas?

Teresa Lipowska: - Owszem - jestem. Mało tego, inni ludzie również to dostrzegają. Wychwalają mnie za dobre zagospodarowanie czasu. Wydaje mi się, że mam to zapisane w genach. A poza tym zrozumiałam, że życie jest przeraźliwie krótkie. Tak naprawdę to tylko mgnienie oka.

Reklama

Niestety, bardzo często o tym zapominamy...

- Też nad tym ubolewam. A przecież każdy dzień należałoby wykorzystać tak, aby wieczorem, kładąc się spać, być z niego zadowolonym.

Pani tak robi?

- Oczywiście! Wiadomo, że w moim wieku jest to już trochę trudniejsze zadanie, ale zawsze staram się, aby tak właśnie było. A po dłuższym spacerze czy ciężkim dniu filmowym, po prostu... odpoczywam. Kładę się na chwileczkę, aby zregenerować siły. Jednak na dłuższy odpoczynek zawsze wybieram... sanatorium! Takie "oddechy" pomagają mi przetrwać cięższe dni.

Jakie jest życie po siedemdziesiątce?

- Takie, jak je sobie ułożymy. Ważne, aby znaleźć w sobie jakąś pasję. Ale nie oszukujmy się, najważniejsze jest jednak to, aby Pan Bóg dał nam zdrowie. Wtedy reszta rzeczy sama się ułoży. Mam swój wiek i on wskazuje na pewne sprawy, które są nieodwracalne, np. "choroby pesela". Można starać się jakoś im zaradzić, ale w żaden sposób nie da się ich zlikwidować.

Mam wrażenie, że pani jednak to nie dotyczy.

- Faktycznie, najlepiej czuję się odpoczywając aktywnie! Uwielbiam jeździć na rowerze. I kiedy tylko mam dwie godziny wolnego, a pogoda dopisuje, to wsiadam na rower i jadę do mojego ukochanego lasu na Kabatach. Lubię spotykać się ze znajomymi. Cieszy mnie to, że ktoś na mnie czeka. Na pewno nikomu się nie narzucam.

A czy człowiek po siedemdziesiątce nie myśli o tym, aby zwolnić tempo swojego życia?

- Nie wiem jak inni, ale ja nie pozwalam sobie na to, aby zjeść śniadanie, usiąść w fotelu i bezczynnie czekać, co będzie dalej. To byłoby dla mnie nie do zniesienia. A wie pani dlaczego? Moim zdaniem starość polega na tym, że wielu rzeczy po prostu się nie chce. Kiedy zaczynamy coś takiego odczuwać, to dla nas wymowny znak, że się starzejemy. I to niezależnie od tego czy mamy trzydzieści, pięćdziesiąt czy dziewięćdziesiąt lat. Dlatego też, zdając sobie doskonale z tego sprawę, kiedy tylko tracę chęć do działania, natychmiast wstaję i wbrew temu uczuciu idę do przodu. Być może właśnie to trzyma mnie na nogach.

Pozazdrościć formy i takiego podejścia do życia.

- Faktycznie, mam za co dziękować Panu Bogu. To, że udało mi się mieć takiego męża, zdrowie, pracę i wspaniałą rodzinę - to wszystko jest kwestią... szczęścia!

Pani Tereso, a jak buduje się właściwe relacje z dziećmi, takie, żeby mogły one przenieść to co dobre na następne pokolenia?

- To są wyłącznie kwestie wychowania. Pewne rzeczy i tradycje, które przekazali mi rodzice przeniosłam również do swojego domu. Starałam się, aby mój syn był szczęśliwy i zadowolony. Wierzę, że czterdzieści cztery lata, które spędziłam u boku męża były dla syna dobrym przykładem. Nasz dom był pełen szacunku i miłości. I wierzę, że on to widział...

A teraz przenosi on te zachowania na swoją rodzinę?

- Na pewno tak. Z przyjemnością ich odwiedzam i widzę naprawdę wiele podobieństw do naszego domu. Mam synową, która kocha mojego syna i ich dzieci. Jestem zadowolona, że są szczęśliwi.

Czuje się pani "zaopiekowana" przez swojego syna?

- Staram się większość rzeczy robić sama. Ale przyznaję, że jest to trudne, bo przez prawie 45 lat byłam pod parasolem męża. Pewne rzeczy załatwiał za mnie całkowicie. Nie musiałam się o nic martwić. Na mojej głowie był natomiast dom, wychowanie i gotowanie. Na szczęście teraz, gdy tylko mam problem, mogę liczyć na syna. W tej chwili jest to odrobinę trudniejsze, bo aż 2 tygodnie w miesiącu pracuje za granicą. Ale jeżeli tylko zwrócę się do niego z prośbą o pomoc, to mam pewność, że wszystko będzie załatwione.

Rozmawia pani z synem codziennie?

- Codziennie lub co drugi dzień. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Muszę się przecież dowiedzieć, co słychać u moich ukochanych wnuczków. Chociaż teraz same już do mnie dzwonią. Szymuś opowiada mi o zawodach karate, swoich ocenach i różnych przygodach. Wnuczka ma tylko 6 lat, więc jest jeszcze za mała na takie rzeczy.

Rozpieszcza pani wnuki?

- Jestem sensowną babcią. Staram się nie rozpieszczać ich prezentami. Moim zdaniem to nie jest dydaktyczne. Nie robię też tego, czego zabraniają im rodzice. Ale fakt jest faktem, że kocham wnuki całym sercem. Są moim oczkiem w głowie. Przytulam je i całuję nieustannie.

Bywa pani nadopiekuńcza?

- W stosunku do wnuków na pewno nie. Poza tym tak się składa, że my niezbyt często się widujemy. Ja cały czas jestem zajęta, a poza tym oni w ciągu tygodnia mają szkołę, przedszkole, później różne lekcje dodatkowe i inne przyjemności. A w weekendy mają swoich przyjaciół, z którymi często się spotykają. Tak więc, jak pani widzi, znalezienie terminu, który odpowiadałby wszystkim, wcale nie jest taką prostą sprawą. Ale gdy tylko się to udaje, wykorzystujemy każdą chwilę.

Z tak kochającą rodziną, przyjaciółmi, a także rzeszą fanów, chyba nie czuje się pani samotna?

- Każdy człowiek ma momenty samotności. Zdaję sobie sprawę z tego, że otacza mnie wiele życzliwych osób, na które zawsze będę mogła liczyć. Ale są też takie momenty, w których potrzebuję być tylko ze zdjęciami mojego męża. On cały czas jest ze mną. Czuję jego obecność i to jest tak silne, że czuję go prawie fizycznie. Nawet teraz, gdy z panią rozmawiam, mam nieodparte wrażenie, że siedzi obok mnie i z aprobatą kiwa głową. On nie pozwoliłby mi na to, abym poczuła się samotna. Więc jeżeli mówimy o samotności, to tylko... w jego towarzystwie.

Alicja Dopierała

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Świat & Ludzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje