Reklama

Taniec to nigdy nie była moja domena

Maciej Orłoś to jeden z najbardziej lubianych dziennikarzy telewizyjnych. Z wykształcenia aktor, z powołania prezenter - od ponad 19 lat prowadzi program informacyjny "Teleexpres". 16 lipca 2010 roku Maciej Orłoś obchodził swe 50. urodziny. Z tej okazji jubilat opowiedział Justynie Tawickiej o swoich sukcesach, popularności i byciu dzieckiem, zdradził także o jakim torcie urodzinowym marzy.

Interia: Panie Macieju, witam serdecznie i składam najserdeczniejsze życzenia z okazji pana urodzin, prawie osiemnastych, prawda?

Reklama

Tak, bardzo dziękuję. Może trochę bardziej okrągłych niż osiemnastych...

A zupełnie serio pytając, kiedy poczuł się pan pełnoletni jako dziennikarz?

Przedwczoraj zauważyłem, że już się czuję dosyć pełnoletni. Dzisiaj to wrażenie się wzmacnia. W okolicach tego wieku dojrzewam.

Pan robi w swoim zawodowym życiu bardzo wiele rzeczy, m.in. pisze książki dla dzieci. Jak ważne jest to, żeby wciąż czuć się dzieckiem?

To jest bardzo ważne. Trzeba mieć dziecko w sobie jak najdłużej. Jeśli jest się kobietą, to dziewczynkę, jeśli mężczyzną to chłopcem. Trzeba nosić to w sobie, im dłużej tym lepiej. Jak długo się da. Najlepiej po prostu do samej śmierci. Znam takich ludzi, te osoby nie są zgorzkniałe, mają dużo pozytywnej energii w sobie, są optymistyczne, chce im się działać, lubią się wygłupiać... Naprawdę warto to w sobie pielęgnować, dbać o to, nie zapominać o tym, to jest istotne.

Przy okazji pańskich urodzin porozmawiajmy o marzeniach... Chciałabym nawiązać do pana kariery filmowej i wspomnieć przepiękny film "Głuchy telefon" sprzed lat. Czy jest szansa, że zobaczymy pana jeszcze na wielkim ekranie?

Ten film, "Głuchy telefon", powstał w 89 roku. Może powinienem porozmawiać z reżyserem tego filmu, Piotrem Mikuckim, i może pomyśli o jakimś kolejnym filmie. Wtedy być może mnie by obsadził. Natomiast słabe są szanse, dlatego, że ja zostałem zaszufladkowany - ale mówię to bez żadnej pretensji, po prostu to się stało. Jestem panem z telewizji, panem z "Teleexpresu" i trudno było wyobrazić sobie pana z "Teleexpresu" w komedii romantycznej, grającego jakiegoś lekarza czy adwokata czy żołnierza. W związku z tym, krótko mówiąc, ten wachlarz ról dostępnych dla mnie, jest dosyć ograniczony.

Ale może właśnie trzeba przełamywać schematy, ponieważ pan jest prekursorem przełamywania pewnych schematów, choćby w "Teleexpresie". Czy pan miał jakieś wzorce, z których pan czerpał, inspiracje, czy tak po prostu tak panu w duszy gra?

Pamiętam kiedyś bardzo podobał mi się styl Jana Suzina, bo u niego czuć było pewien dystans i kiedy występował, kiedy mówił, kiedy zapowiadał różne rzeczy czy rozmawiał, to czuło się, że on to robi tak trochę od niechcenia, z pewnym dystansem, z przymrużeniem oka i to mi się podobało. Formuła "Teleexpresu" sprzyja zresztą temu przymrużeniu oka. Chyba starałem się nie udawać nikogo, jakoś tak trzymać się własnego poczucia humoru, stylu bycia, mówienia, języka i prawdopodobnie to się sprawdziło. Gdyby się nie sprawdziło, to już mnie by dawno nie było na antenie.

Pan ma dystans do siebie, a czy mając ten dystans nie kusi pana, żeby pokazać się z innej strony, np. śpiewająco - tanecznej. Jest taka moda wśród dziennikarzy, artystów, żeby brać udział w różnych tego typu programach. Są jakieś propozycje?

Były propozycje, były... może nie tyle dotyczące śpiewania, choć kiedyś w "Szansie na sukces" wystąpiłem...

Jaki to był repertuar?

Z dziećmi. I myśmy zaśpiewali chyba albo "Jedzie pociąg z daleka" albo o misiach... Teraz mi wypadło z głowy.

To od razu z próbką dźwięku byśmy poprosili.

Nie, nie. Ja właśnie nie pamiętam... W każdym razie to było wzięte w nawias, cudzysłów. "Szansa na sukces", specjalne wydanie, znani ludzie z dziećmi. Ale to nie były żadne zawody...

Propozycje do "Tańca z gwiazdami" miałem, do programu, którego już nie ma - "Gwiazdy tańczą na lodzie" - też miałem, ale kiedy wyobraziłem sobie siebie na lodzie w łyżwach figurowych albo nawet na parkiecie w "Tańcu z gwiazdami", to wydało mi się to zupełnie nieprawdopodobne. Pomyślałem sobie, że byłoby to żałosne. Po prostu ja nie jestem dobry w tańcu, nie czuję tego. Myślę, że lepiej będzie, jeśli będę się trzymał tego, co mi wychodzi w miarę dobrze i nie rzucał się na szeroką wodę.

Taniec to nigdy nie była moja domena. Cóż ja poradzę? Poza tym trzeba mieć czas, trzeba poddać się ocenie, krytyce. Rozmawiałem ostatnio z Zygmuntem Hajzerem, który opowiadał o tym. To jest niezwykły wysiłek. Nie to, żebym się bał wysiłku, natomiast czasowo to jest wymagające, trzeba się temu poświęcić, w sposób niebywały. Właściwie oderwać się od rzeczywistości. Nie byłem na to gotowy i nie jestem.

Skoro o ocenach mowa, pan jako osoba publiczna jest poddawana szeregowi różnorakich ocen. Czy ma pan jakiś patent, żeby sobie z tym poradzić?

Nie wiem o jakich ocenach pani mówi, jeśli chodzi o oceny moich szefów, to...

Mówię o ocenach ludzi, którzy pana oglądają. Z reguły są pozytywne, więc chyba nie ma się czym martwić.

Z tego, co zauważam na przestrzeni lat, reakcje na moją osobę są dosyć miłe. Kiedy gdzieś jeżdżę, ktoś podchodzi, coś mówi... Właściwie nigdy nie zdarzyło mi się spotkać z jakąś reakcją na "nie", nieprzyjemną. Natomiast od pewnego czasu nie czytam, nie zaglądam na te fora internetowe, które komentują różnego rodzaju zdarzenia i działania ludzi publicznych.

A co pan uważa za swój największych, zawodowy sukces?

To nie jest łatwe pytanie. Hmm... Największym moim zawodowym sukcesem jest to, że przez ponad 19 lat jestem prowadzącym program informacyjny "Teleexpres" i to się sprawdza. Wyniki "Teleexpresu" są dobre, oceny mojej osoby są dobre, więc okazuje się, że można tak długo prowadzić ten sam program i nie znudzić się widzom. To jest fajne. Jestem rekordzistą polski w kategorii "Prowadzący program informacyjny bez przerwy".

To teraz najważniejsze pytanie tego wywiadu, proszę się przygotować... Tort śmietankowy czy czekoladowy? Jaki pan woli?

Jestem na diecie, staram się unikać słodyczy. Nie wiem czy są torty light albo zero, bez cukru?

Trzeba by się zorientować... Bez cukru, bez tłuszczu i bez przyjemności w tym momencie...

Nie... Może dużo owoców, to by mogło jakoś uratować ten tort.

Sorbet tortowy po prostu.

O na przykład! Tak, tak! Dużo wody.

Dziękuję bardzo za rozmowę, jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

Bardzo dziękuję.

Rozmawiała Justyna Tawicka.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Orłoś | dystans | taniec | domena | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje