Reklama

Siedzi we mnie zupełnie co innego

RMF FM: Piszesz także dla swojego zespołu bardzo poetyckie teksty piosenek.

Reklama

Paweł Małaszyński: Zawsze uważałem, że w piosence najważniejszy jest tekst. Bo ładną, wpadającą w ucho melodię zawsze możesz wymyślić. Pisać nauczyła mnie Kasia Nosowska, która jest dla mnie fenomenem na polskiej scenie, jeśli chodzi o pisanie tekstów. A czy moje teksty są poetyckie? Nie wiem. Staram się też bawić słowem i nie traktować wszystkiego bardzo poważnie. Ja nie śpiewam o motylkach i o słońcu i o tym, że hej, hej chodźmy na plażę. Siedzi we mnie zupełnie co innego, mam zupełnie inną wrażliwość. Piszę o tym, co mnie boli, czego nie lubię, co chciałbym zrobić, a czego nie mogę.

RMF FM: A nazwa zespołu "Cochise" to młodzieńcza fascynacja Indianami?

Paweł Małaszyński: Indianie fascynowali mnie od zawsze. Stąd oczywiście nazwa zespołu. Podobały mi się filmy o Indianach. Ale nie dlatego, że łuki, że konie, że bieganie. Bardziej zachwycała mnie strona duchowa Indian. Mając 32 lata nadal traktuję tę moją fascynację dosyć poważnie.

RMF FM: Jesteś szamanem?

Paweł Małaszyński: Nie, nie jestem szamanem [śmiech] ale lubię czytać o Indianach, o ich religii i kulturze. Oni patrzyli na świat inaczej niż my. Stosunek do świata jaki mieli Indianie bardzo mi odpowiada. Jest bardzo bliski mojemu sercu.

RMF FM: Byłeś Indianinem w poprzednim życiu?

Paweł Małaszyński: Nigdy tego nie sprawdzałem, chociaż chciałbym. Nie... chyba jednak się boję. Wolałbym nie odkrywać, że byłem żabą.

RMF FM: A odwiedziłeś kiedykolwiek tereny należące niegdyś do Indian?

Paweł Małaszyński: Na razie mi się to nie udało. Ale to moje wielkie marzenie. Obawiam się jednak, że serce by mi się krajało, gdybym miał wjechać do jakiegoś rezerwatu.

RMF FM: Mówisz, że jesteś pacyfistą, choć to sprzeczne z tradycją twojej rodziny.

Paweł Małaszyński: Wszyscy w mojej rodzinie "poszli w kamasze", nawet moja siostra, a ja jakoś nie. Ale robiąc to, co robię, spełniam trochę marzenia mojego taty, który chciał mieć długie włosy i być gwiazdą rocka. Miał nawet swój zespół. Potem myślał o karierze aktora i zamierzał zdawać do szkoły teatralnej, ale życie potoczyło się inaczej. I wylądował w wojsku. Jest oficerem. Teraz na emeryturze.

RMF FM: I nie miał do ciebie pretensji, że wyszedłeś z szeregu i walczyłeś o to, żeby zostać aktorem?

Paweł Małaszyński: Nie, rodzice mnie od zawsze wspierali. Chociaż to wcale nie było łatwe. Przez trzy lata przecież nic nie robiłem, siedziałem na ich garnuszku. Mam wrażenie, ze oni powoli przestawali wierzyć, że uda mi się zostać aktorem. Kiedy się udało, zaczęli się bać co będzie dalej. Niby jest szkoła, jest wykształcenie, ale co z tego. Na szczęście jest dobrze. Mogę spełniać swoje marzenia, właśnie dlatego, że oni mi na to pozwolili.

RMF FM: Byłeś odważny zdając do szkoły aktorskiej 3 razy.

Paweł Małaszyński: Niewiele osób poddaje się po pierwszym razie. Zwykle próbują trzy- cztery razy. Potem niektórzy wymiękają. Ja sobie powiedziałem - do trzech razy sztuka. Gdyby mi się nie udało, pewnie poszedłbym znowu na prawo, z którego zrezygnowałem wcześniej. Czyli w kamasze. A dzisiaj byłbym już oficerem.

RMF FM: Dbasz o swój wizerunek? Interesują cię ciuchy, moda?

Paweł Małaszyński: Nie, nie jestem trendy, nie jestem cosmo, nie jestem glamour. Sorry, nie pasuję do tych kanonów.

RMF FM: Za to jesteś gejem. W jednym z przedstawień teatralnych. To prawda?

Paweł Małaszyński: Prawda jest taka, że na razie trwają rozmowy na ten temat. Natomiast jeśli już mówimy o "ciepłych" rolach, udało mi się stworzyć taką postać u Szymona Majewskiego w "Figo Fago", które wejdzie na ekran we wrześniu. Historia kryminalna o parze policjantów Figo i Fago - Ryszard Gaj i Damian Pałocią - bez g na końcu. Ja gram Figo, a w Fago wciela się Janek Peszek. Tworzymy na prawdę fantastyczną parę dwóch przesympatycznych policjantów, którzy spędzają ze sobą czas nie tylko w pracy, ale także w domu. Mamy kapitalne stroje w klimacie lat 70-tych i w stylu Miami Vice. Na planie świetnie się bawiliśmy.

RMF FM: A płakać ci się zdarza? Na filmach albo w życiu?

Paweł Małaszyński: Ja bardzo często płaczę. A na filmach w szczególności. I kompletnie się tego nie wstydzę.

RMF FM: Kiedy płakałeś ostatni raz?

Paweł Małaszyński: Dosyć niedawno. Jakoś tak mi puściły wszystkie nerwy. Sporo miałem spięć związanych z pracą. Boże, jaki biedny aktor, tak strasznie przepracowany! No, ale miałem taki dzień, że wszystko przeczyściłem i przeszedłem katharsis.

RMF FM: Przeszło?

Paweł Małaszyński: Nie (śmiech). Ale jest nieźle.

Wywiad pochodzi z programu RMF Extra. Emisja: 7 września 2008.

RMF

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje