Reklama

Robert Więckiewicz: Wyjątkowa rola

Wierzę, że opowieść o Edwardzie daje szanse na refleksje o tym, jak zwolnić i cieszyć się światem - mówi Robert Więckiewicz, który wciela się w główną rolę w filmie "Król życia", fabularnym debiucie znanego operatora, Jerzego Zielińskiego.

Robert Więckiewicz w scenie z filmu "Król życia"

Edward, w którego w "Królu życia" wciela się Robert Więckiewicz, jest najeżony, zamknięty na otaczający go świat. Wszystko go denerwuje. Jakby ciągle chodził w za ciasnych butach. Złośliwy dla żony, niecierpliwy wobec córki, prawie nie ma czasu dla swojego starego ojca.

Reklama

Któregoś dnia Edward ulega groźnemu wypadkowi. W wyniku niespodziewanych zdarzeń porzuca swoje dotychczasowe życie, by na nowo zachwycić się żoną, poznać córkę i odkryć otaczający go świat. Zaczyna być szczęśliwy i dostrzegać ludzi i rzeczy, które przecież ciągle go otaczały.

Podobno szczęście jest zaraźliwe w promieniu 800 metrów. Pewnie tak, skoro na widok Edwarda ludzie zaczynają się uśmiechać. Nie robi niczego niezwykłego - nie rusza w podróż dookoła świata, nie szuka przygód w Amazonii, nie skacze ze spadochronem... Mieszka w tym samym domu, spotyka tych samych ludzi, chodzi tymi samymi ulicami, a jednak wszystko staje się inne.

Filmowy Edward to jeden z najbardziej pozytywnych bohaterów w Twojej filmowej karierze. Jak czułeś się w jego skórze?

Robert Więckiewicz: - Wbrew pozorom osiągnięcie tego efektu nie było wcale proste. Okazało się, że szczere uśmiechanie się przed kamerą jest dla mnie nie lada wyzwaniem.

Co uwiodło cię w roli Edwarda, że podjąłeś się jej zagrania?

- Rola Edwarda w filmie "Król życia" jest dla mnie z kilku względów wyjątkowa. Z pośród ostatnich moich ról filmowych ta jest jedną z niewielu, w których naprawdę szczerze się uśmiecham. Zazwyczaj postaci, które gram są w mniejszym lub większym stopniu mroczne, mają traumatyczne przeżycia, a jeśli już się uśmiechają to ironicznie, szyderczo. W przypadku Edwarda jest inaczej. Odkrywa w sobie pokłady optymizmu, afirmuje życie i uśmiecha się ot tak, po prostu, serdecznie i szczerze.

Znałeś się wcześniej z reżyserem "Króla życia"?

- To moje drugie spotkanie z Jerzym Zielińskim. Po raz pierwszy pracowaliśmy razem przy filmie Marka Koterskiego "Baby są jakieś inne", w którym był on autorem zdjęć. Na planie "Króla życia" Jerzy nieustannie zarażał mnie swoim optymizmem, przeganiał wszelkie czarne myśli z mojej głowy, każdego ranka przed zdjęciami nastrajał pozytywnie, rozwiewał wątpliwości. Jego uwagi były precyzyjne i inspirujące.

Jak współpracowało ci się z resztą ekipy?

- Zawsze wielką satysfakcję daje mi możliwość współpracy z utalentowanymi ludźmi. Do takich należą członkowie ekipy pracujący przy tym filmie. Dla mnie szczególnie ważne były relacje z moją filmową żoną i córką, czyli Magdaleną Popławską i Anią Niedźwiecką oraz z Bartkiem Topą, który zagrał mojego przyjaciela z dzieciństwa.

- Z Bartkiem pracowałem już wielokrotnie i za każdym razem była to współpraca niezmiernie satysfakcjonująca. Natomiast z Magdą spotkaliśmy się na planie po raz pierwszy i mam nadzieje, ze nie było to spotkanie ostatnie, ponieważ mój apetyt na granie z tą utalentowana i pozytywnie "zakręconą" aktorką znacznie wzrósł po tym filmie. Po raz pierwszy, siłą rzeczy, pracowałem też z debiutującą na dużym ekranie małą Anią, która jest przesympatyczną, pełną radości i energii utalentowaną dziewczynką.

Jak myślisz, jakie emocje wywoływać będzie w widzach "Król życia"?

- Dla wielu z nas życie w dzisiejszych czasach często przypomina przejażdżkę rollercoasterem. Wierzę, że opowieść o Edwardzie daje szanse na refleksje o tym, jak zwolnić i cieszyć się światem, a jednocześnie spowoduje, że widzowie będą się szczerze i niewymuszenie uśmiechać podczas projekcji, a może również i po wyjściu z kina.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Król życia | Robert Więckiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje