Robert Górski: Każdy widzi to, co chce

​Twórca kabaretowy i gospodarz licznych programów rozrywkowych. Od 1993 roku wierny współtworzonemu przez siebie Kabaretowi Moralnego Niepokoju. Jego ogromną popularność ugruntował serialowy hit "Ucho Prezesa".

Robert Górski jest pomysłodawcą i scenarzystą serialu "Ucho Prezesa”. Gra w nim prezesa rządzącej partii, Jarosława. W dwóch odcinkach wcielił się też w Donalda.

Co dziś śmieszy Polaków?

Reklama

- Jest wiele wdzięcznych tematów do żartów, choćby nasze dość specyficzne zwyczaje urlopowe czy tętniące życiem galerie handlowe. Rodzima publiczność cały czas ceni też sobie dowcipny i inteligentny komentarz polityczny. Tym bardziej że okres pewnej sejmowej stabilizacji mamy za sobą. Jest więcej bezpardonowej walki i ciosów poniżej pasa. Czasy "ciepłej wody" i "weekendowego grillowania" to odległa przeszłość.

Mam wrażenie, że polityczne zawirowania to dla kabareciarzy smaczny kąsek.

- Fakt, perspektywy są obiecujące. (śmiech) W ostatnich latach na scenie politycznej pojawiło się mnóstwo barwnych i wyrazistych, by nie powiedzieć - nieobliczalnych postaci. Jest ich tak dużo, że w "Uchu Prezesa" ciągle czekają na swoją kolejkę. Gwarantuję, że się doczekają, bo dla nas, satyryków, ich zachowania i wypowiedzi są niezwykle inspirujące.

To znaczy?

- Brutalizacja życia, radykalizacja postaw zawsze sprzyjała kabaretowi, gdyż tematy nasuwają się wtedy same. To dla nas komfortowa, rzadko spotykana sytuacja. Polityczny układ nieustannie się zmienia, ewoluuje na naszych oczach, nie ma mowy o marazmie i nudzie. A to z kolei domaga się jakiejś artystycznej ekspresji, opisania, ostrego niekiedy skomentowania. Może właśnie dlatego coraz większą popularnością cieszy się stand up, który nie podlega politycznej ani obyczajowej poprawności? Jako satyryk bardzo się z tego powodu cieszę. Pozostaje jednak kwestia sposobu przedstawienia danej sprawy.

Artysta kabaretowy nie ma prawa szargać wszystkich świętości?

- Nie wyobrażam sobie, by śmiać się z kalectwa, nieszczęścia, śmierci. Nigdy też nie zażartowałbym z katastrofy smoleńskiej, a co najwyżej z tego, co się wokół niej dzieje, z postawy, jaką wobec tragedii przyjmuje część społeczeństwa. Jako obserwatorowi, trudno mi niekiedy zrozumieć zarówno jedną, jak i drugą stronę sporu.

Stąd bierze się zapotrzebowanie na "Ucho Prezesa"?

- Sukces serialu w dużej mierze wynika stąd, że staramy się być uniwersalni, nie popadać w skrajności. Nie opowiadamy się po żadnej ze stron, czego pewne grupy radykałów nie zauważają. W przeciwieństwie do większości Polaków, ten typ ludzi nie posiada jednak poczucia humoru i trudno z nimi wejść w jakąkolwiek polemikę. Są śmiertelnie poważni, widzą zagrożenie z każdej strony. Tłumaczenie, że chodzi nam o coś zupełnie innego, nie ma więc sensu. Każdy widzi to, co chce.

Może to efekt zapotrzebowania na narodowych bohaterów?

- Coś jest na rzeczy, bo w naszym kraju trudno o takich, którzy byliby nimi dla wszystkich. Każda ze stron ma swoich mężów stanu, czego dowodem jest m.in. zamieszanie z pomnikami oraz burzliwe dyskusje, komu się one należą, a kto na cokół nie zasługuje. Są też postaci wykreowane na autorytety, które, jak się nieraz okazuje, nie są aż tak kryształowe, jak byśmy chcieli. Ale z drugiej strony, gdybyśmy mieli mieć takich bohaterów, jak Rosjanie, to nie jest u nas najgorzej. (śmiech)

Swoją drogą, nie masz już dosyć ciągłych pytań o "Ucho Prezesa"?

- Absolutnie nie! Obecna sytuacja polityczna to niewyczerpane źródło ciekawych tematów, które - jestem tego pewien! - tak szybko się nie skończą. Sprzyja ona zabawnym pomysłom i koncepcjom twórczym. Dlatego z każdym sezonem nasi bohaterowie przechodzą metamorfozy, zmieniają skórę. Tak jest i tym razem. Po ostatnich zmianach zrekonstruowany rząd staje przed wieloma niełatwymi, skomplikowanymi wyzwaniami.

Czyli?

- W "Uchu" władze mierzą się nie tylko z problemami poprzednich ekip, ale też z zupełnie nowymi kłopotami. Rekonstrukcja prawdziwego rządu trochę nas zmartwiła, bo żal się nam zrobiło niektórych odsuniętych na boczny tor polityków. Dlatego z części z nich nie mogliśmy zrezygnować i przedstawiamy ich w kolejnych, zaskakujących wcieleniach.

Aktualne wydarzenia to coś, na czym twórcom serialu najbardziej zależy?

- Z jednej strony chcemy na gorąco komentować bieżące sprawy, z drugiej - pozostać uniwersalni, nikogo nie faworyzować, nie trzymać niczyjej strony. To dążenie do uniwersalizmu sprawia mi czasami trudność, bo w przyszłości niektóre problemy mogą okazać się niezrozumiałe. A mnie zależałoby, by po latach w swoich skeczach odkryć coś nieoczekiwanego, czego kompletnie się nie spodziewałem. (śmiech)

Co jeszcze, jako satyrykowi, sprawia ci kłopot?

- Zawsze istnieje obawa, że człowiek niczego nowego już nie wymyśli. Chwile zwątpienia nie należą więc do rzadkich. Świadomość, że wszystko zostało powiedziane, zagrane i wyśmiane, nie uła twia sprawy. Do tego dochodzą niekiedy wygórowane oczekiwania widzów i nagle zdajesz sobie sprawę, że należy stworzyć coś lepszego od tego, co robiłeś do tej pory. Utrzymanie publiczności w stanie ciągłej uwagi i rozbawienia wymaga ogromnego wysiłku.

Jak długo pracujesz nad skeczem, kabaretowym programem?

- Najbardziej czasochłonny jest proces myślowy, pisanie idzie mi o wiele szybciej. Tematy czerpię z wielu źródeł: czytam najróżniejsze gazety, oglądam telewizję. Słucham nie tylko radia, ale też swoich rodziców, przyjaciół i znajomych, gdyż ich prywatne rozmowy są bezcenną kopalnią wiedzy. Dzięki temu wiem, których tematów nie można sobie odpuścić. Najciekawsze są z reguły różnice zdań, bo często generują nieporozumienia, konflikty i spięcia.

Skąd jeszcze czerpiesz inspirację?

- Niektóre tematy podchwytuję na ulicy, w sklepach, na stacjach benzynowych, w bankach i urzędach. W moim zawodzie jedną z najbardziej przydatnych cech jest uważne słuchanie tego, co mówią inni, koncentracja na tym, co ich bawi i denerwuje.

Pewnie rzadko odpoczywasz?

- Na brak zajęć nie narzekam, ale najlepiej pracuje mi się, leniuchując. To mój ulubiony sposób spędzania czasu i poświęcam mu każdą wolną chwilę. (śmiech) Zdradzę, że intensywnie pracuję nad książką, której temat nie jest związany z "Uchem" ani z kabaretem. Nie będzie to również żadna powieść, autobiografia czy wywiad-rzeka. Co w takim razie szykuję dla Czytelników? O tym przekonają się Państwo niebawem.

Opowiesz nam na koniec, jakie masz usposobienie? W jaki sposób się na przykład denerwujesz?

- Przeważnie nic nie mówię, milczę jak zaklęty. Albo krzyczę tak głośno, że sam nie jestem w stanie się zrozumieć. (śmiech)

Rozmawiał Artur Krasicki

Robert Górski urodził się 14 kwietnia 1971 roku w Warszawie. Lider i autor tekstów Kabaretu Moralnego Niepokoju. Absolwent technikum mechaniki precyzyjnej i wydziału polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w 1993 r. powstał KMN. Prowadził m.in. "Tygodnik Moralnego Niepokoju", "Szkło kontaktowe", "Kabaretowy Klub Dwójki", "Mazurską Noc Kabaretową", "Kabaret na żywo". Znany z seriali "Spadkobiercy" i "Ucho Prezesa" oraz animacji, w których podkładał głos ("Piorun", "Zambezia", "Gru, Dru i Minionki"). Jego partnerką jest Katarzyna Osipowicz, z którą ma syna.

Dowiedz się więcej na temat: Robert Górski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje