Reklama

Renata Pałys: "Kiepscy", Węgry i cmentarze

We wrześniu na antenę Polsatu powróci „Świat według Kiepskich”. Renata Pałys od samego początku, czyli od niemal 20 lat, gra w serialu Helenę.

Renata Pałys

Co wydarzy się u Paździochów jesienią?

Renata Pałys: - W kolejnym sezonie będą przede wszystkim obserwatorami tego, co dzieje się wokół. Nie chcę zdradzać za wiele, ale w jednym z odcinków mieszkańcy kamienicy zaczną podążać za nowymi trendami w modzie. W innym panie zechcą się wyzwolić i zostaną królowymi.

Helena i Marian mają długi staż małżeński, ale nie tak imponujący, jak pani prywatnie. Jaka jest recepta?

Reklama

- Pewnie dlatego jesteśmy tak długo razem, bo nie zastanawiamy się, jak to się robi. Wydaje mi się, że jeśli dwoje ludzi chce być ze sobą, to patrzy na dobre strony partnera, a nie na jego wady. A przecież każdy je ma. Różnimy się temperamentami, ale łączą nas te same pasje. Oboje przywiązujemy dużą wagę do sportu. W każdy weekend wyjeżdżamy za miasto i spacerujemy. A wieczorem czytamy książki. Cóż, po prostu chcemy być ze sobą.

Mąż ogląda "Świat według Kiepskich"?

- Niestety, tak.

Dlaczego niestety?

- Ponieważ codziennie o godzinie 19.30 siada przed telewizorem. Moja mama też ogląda każdy odcinek, nawet powtórki. Jestem osaczona.

Mama komentuje pani grę?

- Robi to, odkąd tylko zaczęłam występować w teatrze i przed kamerą. Ma jedno kryterium - czy dobrze wyglądałam, czy nie. Mniej skupia się na grze. Przyzwyczaiłam się.

Zachęcała panią do aktorstwa?

- Chciała, żebym została prawniczką. Na szczęście, mój tato, który był plastykiem, potrafił mamę przekonać i rodzice dali mi wolną rękę w wyborze zawodu. Nie ingerowali w moją decyzję. A o tym, że będę zdawać do szkoły teatralnej, zadecydowałam tuż przed maturą. Marzyłam o filologii węgierskiej. Akurat gdy miałam zdawać na studia, nie było naboru na ten kierunek. Dlatego postanowiłam poczekać rok na wydziale aktorskim.

Skąd zachwyt Węgrami?

- To jest, proszę pani, wstydliwa sprawa. Z przyjaciółką z liceum, z którą utrzymuję kontakt do dziś, byłyśmy miłośniczkami węgierskiego rocka. W latach mojej młodości ta muzyka była modna. Organizowano wówczas cykl imprez o nazwie Muzykorama. Naszym ulubionym zespołem była grupa Omega. Ciekawiło mnie, o czym są ich piosenki. Dlatego zaczęłam uczyć się węgierskiego sama. To trudny język. Był jednak moment, że jeździłam na Węgry na wakacje i porozumiewałam się bez problemu. Teraz umiałabym powiedzieć, o co mi chodzi. Gorzej byłoby ze zrozumieniem, co ktoś mówi do mnie.

Wracając do "Świata według Kiepskich". Spotykają panią dowody sympatii ze strony widzów?

- Jestem z tego powodu zdziwiona, bo wcielam się - delikatnie rzecz ujmując - w postać niesympatyczną. Nie bronię Heleny w żaden sposób. Zresztą ciężko mi byłoby ją obronić, bo mąż powtarza, że scenarzyści doskonale mnie znają. Poza tym uważam, że taka franca, zatruwająca wszystkim życie, jest ciekawsza. Jeśli chodzi o widzów, przypuszczam, że kupili tę konwencję. Lubią "Świat według Kiepskich", bo niczego w nim nie udajemy. W niektórych serialach akcja toczy się w pięknych mieszkaniach, a bohaterzy wiodą landrynkowe życie. Wie pani, ile we Wrocławiu, w tzw. Trójkącie Bermudzkim, jest kamienic, w których toalety są na korytarzach?

- Twórcy dbają też, by scenariusz był aktualny w kwestiach społecznych i politycznych. Na początku byłam przerażona językiem, którego używają nasze postaci. Zaczęłam się jednak przysłuchiwać rozmowom na ulicach i okazało się, że ludzie rzeczywiście tak mówią.

Zdarzyły się zabawne sytuacje w związku z popularnością, którą zyskała pani za sprawą Paździochowej?

- W Bazylice św. Piotra za moimi plecami stanął pan i wyszeptał: "A gdzie Marian?". Ja na to: "Na litość boską! Nie tutaj. Modlę się".

Podróże to pani pasja?

- Jestem z pokolenia, które nie miało paszportów w domu. Długo byłam przekonana, że nie będą mi dane dalekie wojaże. Z czasem niektórzy moi znajomi wyemigrowali do innych krajów, głównie w Europie. I zaczęłam ich odwiedzać, bo stało się to łatwiejsze. Aż kiedyś mój przyjaciel, autor książek podróżniczych, Tomasz Bonek, zaproponował wyjazd do Azji i przepadłam całkowicie! Zawsze powtarzam, że Polska jest piękna, ale jak wczasy, to tylko pod palmą.

Podczas wyjazdów lubi pani odwiedzać cmentarze. Dlaczego?

- Uważam, że o ludziach wiele mówi ich stosunek do zmarłych. Nie zaczynam zwiedzania od wizyty na lokalnej nekropolii, ale to jeden z moich celów. Na co dzień żyję w dużym tempie, a na cmentarzu zawsze panuje spokój. Lubię tę atmosferę. Może dlatego, że mieszkam w pobliżu jednego z nich.

Małgorzata Pokrycka

Dowiedz się więcej na temat: Renata Pałys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje