Reklama

Po raz pierwszy musiałam seplenić

O swojej roli w dubbingu do filmu "Wyspa dinozaura" w rozmowie z Joanną Sawicką opowiada Joanna Jabłczyńska.

Masz na swoim koncie duże doświadczenie w pracy nad dubbingiem. Podkładałaś głos w filmach takich jak "Mała syrenka 2", "Król Lew 2", "101 dalmatyńczyków", "7 krasnoludków - historia prawdziwa". Jak rola Fraczka różni się od innych postaci, którym użyczyłaś do tej pory głosu?

Reklama

Joanna Jabłczyńska: Zazwyczaj nie mogę powiedzieć, że jakaś rola bardzo różni się od poprzednich ponieważ użyczałam już głosu wszelkiego rodzaju postaciom - zwierzętom, dziewczynkom, chłopcom, ich mamom. Lecz w tym przypadku zdarzyło się coś naprawdę niezwykłego - mimo że dubbinguję filmy od ósmego roku życia, po raz pierwszy musiałam seplenić. Do tej pory zawsze używałam swojego naturalnego głosu. Oczywiście zawsze mówiłam w jakiś charakterystyczny sposób - szybciej, wolniej, grubszym czy cieńszym głosem, ale pierwszy raz moim zadaniem aktorskim było seplenienie.

I jak się w tej roli odnalazłaś?

Joanna Jabłczyńska: Na początku wydawało mi się, że to będzie bardzo trudne właśnie dlatego, że była to dla mnie zupełna nowość. Ale w minutę załapałam i pokazałam reżyserowi, jak potrafię grać Fraczka i udało się. Do tego stopnia, że mówiąc teksty czasami naprawdę trudno było mi się powstrzymać od śmiechu. Tak zabawny wydawał mi się mój własny głos, bo nigdy siebie takiej nie słyszałam.

Film "Wyspa dinozaura" powstał na podstawie książki dla dzieci autorstwa Maxa Krusego. Według słów samego autora, wzorem do stworzenia postaci były zwykłe dzieci ze swoimi codziennymi problemami. Fraczek na przykład sepleni. Czy Ty pamiętasz jakieś problemy, niepokoje, może kompleksy z własnego dzieciństwa?

Joanna Jabłczyńska: Ja zawsze byłam najmniejsza. Na wszystkich zdjęciach wyglądam na pięć lat młodszą od swoich rówieśników. Przez to moja siostra mówiła na mnie "kurdupel". Jednak nie stanowiło to dla mnie bardzo dużego problemu, wręcz mi pomogło, bo byłam w Fasolkach i dzięki temu, że nie wyglądałam na swój wiek, mogłam z nimi występować aż do końca podstawówki. Poza tym kiedyś, gdy nadejdzie moment, kiedy zacznę się już wstydzić swojego wieku też mi się to przyda. Wtedy obróci się to na moją korzyść, bo wszyscy będą mówić, że tak młodo wyglądam.

Ale tak naprawdę nie miałam szczególnych kompleksów, bo to przecież otoczenie, rodzina, rówieśnicy tworzą te kompleksy. Ja na szczęście wychowywałam się w przyjemnym miejscu wśród miłych ludzi, tak więc jedynym realnym problemem była tylko moja siostra, która mi dokuczała.

Studiujesz, grasz w serialu, teraz podkładasz głos w "Wyspie dinozaura". Czy znajdujesz czas i energię, żeby chodzić do kina?

Joanna Jabłczyńska: Znajduję, bo bardzo lubię kino Naprawdę często chodzę do kina, staram się bywać na wszystkich premierach i na pewno nie umkną mi filmy, które mnie interesują. Lubię też oglądać filmy w domu. Zawsze znajdę na to czas, zwłaszcza gdy trzeba wypełnić domowe obowiązki takie jak prasowanie czy sprzątanie. Wtedy włączam sobie film, a mam na szczęście na tyle podzielną uwagę, że potrafię się skupić na tym, co ważne. Lubię wrócić do domu i obejrzeć film, bo to mnie odpręża, wycisza.

Twoja ulubiona postać z bajki?

Joanna Jabłczyńska: Trudne pytanie. Kiedy byłam młodsza, uwielbiałam Króla Lwa. Choć wtedy to była po prostu moda, której ja uległam - miałam karteczki z Królem Lwem, miałam płytę Króla Lwa, dwa razy byłam na filmie w kinie. Myślę więc, że za mojego ulubionego bohatera mogę uznać właśnie Simbę.

Dziękuję za rozmowę.

materiały dystrybutora

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje