Piotr Szkopiak: Szerzyć prawdę o Katyniu

Polityczna manipulacja, zacieranie śladów, uciszanie niewygodnych świadków - tak o tuszowaniu zbrodni katyńskiej opowiada film Piotra Szkopiaka "Katyń - Ostatni świadek". "Chciałem stworzyć trzymający w napięciu thriller, pokazać tę historię z zupełnie innej perspektywy" - zdradza reżyser.

Chciałem stworzyć wciągający, trzymający w napięciu thriller - przyznaje Piotr Szkopiak

"Katyń - Ostatni świadek" odsłania kulisy ukrywania przez lata prawdy o zbrodni katyńskiej. Inspirowany prawdziwymi wydarzeniami i biografią naocznego świadka mordu, Iwana Kriwoziercowa, thriller historyczny z międzynarodową obsadą opowiada o dziennikarskim śledztwie i stopniowym odkrywaniu przez brytyjskiego dziennikarza przerażającej prawdy o zbrodni w Katyniu. Jest to też opowieść o bezpardonowym tuszowaniu śladów i likwidowaniu niewygodnych świadków. A wszystko to w demokratycznej powojennej Wielkiej Brytanii.

Reżyser filmu Piotr Szkopiak na co dzień mieszka i pracuje w Londynie. "Katyń - Ostatni świadek" to dla niego, jak sam przyznaje, film szczególny, bo dotykający tragicznej rodzinnej historii. Dziadek reżysera, podpułkownik Wojciech Stanisław Wójcik, został bowiem stracony wiosną 1940 w Charkowie.

Reklama

Zrobił pan ten film, by zmierzyć się z przeszłością czy w ramach swoistej misji edukowania zachodniego widza?

Piotr Szkopiak: - Jest to dla mnie bardzo osobisty film, z uwagi na historię mojej rodziny. Przede wszystkim jednak chciałem zrobić film fabularny - dlatego zdecydowałem się na gatunek, jakim jest thriller. Nie chciałem edukować, zdecydowanie nie. Myślę, że od tego mamy filmy dokumentalne. Moim celem było podanie tej historii w ciekawej, wciągającej formie i dotarcie w ten sposób również do widzów, którzy nic nie wiedzą o Katyniu. Zaprezentowanie tej historii z punktu widzenia brytyjskiego, nie polskiego, co wydawało mi się ciekawą, inną perspektywą.

Dawniej wiedza o Katyniu była niedostępna. Dziś przeciwnie - mamy nieograniczony dostęp do tych informacji, nie tylko w Polsce. Według pana - mieszkającego i pracującego na co dzień w Londynie - Brytyjczycy interesują się tym tematem, rozumieją go?

- Z moich obserwacji wynika, że rzeczywiście na Zachodzie świadomość historii zbrodni katyńskiej jest nikła. Nie chodzi nawet o to, że ludzie się tą sprawą nie interesują - oni raczej po prostu niewiele o niej wiedzą. Brytyjczycy, z którymi pracowałem nad tym filmem, dopytywali zdumieni, czy te wydarzenia na pewno są prawdziwe. Wynika to oczywiście z tego, że wydarzenia te były przez wiele lat tuszowane przez rząd brytyjski. Dlatego wiele osób nie miało i do tej pory wciąż nie ma pojęcia o tym, co się w Katyniu naprawdę wydarzyło.

Zbrodnia katyńska jako temat reporterskiego śledztwa - sprawa kryminalna dotykająca najwyższych politycznych szczebli, gdzie likwiduje się niewygodnych świadków i tuszuje ślady - skąd pomysł na takie ujęcie tematu?

- Paul Szambowski napisał sztukę "Katyn Witness", na pokaz której zaprosił mnie w 1995 roku. Rzecz działa się w jednym pokoju, było bardzo kameralnie. Zacząłem się zastanawiać, jak nadać tej historii rozmach, wyjść z tego pokoju. Nad scenariuszem usiedliśmy razem z Paulem, który po obejrzeniu mojego pierwszego filmu skontaktował się ze mną. Pracowaliśmy nad tym, jak uchwycić tę historię, jak najlepiej ją przekazać, by z jednej strony oddać hołd poległym w Katyniu, z drugiej zaś - zaintrygować publiczność. Nie miałem zamiaru kręcić, jak pani mówiła, filmu edukacyjnego, wielkiego dramatu historycznego - chciałem stworzyć trzymający w napięciu film, który sam chciałbym obejrzeć w kinie. Powstał zatem thriller polityczny inspirowany trochę stylistyką noir, czerpiący z takich obrazów, jak "Tajna placówka" czy "Wszyscy ludzie prezydenta". Jest to znana struktura: dziennikarz trafia na informacje i zaczyna dociekać prawdy, która okazuje się znacznie bardziej przerażająca niż mógłby przypuszczać.

W jedną z kluczowych postaci - rosyjskiego chłopa, który widział katyńską rzeź na własne oczy - wciela się Robert Więckiewicz. Od początku widział go pan w tej roli?

- Jest to ciekawa historia. Pierwotne zakładałem bowiem, że Michała Łobodę zagra Rosjanin, Roberta Więckiewicza zaś widziałem w roli polskiego pułkownika, Janusza Pietrowskiego. Po pokazaniu Robertowi scenariusza okazało się jednak, że dużo bardziej interesuje go postać rosyjskiego świadka zbrodni. Teraz nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek inny mógłby go zagrać.

Dlaczego warto pójść do kina na film "Katyń - ostatni świadek"?

- Chciałem stworzyć wciągający, trzymający w napięciu thriller, co - mam nadzieję - udało mi się zrobić. Starałem się pokazać tę historię z zupełnie innej, brytyjskiej perspektywy - pokazać ówczesną polityczną manipulację, tuszowanie zbrodni, uciszanie świadków. Myślę, że może to być ciekawe również dla polskiego widza, który przywykł do innego sposobu opowiadania o sprawie katyńskiej. I że polski widz również dowie się czegoś nowego o Katyniu.

Dowiedz się więcej na temat: Katyń - Ostatni świadek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje