Reklama

Reklama

Piotr Kraśko: Nie wszystko będzie jak wcześniej

Świetny dziennikarz i reporter. Prywatnie miłośnik jazdy konnej i sportu, przede wszystkim zaś spełniony tata i mąż. W tym roku minęły cztery lata, odkąd prowadzi "Dzień Dobry TVN". - Trudno mi wyobrazić sobie lepszą pracę - mówi Piotr Kraśko.

Świetny dziennikarz i reporter. Prywatnie miłośnik jazdy konnej i sportu, przede wszystkim zaś spełniony tata i mąż. W tym roku minęły cztery lata, odkąd prowadzi "Dzień Dobry TVN". - Trudno mi wyobrazić sobie lepszą pracę - mówi Piotr Kraśko.
Epidemia koronawirusa udowodniła, że można doskonale funkcjonować bez biur i dalekich podróży służbowych – uważa Piotr Kraśko /Paweł Wrzecion /MWMedia

Co jest najbardziej przydatne w pańskim zawodzie? Kontakty, intuicja, a może odporność na stres?

Piotr Kraśko: - Wszystkie z wymienionych rzeczy, ale może zaskoczę państwa, że najlepsi amerykańscy reporterzy dodaliby także: dobry kierowca. Bo kiedy jedziesz gdzieś daleko, ważne, żebyś był pierwszy na miejscu wydarzeń. A decyzja, dokąd się udać, która historia - w pierwszej chwili błaha i mało istotna - okaże się najważniejsza, rzeczywiście zależy od intuicji. Pewnie jak w każdym zawodzie jest ona bezcenna.

Reklama

15 kwietnia minęły cztery lata, odkąd rozpoczął pan pracę w "Dzień Dobry TVN". Jak z zawodowego punktu widzenia ocenia pan ten czas?

- Wspaniale. To fascynujący swoją różnorodnością program, tworzony przez grupę niezwykłych ludzi. Kiedyś Amerykanie zrobili ranking najlepszych telewizyjnych formatów i doszli do wniosku, że jedną z rzeczy, które je wyróżniało, było to, że osoby tam pracujące miały z tego niesamowitą frajdę. To była też dla nich w najlepszym tego słowa znaczeniu doskonała zabawa. Z nami jest podobnie.

Na antenie oglądamy pana z Kingą Rusin. Dobrze się uzupełniacie?

- Jak najbardziej, choć wbrew pozorom praca w telewizyjnym duecie jest jednym z najtrudniejszych zadań. Oczywiście, jeśli nie jest to prosty podział w rodzaju: ty zadasz pierwsze pytanie, ja drugie i potem znowu ty. Tutaj wszystko musi się opierać na intuicji, odpowiednim wyczuciu drugiej osoby, świadomości, jak dalece możemy z siebie żartować, aby się nie urazić. Kiedy się wspierać, a kiedy trochę pospierać. Nie bez znaczenia jest także to, że nikogo poza najbliższą rodziną nie znam tak długo, jak Kingę. Poznaliśmy się ponad 30 lat temu. (śmiech)

Czy praca w domu nie jest dla pana uciążliwa?

- Pewnie tak samo jak dla wszystkich, ale to też jest dość typowe doświadczenie reporterów, którzy przez jakiś czas byli korespondentami, bo większość z nas biura miała przez całe lata właśnie w domu. Ma to zalety, bo oszczędzamy czas na dojazdy do pracy, ale na dłuższą metę ma też pewne wady. Takie sklejenie pracy i domu nie jest idealne.

- Choć myślę, że w wielu wypadkach okazało się, że można doskonale funkcjonować bez biur i dalekich podróży służbowych. To, że wrócimy do normalności, nie oznacza, że wszystko będzie tak jak wcześniej. Okazało się też, że doskonałe wywiady można przeprowadzać, kiedy dziennikarz siedzi przy komputerze w swojej kuchni, a bohater rozmowy po drugiej stronie oceanu w swojej. Nie zawsze trzeba wysyłać wielką ekipę z kamerami i dziesiątkami świateł. 

Intensywna praca nie sprawia, że cierpi na tym pańskie życie prywatne, rodzinne?

- Ktokolwiek powie, że wspaniale łączy pracę w mediach z życiem rodzinnym, nie jest szczery lub nie zdaje sobie sprawy, jakie ma problemy. Albo naprawdę należy  do unikatowych wyjątków. Ja po dwunastu latach wciąż nie mogę sobie wybaczyć, że spóźniłem się na narodziny pierwszego syna. Dziś, mając trójkę dzieci, nie wyobrażam już sobie, żebym był tak długo poza domem, jak kiedyś. Oczywiście można długo opowiadać o cudownych weekendach czy wspaniałych, egzotycznych wyjazdach za granicę, ale bycie rodziną to jest normalna, prozaiczna  codzienność.

Czyli?

- To odrabianie lekcji, mycie zębów, wspólne śniadanie przed szkołą, ale też wytłumaczenie, dlaczego Tomek z IV b dokucza, a Marysia ze "starszaków" się przechwala. W świecie dzieci takie problemy urastają do rangi życiowych tragedii. Ważne, żeby tata był wtedy obok. Jeśli nie codziennie, to najczęściej, jak tylko może.  

Rozmawiał Artur Krasicki

Cały wywiad przeczytaj w nowym numerze "Tele Tygodnia" (25/2020).

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Piotr Kraśko

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy