Reklama

Patricia Kazadi: Pokonała wstyd

Patricia Kazadi to dziewczyna o wielu talentach. Śpiewa, tańczy, prowadzi telewizyjny show, a już wkrótce zobaczymy ją w nowym serialu „Bodo”, w którym zagrała egzotyczną gwiazdę Hollywood.

Patricia Kazadi jako Reri na planie serialu "Bodo"

Reri była wyjątkową postacią. Miała 21 lat, gdy dla Bodo zamieszkała w obcym kraju. Co na pani zrobiło największe wrażenie?

Patricia Kazadi: - Anne Chevelier, bo tak się nazywała, pochodziła z Tahiti. Naiwną 19-latkę wyrwano z bezpiecznego świata i wrzucono w realia Hollywood. Jej film "Tabu" okazał się sukcesem. Czarnoskóra aktorka wniosła powiew egzotyki. Czerwony dywan, błyski fleszy, wywiady. Przyleciała do Polski, pierwszy raz się zakochała i dla miłości zostawiła wszystko. To niesamowita historia. Uwielbiam prostolinijność Reri, jej ciepło. Mam nadzieję, że widzowie pokochają ją tak mocno, jak ja.

Sceny, które kręciliście, wymagały wielu przygotowań. Aktorzy od podstaw uczyli się tańca, stepowania. Co było wyzwaniem dla pani?

- Reri mówiła po francusku, więc przez kilka tygodni pracowałam z native speakerem nad akcentem. Jako mała dziewczynka uczyłam się tego języka, ale niewiele pamiętałam. Trudne były sceny rewii, łączenie tańca ze śpiewem i pokazanie Reri w różnych odsłonach. Z nastolatki szybko stała się kobietą po przejściach i musiałam znaleźć na to pomysł. Ogromnym wyzwaniem była scena miłosna.

Odważna?

- Jak dla mnie bardzo! Pierwszy raz grałam w negliżu. Trudno było pokonać wstyd (śmiech). Na szczęście reżyser, Michał Kwieciński, operator i reszta ekipy byli życzliwi, cierpliwi i pomogli mi się przełamać.

Reklama

Z Tomaszem Schuchardtem nadawaliście na tych samych falach?

- Pierwszego dnia rzucili nas na głęboką wodę. Zaczynaliśmy od scen, w których Bodo i Reri są w sobie szaleńczo zakochani. A my widzieliśmy się zaledwie raz, na castingu. Ale Tomek był ogromnym wsparciem. Do tego to zabawny i skromny człowiek.

Muzyka dwudziestolecia to pani klimaty?

- (śmiech) Nie do końca. Tworzę muzykę rockową, agresywną. Wcielenie się w postać tak eteryczną jak Reri było niezłym zadaniem. Zrobiłam to, bo marzyłam, by zagrać w filmie, który opowiada o historii Polski. Gra w "Bodo" to spełnienie najskrytszych marzeń. Uwielbiam klimaty lat 30., 80. i 90. Fajnie, że mogłam przenieść się w czasie, by przez chwilę poczuć to na własnej skórze.


Jak pani myśli, czym Bodo zaimponował Reri?

- Odwagą! Mawiał: "Może nie jestem najpiękniejszy ani najbardziej zdolny, ale odwagi nie odmówi mi nikt". Do tego był pewny siebie, szarmancki, utalentowany.

A co robi wrażenie na Patricii Kazadi?

- (śmiech) Mężczyzna musi być dobrze wychowany, mieć klasę i poczucie humoru. Zwracam uwagę na to, jak traktuje najbliższych, starszych, jaki ma stosunek do historii. Jestem bardzo konserwatywna.

Kto by pomyślał: na scenie nowoczesna, wyluzowana, a w domu szara myszka z zasadami...

- Zawsze się wygłupiałam, rozśmieszałam innych. Zależało mi, by wzbudzać w ludziach emocje. Na scenie jestem bardziej odważna, bezpośrednia i frywolna od nieśmiałej Patricii, jaką znają tylko moi najbliżsi.

Małgorzata Pyrko

Super TV

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Patricia Kazadi | Bodo 2016

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje