Reklama

Nie lubię dostawać prezentów

"Nie lubię dostawać prezentów" - deklaruje Beata Tyszkiewicz. Ale nie wyobraża sobie świąt Bożego Narodzenia poza domem. O kultywowaniu tradycji, komercjalizacji świąt oraz niezawodnym sposobie na powitanie Nowego Roku z wybitną polska aktorka rozmawiała Inka Wieczeńska.

Boże Narodzenie to chyba jedno z piękniejszych świąt ?

Reklama

Beata Tyszkiewicz: Z pewnością. Jest coś w tym dniu, co pęka, ludzie się przełamują. Mam zawsze łzy w oczach, kiedy mi dzieci składają życzenia. Chciałoby się powiedzieć: "Jeszcze jedne święta razem, bo nigdy nie wiadomo"?

Podobnie odczuwam?

Beata Tyszkiewicz: Zauważam coś jednak nienaturalnego. Kiedyś święta łączyły się z wielkim oczekiwaniem. Kiedy byłam małym dzieckiem, siostra mojej mamy robiła z nami zabawki na choinkę. Kleiłyśmy takie długie łańcuchy, co jedno oczko łączyło się z drugim. Z bibułki wycinałyśmy ogromne bombki i na zaostrzonym ołówku robiłyśmy stożki, z których powstawały jeżyki. Były one trochę brudne od naszych paluszków, ale zawsze nasze.

6 grudnia zaczynają się poczęstunki wigilijne. Kiedyś czekało się na karpia, kapustę z grzybami, barszczyk z pierożkami. Teraz po tylu spotkaniach człowiek się tego karpia narąbie i na wigilie je już 12 rybę w miesiącu . Nie ma takiej wstrzemięźliwości i już się na te święta tak nie czeka. Szkoda.

Czyli święta Bożego Narodzenia tracą swoją moc?

Beata Tyszkiewicz: Oczywiście. Ale to przez nas. Zbyt mocno zmaterializowany staje się świat.

Tak. Pieniądze są trucizną i potrafią zniszczyć duszę...

Beata Tyszkiewicz: Zmieniają się nasze tradycje. Pojawia się alkohol na stołach, nie pościmy. Szkoda. Post jest wymyślony bardzo sprytnie. W ogóle wszystko, co kościół proponuje, jest przebiegłe i słusznie wymyślone. Post daje wielkie łaknienie czegoś. Wszyscy czekamy w napięciu, kiedy, bo już byśmy coś zjedli. W tym poszczeniu wigilijnym jest chęć doczekania pierwszej gwiazdki.

Nasze dzieci czekają też na bardzo drogie prezenty?

Beata Tyszkiewicz: To wina rodziców. Rodzice nie mają czasu dla dzieci i chcą wynagrodzić im to w prezentach. Dzieciom tego nie trzeba. Kiedyś się dostawało skarpetki robione przez jakąś ciocię na drutach. Dzisiaj wydają się nieatrakcyjne, ale nie dajmy się zwariować tej całej konsumpcji.

Co w tym roku pod choinkę wymarzyła sobie Beata Tyszkiewicz?

Beata Tyszkiewicz: Niczego sobie nie wymarzyłam. Bardzo nie lubię dostawać prezentów. To nie jest tak łatwo sprawić mi prezent.

Dlaczego?

Beata Tyszkiewicz: Dlatego, że mam szalenie małe potrzeby i nie lubię dostawać tego, co mi nie potrzebne.

To przecież przyjemnie dostać prezent?

Beata Tyszkiewicz: Lubię dostawać takie "głupstwa". Nie chodzi o to, żeby pójść i kupić. Wszystko można kupić. Jest tyle rzeczy, które można samemu zrobić. Dzieciom szalenie trudno wymyślić coś dla mnie, ale bardzo się starają. Ucieszyła mnie np. kolorowa okładka na mój nietypowy notes, który moje dzieci musiały przyciąć u introligatora.

Tak samo ucieszę się z cienkich kolorowych zeszycików, w których mogę coś zapisać. A po cichu pani powiem, że zdarzyło mi się też dwa razy dostać samochód od mojej córki.

Ma Pani dwie córki Karolinę i Wiktorię. Jak przeżywacie święta?

Beata Tyszkiewicz: Bardzo tradycyjnie. Nie ulegam modom. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, aby wyjechać na wigilię. Święta spędzamy zawsze razem u mnie w domu, albo u Karoliny.

Jakie świąteczne tradycje kultywujecie?

Beata Tyszkiewicz: U nas nadal złoci się orzechy i robi zabawki na choinkę. Nadziewam pomarańcze goździkami, one pięknie pachną. Zawsze jest żywa, ogromna choinka w donicy, którą po świętach wysadzamy do ogrodu.

Nie ma 12 potraw, gdyż tego nikt nie zje. Jest grzybowa bądź barszczyk. Pierożki z kapustą i grzybami. Kutii nie robię, gdyż nie bardzo lubię, ale są inne słodkości. Są pieczone karpie prosto z piekarnika, bez żadnych panierek. Karp jest tak pyszną rybą, że zastanawiam się, dlaczego tak rzadko go jemy.

Gdzie Beata Tyszkiewicz będzie witała Nowy Rok?

Beata Tyszkiewicz: Zawsze w domu. Przez 25 lat miałam psy, które się boją petard, więc byłam z nimi. Poza tym lubię być wyspana w Nowy Rok i zacząć go z siłami. Często zapraszają mnie do telewizji wybieram jednak sąsiadkę, która ma też pieska. Stawiam wykwintną kolację siedzimy, oglądamy telewizję i jest wesoło. Taki jest mój Nowy Rok..

Dziękuję za rozmowę.

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje