Reklama

Niczego nie żałuję

25 lat "Podwieczorku przy mikrofonie" to olbrzymia ilość znakomitych tekstów. Trzeba mieć fenomenalną pamięć, aby tyle tekstów przygotować wierszem.

Reklama

Hanka Bielicka: Każdy monolog 4 noce. W poniedziałek Brzeziński przywoził teksty, piątek generalna próba i w sobotę podwieczorek szedł na antenę.

Nic pani nie improwizowała, wszystkie teksty mówiła pani z pamięci?

Hanka Bielicka: Trzymałam dużą dyscyplinę, nie wprowadziłam do swojego życia nicości. A po ostatnim upadku nic nie pamiętałam, wszystko zapomniałam. Choć znowu zaczyna się otwierać i przypominam sobie a to piosenki, a to ballady. Słyszę w nocy, a ja mówię i śpiewam. Aniele mój, ąniele mój?.

Chcę teraz zrobić takie ostatnie wesołe pożegnanie. Ostatnie ballady podwórkowe, ostatnie wspomnienia??..

Pracowała pani z największymi znakomitościami polskiej sceny jak Mira Zimińska, Ludwik Sempoliński, Wiesław Michnikowski, Kazimierz Brusikiewicz, Jarema Stępowski, jakie to miało znaczenie w pani życiu estradowym?

Hanka Bielicka: Phi, a jakie to miało mieć znaczenie? Że się cieszyłam. Jeździłam, gadałam, śmiałam się. Byłam przez to popularna, co do dzisiaj przetrwało.

Właśnie niedawno usłyszałam recenzję z filmu" Ja wam pokażę." Dobry film, tylko szkoda, że tak mało Bielickiej. To chyba najlepszy komplement, jaki może być"?Więcej aktorce nie można powiedzieć.

Wystąpiła pani w około 20 filmach. Nie żałuje pani, że tak mało?

Hanka Bielicka: To, że mało to nie żałuje, ale, że nie dobre, bo to produkcyjniaki jak np. "Jasne łany kraj zasrany". (śmiech).

Ogromnie się pani wyróżniała na estradzie kipiąc temperamentem. Nie było równych pani. No może Irena Kwiatkowska była największą konkurencją?

Hanka Bielicka: Ech, jaka konkurencja, Irena zawsze precyzyjna w swoim gatunku i jeżeli były dwa monologi np. jeden przekupka, a drugi dama w przybytku rozkoszy, to wiadomo. Irena była damą, a ja przekupką. I to było zrozumiałe.

Ludzie tylko tak uważali, że to jest konkurencja. Dzisiaj to nazywają moobing. 12 lat siedziałyśmy przy jednym stoliku. Była Kwiatkowska, Górska, Pelegrini, Korsakówna. To jak mogłyśmy się kłócić?

Nieodłącznym atrybutem pani występów jest kapelusz. Czy może chciała coś ukryć pani Hanka Bielicka?

Hanka Bielicka: Kochanie. Miałam bardzo słabiutkie włoski, nieciekawe uczesanie i kiedy ten kapelusz włożyłam wydawało mi się, że byłam bardziej romantyczna, lepsze oko mniejszy nos. Myślałam, że jestem ładniejsza. Razem z Ćwiklińską odkupywałyśmy kapelusze od żon dyplomatów. Ona miała 7 kapeluszy i ja miałam 7 kapeluszy. "Słoma" była na lato, a' filc" był na jesień. Nic się nie zmieniło. Całe 60 lat kanotiery, kanotiery i na scenie też. Tylko na scenie jeszcze pióra do góry. Ten mój kapelusz zrobił większą karierę niż ja. Tak, że kapelusz noszę do dzisiejszego dnia.

Czy Hanka Bielicka dająca tyle szczęścia i radości innym ma go również dla siebie.

Hanka Bielicka: Tak myślę, że jutro mogłabym umrzeć i byłabym zupełnie spokojna.

Uważam, że to co do mnie należało zrobiłam. Ho, ho, oczywiście najchętniej chciałabym być w Wiedniu w latach 1900. Latałabym z jednego koncertu na drugi i te romanse, pióra, byłabym szczęśliwa, a tak nie miałam wiele z życia prywatnego.

Pani małżeństwo było wymuszone przez historię. Czyżby pani nie kochała amanta owych czasów, jakim był Jerzy Duszyński?

Hanka Bielicka: On nigdy nie chciał być na estradzie. To jego nie bawiło. Patrzeć na to nie mógł, więc ja powiedziałam: " Ty zostań w teatrze, a ja pójdę do kabaretu". I tak się stało. Rozeszliśmy się nie tylko osobiście, jako kobieta i mężczyzna, ale jako aktorzy. Był taki moment, że już naprawdę nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia. Więc powiedziałam: " Jurek dajmy sobie spokój".

Czyli jakiego mężczyzny oczekiwała Hanka Bielicka?

Hanka Bielicka: Żadnego. Nie powinnam z nikim i niczego zaczynać, bo się do niczego nie nadawałam. Ciągle myślałam o tekstach. Nie chcę już do tego wracać.

Pani Haneczko jest pani po cudownym jubileuszu. 90 lat to przepiękny wiek. Czego jeszcze pragnęłaby pani?

Hanka Bielicka: Jak najprędzej umrzeć. Już nie żałować. Wszystkiego mam dosyć. I Wiktorów stojących na kaloryferze i kwiatów i cale szuflady listów gratulacyjnych. Proszę napisać na końcu "Je ne regrette rien" jak Edit Piaf "Nie żałuję niczego". Wszystko było ok. Mam życie spełnione. Tylko bardzo ostrzegam dziewczęta. Nie idźcie za daleko w tę women libration, bo znajdziecie taką samą ścianę, od której się odbiłyście. Życie jest takie, a nie inne. Nie ma nowej epoki.

Dziękuję za rozmowę.

Hanka Bielicka: Ale mnie zmęczyłaś okropnie.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje