Reklama

Reklama

Natasza Parzymies: Kocham dramy!

Choć ma zaledwie 21 lat i wciąż studiuje, stworzyła internetowy serial, który do tej pory obejrzano ponad 40 milionów razy. „Kontrola”, historia miłosna dwóch młodych dziewczyn, przyniosła jej nawet pierwsze nominacje do prestiżowych nagród. Teraz Natasza Parzymies powraca z nowym romansem, w którym udział wzięły młode gwiazdy: Julia Wieniawa i Maciej Musiałowski.

W "Randomie", oryginalnym połączeniu słuchowiska i filmu, reżyserka wzięła na tapetę świat Tindera. - Chcę pisać o tym, co mi najbliższe: a ja dużo czuję i kocham dramy, więc miłość, młodość i robienie dziwnych rzeczy po pijaku są mi bardzo bliskie - wyznaje Natasza Parzymies.

Arian Luzar, Interia: "Random" to połączenie świata audio i video - pierwsza część ma formę słuchowiska, a finał historii - filmu. Która część tego projektu tobie jako reżyserce sprawiła więcej frajdy - ta filmowa czy audio?

Reklama

Natasza Parzymies: - Zabawa była przednia na obu częściach (śmiech)! A tak serio, to były dwa całkiem różne światy. Nigdy wcześniej nie napisałam słuchowiska i niezbyt często ich słuchałam, więc to było dla mnie nowe doświadczenie. Tak samo dla Alicji Sokół, która razem ze mną napisała "Randoma". Szukałyśmy naszego świeżego sposobu na tradycyjną formę jaką jest historia opowiedziana tylko dźwiękiem. Chyba nam się udało, bo "Random" nieprzerwanie od wielu dni jest numerem jeden w Storytel!   

- W studio pracowaliśmy natomiast małą ekipą: byłam ja, Marcin Kardach czyli nasz wspaniały realizator oraz aktorzy: Julia Wieniawa i Maciej Musiałowski. Spędziliśmy wspólnie intensywne cztery dni - oni zamknięci w pokoiku z mikrofonami, my po drugiej stronie ściany. To było bardzo ekscytujące. Postaci ze scenariusza nagle ożyły i przemówiły głosami Julki i Maćka.

Finałowy odcinek w formie filmu powstawał z kolei w nadmorskim Jantarze.

- To był hit! Pojechaliśmy tam młodą ekipą, która stale ze mną współpracuje - to są studenci lub absolwenci szkół filmowych, Julka i Maciek też są w naszym wieku - panowała więc atmosfera niemal jak na koloniach (śmiech). Mieszkaliśmy w domkach wypoczynkowych rodziny Alicji, kręciliśmy przez dwa dni, było bardzo intensywnie, ale przyjemnie. Dla aktorów było to coś nowego, bo my robimy plany filmowego jak nikt inny, bez zbędnego nadęcia. A ludzie w Jantarze oszaleli - gdzie nie pojawili się nasi aktorzy była sensacja!

Julia Wieniawa wspominała na swoim Instagramie, że nie dopisała jedynie pogoda...

- Tak, drugiego dnia było bardzo zimno, a my mieliśmy do zrealizowania sceny w Bałtyku. Julka była na dodatek w środku "Tańca z gwiazdami". Zastanawialiśmy się więc jak to ograć, bo Julka nie mogła się przeziębić i nie wejść na live. Ostatecznie to Maciek Musiałowski przejął szaleństwa w wodzie, a Julka nie musiała wchodzić praktycznie dalej, niż za kostki. I dlatego jest albo u Maćka na barana albo stoi na brzegu i piszczy z zimna (śmiech). To kluczowa scena dla tej historii, więc cieszę się, że nie musieliśmy z niej zrezygnować.

Skąd w ogóle pojawił się pomysł na "Randoma" - historię miłosną, która zacznie się "na słuchawkach", a skończy na ekranie?

- Gdy zaczęła się pandemia, szukałam jakiegoś projektu "na już" - myślałam, co można zrobić zdalnie, angażując niewielką liczbę osób. Chciałam opowiedzieć o uczuciu silniejszym niż odległość, fizyczność i wszystko co dotąd znane bohaterom. Kuszące wydało mi się zrobienie słuchowiska, które w uzasadniony sposób nie ma obrazu.

- Było to dla mnie bardzo ekscytujące, że @Jantar91 i @Buka12 - bohaterowie serialu audio "Random" - naprawdę się nie widzą i rozmawiają ze sobą tylko na odległość na funkcji głosowej aplikacji. Wchodzimy więc w ich buty - i tak jak oni nie możemy się doczekać, by ich faktycznie zobaczyć. W końcu ich widzimy i nawet poznajemy ich prawdziwe imiona! Zwieńczeniem "Randoma" jest odcinek filmowy, w którym nasi bohaterowie widzą się po raz pierwszy. Słuchowisko kończy się dokładnie w momencie, gdy nasza para zawiesza na sobie wzrok, wtedy do historii dołącza obraz. Filmowy finał jest dostępny na moim kanale na YouTube.

- Na początku założenie było jeszcze takie, że główne role będą grać nieznani aktorzy. Potem pojawił się jednak pomysł, by do projektu zaangażować Maćka Musiałowskiego, który jest bardzo uzdolniony muzycznie - co pasowało nam do jego roli. Maciek pociągnął za sobą Julkę, z którą prywatnie się przyjaźni. Niemal zeszłam wtedy na zawał, bo Maćka uwielbiam, a Julkę podziwiałam od lat.

No właśnie... Jak się z nimi pracowało? To prawdopodobnie dwa największe nazwiska młodego pokolenia polskich aktorów.

- Pracuje się z nimi super! Są bardzo od siebie różni i dają odmienną energię, która bardzo dobrze się równoważy. Julka zrobiła już kilka audiobooków, więc była zaprawiona w boju, Maciek z kolei jest tak wielką osobowością, że praca z nim jest przeżyciem samym w sobie. Oboje nie bali się próbować i to było ekstra. Ja byłam oczywiście bardzo zestresowana, bo to dwa wielkie nazwiska, a ja dopiero zaczynam swoją przygodę. Julka i Maciek wnieśli jednak na plan mnóstwo prywatnej chemii i nawzajem od siebie wyciągali najlepsze rzeczy.

W wywiadzie dla Vogue powiedziałaś takie zdanie: "dialogi są dla mnie niejako ostatecznością. Większość akcji powinna rozgrywać się w obrazie, rozmowa jest tylko dopowiedzeniem". Tutaj jednak mamy formułę słuchowiska, która niemal w całości jest oparta na dialogach. To chyba musiało być dla ciebie wyzwanie...

- Było ogromne... Ale paradoksalnie "Randoma" napisałyśmy z Alicją bardzo filmowo. Zawsze miałyśmy taki punkt wyjścia do scen, by były to obrazowe sytuacje i miejsca, a dialogi nie mogły być czysto informacyjne. Rozmowy bohaterów nie są wprost, oni nie mówią o swoich uczuciach względem siebie. Opisują swoje najskrytsze marzenia, traumatyczne wydarzenia z przeszłości czy zwykłą szarą codzienność. W każdej scenie szukałyśmy też smaczków: a to bohaterowie grają w jakąś grę na odległość, a to on jej w czymś pomaga, a to ona spaceruje po plaży. Nie chciałyśmy, by były to rozmowy o niczym w nijakiej rzeczywistości. Najwięcej pada tutaj między słowami.

"Random" bierze na tapetę świat Tindera i aplikacji do szukania miłości, które w dobie pandemii stały się niemal jedynym źródłem poznawania nowych ludzi. Pokazujesz jednak zarówno jasne, jak i ciemne strony takich aplikacji. "Random" rozpoczyna się serią dość przerażających dialogów...

- W pierwotnej wersji scenariusza tych "creepów" z Tindera, których mamy na początku słuchowiska, było o wiele, wiele więcej! Trzeba ich było wycinać, by nie było to obleśne... Lecz ja o dziwo doświadczenia z Tinderem mam raczej pozytywne. Być może dlatego starałam się znaleźć też te jasne strony i udowodnić, że da się tak nawiązać wartościowe relacje. Jakby tego było mało: moja największa love story, oczywiście niespełniona, też zaczęła się na Tinderze. I właśnie o niej opowiadałam w serialu "Kontrola". Tinder pozostaje dla mnie dość magicznym miejscem, w pandemii to na dodatek jedyny substytut wychodzenia na miasto. Mam też wrażenie, że trochę więcej się teraz rozmawia na Tinderze - już nie jest tak, że od razu się z kimś spotykasz w wiadomym celu. Jesteśmy tak zmęczeni pandemią, że coraz bardziej otwieramy się dla siebie w sieci.

"Random" to również kolejna po głośnym serialu "Kontrola" historia romantyczna, którą tworzysz - adresowana do młodego odbiorcy, opowiadająca o współczesnej rzeczywistości. Dlaczego akurat romanse?

- Bo kocham miłość! Kocham opowiadać o miłości i kocham zastanawiać się, czym jest. Czy jest jedna na całe życie? Czy każda relacja jest miłością? Opowiadanie o miłości przychodzi mi w tym momencie z największą łatwością. Miłość i młodość bardzo się ze sobą łączą - bo gdy jesteśmy młodzi, to chce nam się kochać. Miłość w tym wieku daje nam poczucie, że jesteśmy nieskończeni i możemy wszystko, a ja bardzo lubię o tym opowiadać. Teraz też wchodzę w projekt, który jest o miłości, ale opowiada o niej z jeszcze innej strony. Podoba mi się, że w swoich projektach mam ten wspólny mianownik. Chcę pisać o tym, co mi najbliższe - a ja dużo czuję i kocham dramy, więc miłość, młodość i robienie dziwnych rzeczy po pijaku są mi bardzo bliskie (śmiech).

No właśnie... "Kontrola" czyli romantyczna historia o miłości dwóch młodych dziewczyn stała się prawdziwym międzynarodowym hitem. Jakie to jest uczucie, gdy Twój projekt studencki ma nagle ponad 40 milionów wyświetleń na YouTubie?

- To jest bardzo dziwne uczucie... Tak dziwne, że siedzisz rok po tym, jak to się wszystko wydarzyło, i nadal zastanawiasz się, co się stało. To jest nie do zaplanowania i nie do uwierzenia. Trochę teraz poznaję ten świat show biznesu i wiem, że promowanie filmów czy seriali wymaga bardzo dużo pracy i jest dokładnie zaplanowane. A przy "Kontroli" wszystko wydarzyło się organicznie. Sam projekt narodził się spontanicznie, tak samo zainteresowanie nim. Teraz bez przerwy zadaję sobie pytanie: dlaczego akurat na mnie padło? Dlaczego ja? Mogę jedynie cieszyć się z tego i liczyć, że to się wszystko szybko nie skończy. To szansa mojego życia i staram się ją jak najlepiej wykorzystać.

Jak myślisz co sprawiło, że "Kontrola" odbiła się takim echem? Czy to właśnie temat LGBT, który wciąż wydaje się, że nie jest do końca poruszany - szczególnie w Polsce?

- Zadziałało sporo czynników. Oczywiście, na dzień dobry temat. Miłość dwóch dziewczyn to faktycznie rzecz wciąż rzadko pokazywana w kinie. Do tego realizacja - ludzie pokochali to, że prezentowany przez nas świat jest tak smaczny. No i przede wszystkim: świetnie dobrani aktorzy. Gdy czytam recenzje, widzę, że podobnie jest przy "Randomie". Znów widzę słowa, że udało się stworzyć historię o młodych ludziach, która jest prawdziwa, ale bez dramatyzowania i pokazywania patologii.

Teraz sypią się za to zaproszenia do jury i pierwsze nagrody... Onieśmiela cię to w jakiś sposób?

- Bardzo! Pamiętam dokładnie, jak to się zaczęło - "Kontrola" wisiała przez blisko rok na YouTubie i wszyscy w Polsce o niej milczeli. Wtedy wyszedł ostatni odcinek i w Gazecie Wyborczej pojawiła się recenzja. To był szok, że prawdziwy krytyk filmowy wypowiedział się o naszym małym, studenckim serialu. Potem poszło z górki, posypały się zaproszenia do audycji, programów i na festiwale. Byliśmy nawet na festiwalu Olgi Tokarczuk, na dodatek traktowani jako pełnoprawny punkt programu. To dało nam niesamowite poczucie, że według profesjonalistów "Kontrola" to coś, co nie odstaje od innych prezentowanych dzieł sztuki. Zazwyczaj recenzujący to starsi ode mnie ludzie i gdy czytam, że dzięki "Kontroli" wrócili do lat młodości, do swoich wspomnień, to dla mnie jest największy możliwy komplement. Nadal jestem przytłoczona tym wszystkim, co się wydarzyło.

Jesteś bardzo młodą artystką - masz 21 lat - jak poradziłaś sobie z presją, która na tobie spoczęła? Nie jest łatwo mierzyć z się łatką "złotego dziecka".

- Bywało różnie... Teraz jestem już w bardzo dobrym miejscu, ale te pierwsze miesiące, które pokryły się z pandemią, były dla mnie ciężkie - w końcu spadło na mnie spore obciążenie. Zaczęłam pracować nad wieloma projektami, wiele z nich spadło przez pandemię, kilka nadal się dzieje. Marzyłam o tym, co się wydarzyło, niemal przez całe życie. I gdy pojawia się to poczucie, że to się właśnie dzieje, a wszyscy dookoła mówią Ci: "to jest twoje pięć minut, musisz je wykorzystać", to presja może być przytłaczająca. Poczułam, że muszę zrobić jak najwięcej, jak najszybciej i jeszcze ze względu na mój młody wiek udowodnić wszystkim, że nie jestem tu przez przypadek. Ta perspektywa ciągłej pracy i udowadniania swojego talentu bardzo źle na mnie zadziałała, wiele w moim życiu prywatnym się przez to zniszczyło. Teraz staram się to odbudować.  Na szczęście moi przyjaciele nadal mnie lubią (śmiech).

- Bardzo pomógł mi "Random" - dzięki temu projektowi poczułam, że nie muszę pisać pod kogoś, a nawet, że muszę nadal iść za swoim głosem intuicji, bo to jest to, co ludziom się podoba, w tym, co robię. To super uczucie, gdy zdajesz sobie sprawę, że to co się podoba w twojej pracy, to tak naprawdę ty - twój sposób patrzenia na świat, to jak opowiadasz. Nie można się starać być kimś, kim się nie jest. Ten rok bardzo mnie ukształtował - to była szkoła życia, ale dzięki temu uwierzyłam, że mogę sobie zaufać. I że to, co robię jest wystarczające.

Ponoć pracujecie już intensywnie nad drugim sezonem losów Majki i Natalii. Kiedy premiera?

- Drugi sezon "Kontroli" jest bardzo problematyczną kwestią, bo przez pandemię musieliśmy przerwać zdjęcia - skończyły nam się pieniądze. Teraz szukamy nowej ścieżki. Oczywiście, serial jest już napisany i wiem, gdzie ta historia zmierza - to znowu moja terapia i przepracowywanie tematów, które pojawiły się w moim życiu przez kolejne dwa lata - ale jeszcze nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy odbędzie się premiera. Chciałabym, żeby było to jak najszybciej, ale nawet jeśli będzie trzeba poczekać dłużej, to obiecuję, że czekanie będzie tego warte.

Na koniec chwila inspiracji - czy już wiesz jakie kino chciałabyś robić w przyszłości?

- Moim marzeniem jest teraz zrealizowanie dużego 8-odcinkowego serialu premium i robię wszystko, by to się wydarzyło. Tym chciałabym zadebiutować. Oczywiście, stresuje mnie to, że nad takim projektem trzeba pracować długo, więc nie mogę go wypuścić teraz i być genialnym dzieckiem, które zrobiło duży serial mając 21 lat, tylko na przykład 23. To już jest dla mnie koszmar, bo wciąż słyszę ten swój własny głos w głowie mówiący: Natasza, czas ucieka! (śmiech) Ale chciałabym przede wszystkim robić rzeczy, które poruszą ludzi. I że osoba, która ma 16 lat napisze po seansie: "wow, właśnie tak się teraz czuję", osoba, która ma 25 lat napisze: "część już z tego przeżyłem, znam to", a osoba, która ma 40 lat napisze: "ach, te lata młodości...".


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Natasza Parzymies | Kontrola (serial)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy