Reklama

Monika Szubrycht: Kryzysów psychicznych wśród nastolatków jest coraz więcej

„Z nastolatkiem da się rozmawiać bez krzyków i trzaskania drzwiami, ale ten młody człowiek musi mieć przekonanie, że jest traktowany poważnie i zostanie wysłuchany. My, dorośli, jesteśmy od tego, żeby usłyszeć, co on ma nam do powiedzenia” – mówi Monika Szubrycht, dziennikarka, neurologopeda, laureatka nagród, autorka książek, m.in. „Autyzm. Bliski. Daleki świat”, „Szczęśliwe i silne dziecko. Jak uchronić dzieci przed kryzysami psychicznymi” oraz mama dwójki nastolatków.

Artykuł powstał w ramach akcji #Niech zobaczą, #Niech usłyszą, której partnerem jest Link4 Mama i Tata

Anna Kempys, Interia: "Szczerych rozmów, dyskrecji, bycia traktowanym poważnie, zaufania" - tego brakuje nastolatkom w relacjach z rodzicami. Jakich cech szukają u przyjaciół? U wszystkich przewija się to samo słowo - "szczerość". To wyniki krótkiej ankiety, którą przeprowadziłam wśród znajomych nastolatków. Jakbyś to skomentowała?

Monika Szubrycht: - Dzieci od najmłodszych lat widzą i czują, że dorośli je okłamują. Nawet w zwykłych sprawach, na przykład kiedy się kłócą, a najmłodszym mówią, że nic się nie dzieje. Kłamiąc, nie będziemy mieli z małym człowiekiem dobrych relacji, nie zbudujemy też jego odporności  psychicznej. Jeśli nie jesteś szczerym w rozmowach z dzieckiem, kiedy jest małe, nie będzie ci ufać, kiedy wejdzie w wiek dorastania. Nastolatek wychodzi z domu, bo szuka prawdy i szczerości tam, gdzie nie może jej znaleźć. I wcale mu się nie dziwię. Ze sobą nastolatkowie mogą rozmawiać o wielu rzeczach bez oceny i bez presji. Inną kwestią jest aspekt rozwojowy, który pojawia się w tym okresie - to zupełnie naturalne, że w wieku dorastania na pierwszym miejscu stawia się grupę rówieśniczą, że kontestuje się propozycje rodziców, że usiłuje przesunąć granice, które stawiają dorośli. Jest to absolutnie naturalny proces i bardziej bałabym się o dziecko, które się nie buntuje, niż o to, które szuka siebie i swojej tożsamości poza domem.

Reklama

W ostatnim czasie filmy (np. "Syn", "Bezmiar", "Miało cię nie być"), ale i seriale (np. "13 powodów", "Euforia") coraz częściej podejmują tematykę kryzysów psychicznych, depresji, różnych uzależnień, samobójstw, problemów z tożsamością płciową wśród nastolatków. Moda, nośny temat dla twórców czy faktycznie problem społeczny?

- Tak jak książki, tak i filmy opowiadają o otaczającej nas rzeczywistości i są bardzo potrzebne. Czasami obraz przemówi do rodzica lepiej niż literatura, bo niekoniecznie będzie chciał on sięgnąć po poradnik o depresji dzieci i młodzieży - trzeba go poszukać, wiedzieć, który jest dobry, zamówić przez internet albo iść do księgarni. Tu, siedząc na kanapie i jednym ruchem ręki włączając pilota, można trafić na serial, którego fabuła jest znacząco podobna do naszego życia. Zmieniają się tylko zewnętrzne okoliczności, ale nasze troski bywają podobne do problemów serialowych czy filmowych bohaterów. Czasami wspólne oglądanie takiego obrazu z nastolatkiem może zachęcić syna lub córkę do rozmowy z rodzicami. I odwrotnie - młody człowiek chce pokazać bliskim ważny dla siebie film, co może stać się początkiem ważnej rozmowy, zrozumienia i budowania zaufania. 

Pracując nad swoją książką "Szczęśliwe i silne dziecko. Jak uchronić dzieci przed kryzysami psychicznymi" przeprowadziłaś 11 rozmów - jaki był klucz w dobieraniu osób do rozmowy?

- Miałam to szczęście, że wszystkich moich bohaterów znałam wcześniej albo z ich wystąpień na konferencjach, albo z książek czy publikacji. Jestem im bardzo wdzięczna, że znaleźli czas na rozmowę i chcieli się podzielić nie tylko wiedzą, ale i doświadczeniem. Chciałam też, żeby byli to ludzie różnych profesji, zajmujący się zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży w różnych kontekstach, czyli nie tylko gabinetach, ale też na przykład w szkole czy szpitalu psychiatrycznym.

Czy teraz jest więcej kryzysów psychicznych wśród dzieci i młodzieży niż kiedyś? Czy może mówi się, pisze o tym częściej, więcej?

- Jest więcej kryzysów psychicznych i to pokazują badania prowadzone na całym świecie. Dobrze, że mówi się o tym i pisze coraz więcej, bo dzięki temu rodzice, nauczyciele, pedagodzy czy psycholodzy, ale też lekarze są bardziej wyczuleni na przykład na ryzyko podjęcia próby samobójczej. Psycholożka Jean Twenge zestawiła i przeanalizowała dane z olbrzymich badań, przeprowadzonych na niemal siedmiomilionowej grupie amerykańskich licealistów i studentów, które dotyczyły m.in. zmian pokoleniowych, w tym częstotliwości występowania depresji.

- Twenge dalej pracuje, by znaleźć odpowiedź, dlaczego tak się dzieje. Teorii jest kilka, choćby taka, że współcześni młodzi ludzie są skoncentrowani na tym, co na zewnątrz: własnym wizerunku, sławie, dobrach materialnych, a nie szukają odpowiedzi na pytanie - kim są i czego pragną, wewnątrz siebie.

U nastolatków rzeczywiście występuje wysoki poziom stresu. Badania pokazują, że w pandemii część uczniów była pod opieką psychologiczną, a nawet psychiatryczną. Potem zaczęła się wojna w Ukrainie. Młodych ludzi przytłacza liczba bodźców - jest Instagram, Facebook, TikTok, YouTube. Dorośli często uważają, że wszystkiemu winien jest internet. Czy to nie jest zbytnie uproszczenie?

- Większość z nas chciałaby znaleźć kozła ofiarnego i na niego zrzucić winę. Byłoby łatwiej, prościej i szybciej. W książce są dwie rozmowy - z Ireną Chądzyńską i Jackiem Pyżalskim. Gdy oddałam je do redakcji, zapytano mnie, którą usuwamy, bo rozmówcy mają zupełnie inne zdanie na temat internetu. Dla mnie z kolei była to wartość - można mieć inne spojrzenie na pewne rzeczy - mało tego - każdy może mieć rację. Profesor Pyżalski zajmuje się od wielu lat badaniem wpływu internetu na młode pokolenie, przytacza badania. Widzi wiele pozytywnych aspektów korzystania z sieci. Pani pedagog mówi o swojej pracy, o tym, że są nastolatki, które używają owego internetu w sposób problematyczny. To, że media społecznościowe wpływają depresjogennie wiemy nie od dzisiaj. Ciągłe porównywanie się, ocenianie zabiera sporo energii i czasu. W sieci zostaje wszystko, bo nawet jak usuniesz coś, co cię skompromitowało, to ktoś mógł zrobić wcześniej screena. Przykłady można by mnożyć, ale warto też pamiętać, że młodzi ludzie szukają w internecie grup wsparcia - kogoś podobnego do nich samych, mającego podobne problemy. Szukają zrozumienia, bo często nie znajdują go w rodzinie.

Polska zajmuje niechlubne drugie miejsce w Europie (po Niemczech), jeśli chodzi o liczbę samobójstw dzieci i młodzieży. 37 proc. nastolatków w wieku 11-17 lat miało kontakt w internecie z frazą "jak popełnić samobójstwo". W ciągu ostatniej dekady autoagresja wśród młodych ludzi wzrosła ponad dwukrotnie. Badania pokazują, że spada poziom zadowolenia z życia wśród młodych ludzi. To przerażające dane. Gdzie szukać przyczyn takiego stanu rzeczy?

- Przyczyn z pewnością jest kilka. Według mnie pokolenie naszych dzieci płaci za olbrzymie przyspieszenie cywilizacyjne. Naszym dziadkom bliżej do człowieka ze średniowiecza niż do prawnuka. Postęp cywilizacyjny zmienia nie tylko to, co nas otacza, ale wpływa na to, co mamy wewnątrz - na mózg, na układ nerwowy - na każdy aspekt naszego życia. Kolejna sprawa dotyczy nas, rodziców. Co widzą nasze pociechy? Zadowolonych z życia uśmiechniętych dorosłych, którzy raczą się kawą i ciastem na werandzie, opowiadając sobie, jak im minął dzień w pracy? Czy ojca i matkę, wiecznie zabieganych, mających niekończące się zaległości, spłacających kredyt, w ciągłym niedoczasie i stresie. Dużo mówi się o tym, że dzieci nie chcą dorastać. A jak mają chcieć, kiedy dorosłość jawi im się jako ciężar, trud i znój? Dzieci widzą zmęczonych dorosłych, tymczasem my wymagamy, żeby były szczęśliwe. To tak jakby rodzic zaciągał się papierosem, a wydychając dym, tłumaczył: "Nie pal synku/córeczko, palenie jest złe".

Te słowa brzmią jak oskarżenie rodziców. Rozumiem, co masz na myśli,  ale... czy nie jest też tak, że dorośli nie do końca są winni tego, że mają kredyty i są zabiegani?

- Bo to jest oskarżenie! Oczywiście - oni nie do końca są winni, ale jak wspomniałam, za olbrzymi skok kulturalno-cywilizacyjny płacą nasze dzieci.

O dzisiejszych nastolatkach mówi się, że to "pokolenie płatków śniegu" - są wyjątkowi, ale cechuje ich kruchość. "Są pokoleniem niskiej samooceny i kompleksów" - mówi jeden z twoich rozmówców, psychoterapeuta i interwent kryzysowy Tomasz Bilicki. "To nie jest ich wina. Myśmy ich tak wychowali" - dodaje. Nie pozwalamy im na popełnianie błędów, zabijamy ich samodzielność. Czy nie wywieramy na dzieci zbyt dużej presji, nie za bardzo je kontrolujemy? Może trzeba im bardziej zaufać?

- Ależ tak, tak właśnie jest. Czasami mam wrażenie, że w obecnych czasach niektórzy rodzice traktują dziecko niczym projekt. Wystarczy go ociosać z każdej strony, by było takie, jak nam się wydaje, że powinno być. Szkoda tylko, że część dorosłych nie wie, z jakiego materiału owo dziecko jest zbudowane.

Potem następuje zdziwienie, że 15-latek nie umie ugotować makaronu ani zrobić zakupów. Tymczasem nie umie, bo nie miał możliwości zdobycia tych z pozoru prostych kompetencji. Jeśli wyręczasz dziecko we wszystkim, unieszczęśliwiasz je. 

Nastolatek nie może robić, czego chce. Gdzie postawić granicę?

- Rodzic pewnie zawsze będzie chciał mieć wyższy mur graniczny niż nastolatek. I młody człowiek będzie się starał przesuwać granicę - rzecz naturalna. Może to naiwne, ale wierzę w dialog. "Przekonaj mnie" - niech powie rodzic. Może usłyszy pewne argumenty, które nawet jeśli nie obalą granicy, to delikatnie ją przesuną. Powinniśmy się słuchać nawzajem i wydaje mi się zabawne, jak dorosły kończy dyskusję słowami: "Bo ja tak chcę", albo "Bo ja tak mówię". Jesteśmy wtedy dla własnego dziecka antyprzykładem. Z nastolatkiem da się rozmawiać bez krzyków i trzaskania drzwiami, ale ten młody człowiek musi mieć przekonanie, że jest traktowany poważnie i wysłuchany.

W niedawnym wywiadzie dla Interii 19-letnia Sonia - córka Borysa Szyca, która zagrała ze swoim tatą w filmie "Miało cię nie być" - powiedziała: "Słyszę czasem od znajomych, że ich rodzice kategorycznie narzucają swoje zdanie i rozwiązania. Nie chcą słuchać. (...) Pokutuje stereotyp, że młodzi ludzie nie mają nic do powiedzenia. Nie zgadzam się z tym, ale to rodzice muszą stworzyć przestrzeń dla rozmowy". Dlaczego tak wielu dorosłych nie sprawdza się w roli rodziców?

- Bo sięgają po wzorce przekazywane z pokolenie na pokolenie, które we współczesnym świecie są całkowicie nieaktualne. Żyją przekazami, że: "dzieci i ryby głosu nie mają", nie wiedzą, że można inaczej. Kolejna rzecz dotyczy naszej przemocowej kultury oraz wpływu przemocy psychicznej na dziecko, tak zwanej "czarnej pedagogiki". Pisze o tym w swoich książkach Alice Miller, podkreślając wielokrotnie, że ludzie, którzy doświadczyli przemocy w dzieciństwie, będą nieświadomie przekazywać tę przemoc dalej. Dorośli nie mają podstawowej wiedzy na temat rozwoju dziecka, jego potrzeb, psychiki. Wielokrotnie powtarzam, że w szkole rodzenia zamiast uczyć, jak kąpać noworodka, powinno się prowadzić zajęcia takie, jak w szkole dla rodziców.

Czym jest szkoła dla rodziców?

- Jest to program spotkań, prowadzony przez terapeutów, psychologów czy pedagogów, po to, by pokazać rodzicom, w jaki sposób można lepiej budować więź z dzieckiem i mieć z nim lepsze relacje. Na takich zajęciach można dowiedzieć się, jak być lepszym rodzicem, a czyż nie na tym nam zależy? By być lepszym pracownikiem, biegamy na kursy i podnosimy swoje kwalifikacje. Dlaczego nie mielibyśmy szkolić się w temacie rodzicielstwa?

Rodzice często mają "plan", jak powinno wyglądać życie ich syna czy córki. Nie biorą pod uwagę, że ono może potrzebować, chcieć czegoś innego. W twojej książce Jacek Kielin mówi: "Jeśli dziecko spełnia nasze oczekiwania, to znaczy, że je zabiliśmy, zabiliśmy jego duszę". Sami nie lubimy, kiedy ktoś nam coś narzuca. Dlaczego wciąż popełniamy te same błędy?

- Nie wiem, dlaczego się tak dzieje. Pewnie, jak z większością trudnych pytań, nie ma jednej odpowiedzi. Może popełniamy ten błąd, że wydaje nam się, że dziecko jest podobne do nas, więc jesteśmy przekonani, że wiemy, czego chce.

Nie zaszkodzi nigdy czytanie o etapach rozwoju dziecka, posłuchanie na YouTube tego, co o mózgu nastolatka mówi prof. Marek Kaczmarzyk i zapisanie się na zajęcia szkoły dla rodziców, które są w dużej części bezpłatne.

Właśnie, a co ze szkołą? "W szkole z dziećmi się nie rozmawia, tylko się odpytuje" - mówi w twojej książce Irena Chądzyńska. Dlaczego tak się dzieje? Nauczyciele nie mają czasu dla uczniów? Brak im odpowiednich kompetencji, wiedzy jak reagować na sytuacje kryzysowe?

- Bardzo trudno mi jest odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwsze pochodzę z rodziny nauczycielskiej od pokoleń - moi rodzice uczyli w szkole, moi dziadkowie też, można więc powiedzieć, że znam to środowisko od podszewki. Pewna część ludzi nie powinna wykonywać tego zawodu, bo nie ma do niego predyspozycji, tylko głośno się o tym nie mówi. Jeśli koleżanka przekonuje mnie, że poszła, cytuję: "do szkoły, bo jest dużo wolnego" - to jak ja mogę od niej wymagać, że będzie chciała sprostać wyzwaniom współczesnej młodzieży? Mamy wadliwy system, który opiera się na szkole pruskiej rodem sprzed stuleci. Ten system nie tylko nie przystaje do współczesności, ale nie zauważa zmian, które się zadziały na przestrzeni wieków. Spotykam się z dziesiątkami nauczycieli w ciągu roku, bo prowadzę dla nich zajęcia na studiach podyplomowych. Zewsząd słyszę "podstawa programowa" i widzę, że często dokument przysłania dziecko, jego potrzeby, jego indywidualność. Są wspaniali nauczyciele, którzy robią dla swoich uczniów wartościowe rzeczy. Podziwiam ich pracę, ale zastanawiam się, jak długo dadzą radę szarpać się z systemem, a często też z najbliższym otoczeniem, które twierdzi, że nie da się czegoś zrobić albo nie można. Na ile starczy im sił? A gdy mówimy o kompetencjach nauczycieli - uważam, że w obecnych czasach obowiązkowo powinni przejść kurs wczesnej interwencji i zdrowia psychicznego. Przyda się im na pewno. Sama się na taki zapisałam on-line, bo chciałam zobaczyć, jak wygląda. Nigdy nie wiemy, kiedy taka wiedza będzie nam potrzebna w praktyce.

Jak rozpoznać depresję u dzieci i młodzieży? Dokąd udać się po pomoc? Tego i innych rzeczy możesz dowiedzieć się z naszego e-booka "Depresja u dzieci i młodzieży. Poradnik dla rodziców"

Nastolatkowie szukają pomocy sami - pamiętam, jak w szkole mojego syna pani psycholog powiedziała, że w trakcie pandemii pod jej gabinetem ustawiały się kolejki uczniów, którzy chcieli porozmawiać. Dla młodego pokolenia to już nie jest temat tabu, że ktoś chodzi na terapię, ma wizytę u psychiatry czy bierze leki. Z drugiej strony młodzi ludzie sami mówią, że to zaczyna być modne i niektórzy w ten sposób chcą zwrócić na siebie uwagę, szukają - jak to się teraz mówi - "atencji". Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

- Ukłony dla pani psycholog - nie do każdego ustawi się kolejka w szkole. Otwartość młodych ludzi jest budująca. To prowadzi do rozwoju empatii, a co za tym idzie - lepszego społeczeństwa. A jeśli chodzi o drugi przykład, który podajesz, atencjusza wymyślającego problemy, by zwrócić na siebie uwagę, to uważam, że taki nastolatek też potrzebuje pomocy. Co takiego dzieje się młody człowieku, że udajesz chorobę psychiczną, depresję albo jakieś zaburzenie? Dlaczego to robisz? Czy czujesz się nieważny i w ten sposób chcesz zwrócić na siebie uwagę otoczenia? Uważasz, że jesteś pomijany, byle jaki i dlatego wymyślasz takie historie? To też są realne problemy, którymi trzeba się zająć.

W twojej książce jest takie zdanie: "Jeśli kryzys, bunt trwa dłużej niż pół roku, to trzeba się temu dokładniej przyjrzeć". Jakie są pierwsze symptomy, że coś złego zaczyna się dziać z nastolatkiem? Co powinno zaniepokoić rodzica?

- Jeśli nastolatek zamyka się w swoim pokoju i nie chce z nami rozmawiać, to po pierwsze - nie należy wpadać w panikę, wolno mu, na tym właśnie polega stopniowe oddzielenie od rodziców. Jeśli ta sytuacja powtarza się regularnie, a wcześniej mieliśmy z dzieckiem dobry kontakt - to normalne, że czułabym niepokój. Symptomów kryzysów jest całkiem sporo, ale czasami dorośli nie chcą ich zauważyć. Jednym z nich jest opuszczenie się w nauce - i na ten aspekt rodzice są szczególnie wyczuleni. Młody człowiek może wówczas odczuć, że mamie i tacie bardziej zależy na ocenach, niż na nim samym. Jeśli dziecko spotykało się ze znajomymi i spędzało czas w ich towarzystwie, a nagle przestaje to robić - szukałabym powodów, dlaczego tak się stało. Jedliśmy wspólnie posiłki, a teraz nie chce siedzieć przy stole i mówi, że nie jest głodne -  niech to nas zastanowi. Interesowało się piłką nożną, Minecraftem albo muzyką, a nagle porzuca swoje pasje, z pozoru bez przyczyny. Tych symptomów jest całkiem sporo. Pamiętajmy też, że dziecko często nie powie nam, że ma problem. Dlaczego? Bo nas chroni, bo nie chce nas martwić, nie chce ranić.

To, że nastoletnie dziecko ma kryzys, nie znaczy, że ktoś jest złym rodzicem. Tymczasem dorośli często obwiniają się o depresję swego dziecka, próbę samobójczą - czy słusznie?

- Chciałabym wierzyć, że nie ma złych rodziców, ale to by było niemądre. Nie będę przytaczać tego, co się stało z Kamilkiem, o czym huczy cała Polska. Czasami kryzys psychiczny ma podłoże domowe - przedłużający się rozwód rodziców, walka między nimi bez oglądania się na dzieci może doprowadzić do wielu kryzysów, też psychicznych.

Czasem mówimy coś bez refleksji, nie zastanawiając się, że nasze słowa mogą nie tylko ranić, ale i niszczyć. Znam rodziców uważnych, słuchających, wspierających, którzy rozumieli i rozumieją potrzeby swych dzieci. I w takich rodzinach też zdarza się, że dziecko doświadcza kryzysów. Jest wpływ biologiczny, niezwykle silny, ale też wpływ otoczenia - szkoły, rówieśników. Dziecko nie żyje tylko domem i tylko w domu. Dorośli o tym zapominają i często diagnoza depresji ukochanego syna czy córki jest dla nich miażdżąca. Rozpamiętują, co mogło być przyczyną takiego stanu rzeczy, szukając odpowiedzi. Czasami lepiej skupić się na tym, jak pomóc dziecku tu i teraz.

Ostatnio sporo mówi się o terminie "resilience". W twojej książce również pada to słowo - pewnie nie każdy wie, o co tu chodzi? Powiedz, co to znaczy i dlaczego to jest takie ważne?

- Termin "resilience" ukuł Borys Cyrulnik, francuski lekarz żydowskiego pochodzenia, co jest bardzo istotne, bo podczas II wojny światowej, gdy był dzieckiem, cudem uniknął śmierci. Rodzice zostali zamordowani, on z kolei postanowił, że zostanie lekarzem psychiatrą. Osobista trauma spowodowała, że zajął się także psychologią, szukając odpowiedzi na pytanie - jak to się dzieje, że ludzie potrafią przeżyć katastrofy, tragedie i stanąć na nogi. Posłużył się metaforą małża, do którego dostało się ziarenko piasku, co było tak bolesne, że żyjątko musiało bronić się, wydzielając substancję perłową. Tak powstaje perła - coś wyjątkowego i cennego. Resilience zatem to odporność psychiczna, sprężystość, dzięki której człowiek podnosi się po wielu trudnych sytuacjach. Moja rozmówczyni, specjalistka psychologii klinicznej Iwona Sikorska, przywołuje z kolei metaforę Emmy Werner i jest to metafora drzewa uginającego się pod wpływem wiatru. Zdrowe drzewo, gdy pojawia się stres, pochyla się, ale nie łamie. Gdy wiatr się uspokaja, dalej rośnie. Są rośliny, które skarłowacieją, inne będą piąć się ku górze. Czynniki budujące odporność psychiczną to: inteligencja, temperament i towarzyskość. A także przykład, jak nasi rodzice radzili sobie z problemami. W budowaniu odporności psychicznej kluczowe są: optymizm, poczucie sensu, nadzieja i posiadanie w życiu celu.

Gdzie rodzice nastolatka w kryzysie mogą szukać pomocy? Od czego zacząć? Na pewno trzeba spróbować porozmawiać ze swoim dzieckiem. Ale co potem - psycholog szkolny, psychiatra, psychoterapeuta?

- Oczywiście, rozmowa jest bardzo ważna, tylko że dziecko może chcieć nas chronić przed cierpieniem. Jeżeli sytuacja jest bardzo poważna i nie możemy czekać na wizytę umówioną do specjalisty za miesiąc, istnieją Ośrodki Wczesnej Interwencji Kryzysowej, czynne całodobowo. Tam pracują ludzie wysoko wykwalifikowani, których zadaniem jest pomaganie osobom w sytuacjach ekstremalnie trudnych. Jak moje dziecko leży na podłodze z poprzecinanymi żyłami, to na rozmowę jest za późno. Nie bójmy się wezwać karetki pogotowia - ostatnim miejscem, do jakiego powinno trafić, jest szpital psychiatryczny, ale jest to miejsce ratujące życie, więc bywa, że musimy podjąć taką decyzję - innego wyjścia nie mamy.

Często pierwszą osobą, która zauważy, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego, jest nauczyciel. On też może zasugerować wizytę u psychologa w szkole bądź poza nią. Bywa, że sama rozmowa nie wystarczy, że trzeba będzie wspomóc młodego człowieka farmakologicznie, więc tu jest miejsce dla lekarza psychiatry. Uważam też, że najlepiej by było, żeby cała rodzina dostała wsparcie - jestem zwolenniczką terapii rodzinnej i chciałabym, żeby dostęp do niej był dużo łatwiejszy. Ważne też, żeby można było korzystać z jej dobrodziejstw za darmo, bo nie każdego stać na taką opiekę. Terapia rodzinna jest niezwykle pomocna. W Polsce, która jak wspomniałaś, zajmuje niechlubne drugie miejsce w Europie, jeśli chodzi o liczbę samobójstw dzieci i młodzieży - terapia rodzinna powinna odzyskać należne jej miejsce i być dostępna dla każdego. Tymczasem została praktycznie wyrugowana z NFZ-tu. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. 

Nastolatek nie zawsze ma ochotę na rozmowę z rodzicami, choć dobrze, żeby wiedział, że może im zaufać. Może ma w szkole nauczyciela, przez którego czuje się rozumiany. Może ma przyjaciół, którzy go wspierają. Jeśli jednak ma problemy i nie ma z kim o tym porozmawiać - gdzie powinien szukać pomocy?

- Są różnego rodzaju grupy wsparcia, prowadzone też przez internet. Tu zalecam ostrożność - ważne, żeby były sprawdzone. Ze swojej strony mogę polecić stronę Nastoletniego Azylu, który działa od pięciu lat i został stworzony przez dziewczynę, która chciała pomagać innym nastolatkom, ponieważ z autopsji wiedziała, czym jest kryzys psychiczny. 

"Dobrze jest pamiętać, że ma się dwoje uszu, a jedne usta - dobrze jest dużo słuchać, a mało mówić" - mówi Tomasz Bilicki w twojej książce. Nie sądzisz, że to dobra rada nie tylko dla dorosłych, ale i nastolatków? Żeby się zrozumieć, rozmawiać musi chcieć każda strona.

- To jest piękna sentencja i warto, żebyśmy o niej pamiętali. Myślę, że ta rada dotyczy bardziej dorosłych - mózg nastolatka jest w ciągłej przebudowie, tu nie chodzi tylko o szalejące hormony. Młody człowiek nie będzie w stanie nas wysłuchać tak, jakbyśmy tego chcieli. Ale my dorośli, jesteśmy od tego, żeby usłyszeć, co ma nam do powiedzenia. Mamy uformowane i dojrzałe płaty czołowe w naszym mózgu - on nie. Dajmy przestrzeń do mówienia, a sami raczej słuchajmy. Kiedy powie, że chce naszych rad, podzielmy się nimi, ale nie bądźmy rozczarowani, że z nich nie skorzysta. W końcu w tym związku to my jesteśmy dorośli - zostawmy zatem duży margines zrozumienia dla człowieka, któremu wydaje się, że jest dorosły, chociaż ma 16 lat.

Jesteś autorką wielu publikacji, nagradzaną dziennikarką, ale i rodzicem - mamą dwójki nastolatków. Z jaką intencją pisałaś książkę "Szczęśliwe i silne dziecko. Jak uchronić dzieci przed kryzysami psychicznymi"?

- Najbardziej zależało mi na tym, żeby pomóc rodzicom, których dzieci mierzą się z kryzysami psychicznymi, bo one mogą zdarzyć się w każdej rodzinie, bez względu na status społeczny czy wykształcenie. Rodzice chcą dobrze, ale zdarza się, że nieświadomie podcinają dzieciom skrzydła. Jak powiedział jeden z moich bohaterów: "Są rodzice, którzy nie potrafią kochać dziecka tak, jak powinni, bo nikt ich tego nie nauczył". Myślę, że dedykacja wiele wyjaśnia, bo książkę tę poświęcam dzieciom, z nadzieją, że znajdą wsparcie i zrozumienie u dorosłych i rodzicom dzieci w kryzysie, by wiedzieli, że nie są sami.

Depresja u dzieci i młodzieży: działaj, zanim będzie za późno. Jak wspierać bliskich i gdzie szukać pomocy? Przeczytaj więcej w magazynie MENTAL

Advertisement

Artykuł powstał w ramach akcji #Niech zobaczą, #Niech usłyszą, której partnerem jest Link4 Mama i Tata

.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy