Michał Żebrowski: Serial, boks i książki

Widzowie pokochali Falkowicza, bo on niczego nie udaje. Michał Żebrowski, który gra ekscentrycznego lekarza w "Na dobre i na złe", opowiada, jak pracuje nad rolą i dlaczego nie chce, by rodzinę zajmowała jego artystyczna kariera. Zdradza też, z jakiego powodu boks i książki są dla niego ważne.

Michał Żebrowski

Niedawno otrzymał pan trzecią Telekamerę dla najlepszego aktora. Czuje się pan doceniony?

Michał Żebrowski: - Wręcz rozpieszczony przez widzów. Staram się odwdzięczać i przykładać do Falkowicza tak, by nie był on szablonową postacią, która istnieje tylko dlatego, że wskazuje na to scenariusz. Wkładam w jego postać dużo własnej inicjatywy, co sprawia, że z radością wyruszam na zdjęcia.

Na czym polega fenomen tej roli?

- Myślę, że profesor przypomina niesforne dziecko w przedszkolu. Wszystkie inne maluchy są miłe i ułożone, a on jeden odstaje i nie należy go spuszczać z oka. Poza tym Falkowicz jest po prostu dobrze napisany. To bohater jednocześnie groteskowy i komiczny. Samotny sfrustrowany pracoholik, który czuje się niedoceniony przez życie. Z drugiej strony osiągnął olbrzymi sukces zawodowy. Można na niego liczyć przy stole operacyjnym. Przy tej całej jego narcyzowatości jest bardzo autentyczny. Ludzie go akceptują, bo niczego nie udaje.

Co wydarzy się w życiu lekarza?

- Nadal będzie walczył o dobro Matyldy [Amelia Czaja - przyp. red.], która go rozbraja i wzrusza.

Podobno otworzył się pan na propozycje telewizyjne pod wpływem rodziny?

- Zgadza się. Kilka lat temu przestałem wyjeżdżać do pracy za granicę, bo bardzo tęskniłem za bliskimi. Stwierdziłem, że czas poszukać czegoś na miejscu. Zwróciłem się do pana Tadeusza Lampki [producent "Na dobre i na złe" - przyp. red] i spytałem, czy nie znalazłoby się dla mnie miejsce. Tak się złożyło, że potrzebował kogoś do roli profesora Falkowicza. Miałem grać pół roku, a w rezultacie minęło już 5 lat.

Reklama

Bliscy oglądają serial?

- Młodsze dziecko ma 3 lata, starsze - 7. To dla nich zdecydowanie za wcześnie. Poza tym staram się, by rodzina żyła własnym życiem, a nie moją pracą. Zdarza mi się jednak zadręczyć żonę i pokazać jakąś scenę, która według mnie jest zabawna.

Przed nami premiera czesko-słowacko-polskiej komedii "Wszystko albo nic" z pana udziałem. Co to za film?

- Produkcja, której scenariusz powstał na podstawie słowackiego bestsellera. Romantyczna komedia w stylu "Notting Hill". Zaproponowano mi rolę, przeczytałem skrypt - spodobał mi się, więc pojechałem i zagrałem.

Pracuje pan również nad nową sztuką...

- Tak, to słynny"Ożenek" Gogola w reż. Andrzeja Bubienia. W głównych rolach wystąpią m.in. Paulina Chruściel, Anna Dereszowska, Joanna Żółkowska, Piotr Głowacki, Cezary Pazura, Cezary Żak, Janusz Chabior i ja.

Tak gwiazdorska obsada gwarantuje sukces!

- O zainteresowanie spektaklem faktycznie nie musimy się troszczyć. Ale o poziom każdego spektaklu dyrektor prywatnego teatru martwi się i walczy za każdym razem. Przed nami jeszcze kilka tygodni prób. Zaprosiliśmy grono precyzyjnie dobranych artystów, którym zależy na efekcie końcowym przedstawienia. Na stres i obawy związane z jakością premiery najlepsza jest ciężka praca.

A nie boks? Podobno to pana ulubiony sport?

- Tak, to też. Ostatnio na treningu usłyszałem: "Spóźniłeś się". Pytam: dlaczego? Na co trener mi odpowiada: "Czekała tu taka pani na ciebie. Minęliście się. Cała na biało, z kosą w ręku, stała i pytała: gdzie Michał, gdzie Michał?". Profesjonaliści traktują moje wysiłki z przymrużeniem oka. Ale lubię założyć rękawice, bo to i zdrowe i faktycznie odstresowujące.

Nie boi się pan kontuzji?

- Trening bokserski w ostatniej kolejności polega na walce. Trzeba wykonać szereg ćwiczeń: biegać, skakać na skakance, czy rzucać piłką lekarską. A jak już sparuję, to tylko z przeciwnikami, którzy nie stawiają sobie za punkt honoru pobić dotkliwie Skrzetuskiego.

Kolekcjonuje pan stare wydania książek. Skąd się wzięła ta pasja?

- Pochodzę z domu, w którym bardzo dużo się czytało. Książki były ważnym elementem życia całej rodziny. Lubię wchodzić do antykwariatów i przeglądać to, co mają na półkach. Bardzo często kupuję dla innych. Są takie momenty w życiu, kiedy przeczytanie konkretnej pozycji pomaga uporać się z ważnymi pytaniami.


Jak pan sobie radzi z licznymi obowiązkami?

- Jest takie powiedzenie: "Chcesz nie mieć czasu - nie rób nic". Paradoksalnie, kiedy się ma dużo zadań, to czasu jest dużo więcej. Oczywiście pod warunkiem, że jest się dobrze zorganizowanym.

Monika Ustrzycka

Dowiedz się więcej na temat: Michał Żebrowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje