Reklama

Mathieu Amalric: Za niski na Bonda

Mathieu Amalric w filmie "Motyl i skafander"

Tego nie powiedziałam. Nie da się zapomnieć takich filmów jak "Monachium" Spielberga, "Motyl czy skafander" Schnabla, czy "Grand Budapest Hotel" Andersona. To nie kokieteria.

Reklama

- Cieszę się to słysząc. Aktorsko, przytrafiły mi się najpiękniejsze z przygód, mam tego świadomość. Tak różni reżyserzy, tak odmienne gatunki... Człowiek daje z siebie to, co ma najlepsze - nawet grając epizod - co nie zawsze widać na ekranie. Przyczyny są różne, nie ma sensu szukać winnych. Zdarzało się, że wycinano kluczową z mojego punktu widzenia scenę w montażu, albo reżyser dawał najgorszy - znów, według mnie - dubel z moim udziałem. I co? I nic. Trzeba umieć odpuścić i iść dalej.

Zawsze miał pan w sobie taką pokorę?

- Nie. Odkąd reżyseruję, widzę jak różne zdania można mieć odnośnie jednej sceny, montażu, dialogu. Teraz to rozumiem. Nie zawsze to, co ja uznaję za najciekawsze i najlepsze, podoba się też moim aktorom, czy producentom. Kwestia gustu, chociaż nie tylko... uważam że czasami warto przespać się z jakimś pomysłem, odpocząć od tematu i wrócić do rozmów kilka dni później. Jestem za pokojowymi rozwiązaniami.

A jak takie się kończą?

- Reżyser powinien mieć zdanie decydujące. Mówię to i jako reżyser i jako aktor. Trudno, może pogrążam się teraz wśród kolegów i koleżanek.

To samo uważa Roman Polański. Zagrał pan w jego filmie "Wenus w futrze". Czy reżyser rzeczywiście miał ostatnie słowo na planie, czy w tym przypadku raczej żona reżysera, Emmanuelle Seigner?

- Reżyser! No dobrze, czasem Emmanuelle, ale robiła to tak, że wszyscy myśleliśmy, że to decyzje Romana. Dopiero potem - czasem nawet mijały dni - dochodziło do nas, że tak naprawdę udało jej się nabrać całą ekipę. [śmiech]

- Akurat z Emmanuelle znaliśmy się już wcześniej, z planu chociażby "Motyla i skafandra". Wiedziałem, że to znakomita aktorka, zawsze świetnie przygotowana, która potrafi wykorzystać tak swój warsztat, jak i polegać na intuicji. Uwielbiam ludzi, którzy mają odwagę pójść za swoim wewnętrznym głosem. To ryzykowne, nie zawsze się opłaca, bywa że wiele kosztuje.

- A to, że Emmanuelle walczy o swoją pozycję, przekonania i zdanie... U Schnabla było podobnie. Tyle że tam nikt nie mógł jej zarzucić, że wchodzi reżyserowi na głowę, bo to nie był jej mąż. Jest silną kobietą, to walczy. Pewnie lepiej byłoby, by odpuszczała, tym bardziej, gdy za kamerą stoi Polański. A ja właśnie to w niej cenię, że nie ugina się pod żadną presją i nie robi tego, co wypada. To takie niepoprawne. Rzadko kto może sobie na to pozwolić.

Był pan tak samo wyrozumiały dla swojej żony?

- Pyta pani o nasze relacje na planie "Barbary"? [film opowiada o słynnej francuskiej piosenkarce - przyp. red.] No, łatwo nie było. To zresztą zawsze do mnie wraca - jak zachować dystans i zdrowe relacje, gdy pracuje się z tak bliską osobą? Jeanne [aktorka Jeanne Balibar, żona Amalrica - przyp. red.] zagrała tytułową rolę, ja reżyserowałem, ale też wcielałem się w pewną ważną postać. Jak to ująć... Umiejętność pracy z osobą, którą zna się na wylot, nie jest dana wszystkim. Trzeba mieć klasę, profesjonalizm, zimną krew, gdy stoi przed tobą człowiek, o którym wiesz tak dużo... To jest bardzo trudne. W zasadzie niemożliwe.

- Ludzie, którzy żyją ze sobą na co dzień od lat, znają się z lepszej i gorszej strony, nie zawsze potrafią wyłączyć prywatne emocje. W takich sytuacjach nie ma żadnej ściemy. Nie ma także na przykład takiego elementu, który często pomaga w pracy, że ktoś kogoś czaruje, gra coś przed kimś, lepiej się sprzedaje, udaje kogoś kim nie jest, chce wywrzeć wrażenie... W sytuacji, gdy pracujesz z małżonkiem, siostrą, matką, wujem jakiekolwiek kłamstwo, iluzję, obiecankę bez pokrycia czy grę wyczujesz od razu. Również to, że ktoś odpuszcza. Po prostu wiesz, na co stać tę drugą stronę.

- Paradoksalnie nam z żoną pomogło to, że byliśmy już w separacji, gdy pracowaliśmy nad tym filmem. [śmiech] Nie zdradzam żadnych tajemnic, gazety były bardziej niż my na bieżąco. A ja zawsze chciałem pracować z Jeanne, to świetna aktorka, i na moją ocenę nie miały wpływu nasze prywatne sprawy. Wiedziałem że wcześniej czy później zrealizujemy "Barbarę" wspólnie.

Dowiedz się więcej na temat: Mathieu Amalric

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje