Marieta Żukowska: Dojrzałam

Marieta Żukowska nie boi się kontrowersyjnych ról i bardzo niewygodnych pytań. Z pasją opowiada o ulubionych bohaterkach, o tym, jak radzi sobie z popularnością i jaką kobietą jest na co dzień.

Lubię ludzi i nie boję się tego, że wiedzą kim jestem, bo nie robię przecież nic złego - przekonuje Marieta Żukowska

Jakie przygody spotkają twoją bohaterkę w nowym sezonie "Barw szczęścia"?

Reklama

Marieta Żukowska: - Cieszy mnie kierunek, w jakim podążają scenarzyści. Bożena, z hardej, zbuntowanej dziewczyny, która nie do końca wiedziała, czego chce, zmieniła się w dojrzałą, świadomą siebie kobietę. Ma cel w życiu i wie, jak go osiągnąć. Już nie poddaje się przy byle niepowodzeniu. Teraz nie odpuści szefowi, który ją molestował, i wytoczy mu wojnę. Przypominam, że w finałowych odcinkach przed wakacjami zgłosiła sprawę na policji. Zrobi wszystko, by mężczyzna poniósł konsekwencje. Niestety, nie będzie jej łatwo. W najgorszym momencie odwróci się od niej rodzina. Nie chciałabym zdradzić wielu szczegółów, ale myślę, że widzów ucieszy to, że Bożena powalczy o swoje, pokaże, że kobieta ma prawo powiedzieć: nie!

Czujesz ciężar odpowiedzialności za to, co pokazujecie w serialu?

- Oczywiście! Oglądają nas 3-4 miliony ludzi. Im więcej przemycimy pozytywnych wzorców, tym lepiej. Jeśli po obejrzeniu tego wątku choć kilka kobiet, które są w podobnej sytuacji co Bożena, postanowi się z tym zmierzyć, przyznać się, że ktoś je zgwałcił lub molestował, i zgłoszą się po pomoc chociażby do fundacji, które zajmują się takimi sprawami, to będę bardzo szczęśliwa i dumna. Cieszy mnie, że powstaje coraz więcej ciekawych projektów, które służą nie tylko rozrywce, ale przy okazji też uczą czy po prostu uświadamiają.

Scenarzyści, wplątując Bożenę w molestowanie, nie wiedzieli, że za chwilę wybuchnie afera z Harveyem Weinsteinem. Zapytam wprost: dostawałaś propozycje kariery przez łóżko?

- Nie. Może trudno w to uwierzyć, ale pracując kilkanaście lat w show-biznesie, nigdy się z tym nie spotkałam. Oczywiście, słyszałam o takich sytuacjach, ale nie będę opowiadać o plotkach.

Uroda pomaga w twoim zawodzie, czy raczej przeszkadza?

- Natalie Portman powiedziała kiedyś, że atrakcyjność fizyczna oczywiście pomaga w zdobywaniu ról, ale może też być przeszkodą, szczególnie wtedy, gdy tylko ona liczy się dla innych. Uroda otwiera furtkę, ale ładna buzia nigdy nie wystarczy. (śmiech) Liczą się umiejętności, pracowitość, pasja, a uroda jest dopełnieniem.

Zupełnie inaczej spojrzał na ciebie też Patryk Vega. Patrycja, którą zagrałaś w "Botoksie", była postacią kontrowersyjną. Czy po tym filmie inni twórcy też na nowo zaczęli na ciebie patrzeć?

- Z Patrykiem przyjaźnię się od wielu lat. Wiele razy już pracowaliśmy. On uwielbia dawać zadania aktorom, które na pierwszy rzut oka do nich nie pasują, a aktorzy uwielbiają takie zadania. Zaproponował, bym do "Botoksu" obcięła włosy i grała bez makijażu. Na co dzień jestem ekstrawertyczna - wulkan energii, trochę świr (śmiech). A zagrałam postać, która funkcjonuje, jakby miała zaciągnięty hamulec. Ten film był wyjątkowy w moim życiu zawodowym. Grając Patrycję musiałam odnaleźć w sobie cechy, które są mi dalekie: upór, wręcz zaciętość, umiejętność podejmowania decyzji w olbrzymim stresie. To było trudne zadanie, szczególnie od strony emocjonalnej.

Po wcześniejszych "Pitbullach" było wiadomo, że Vega szykuje kolejny kontrowersyjny film. Nie bałaś się skandalu albo tego, że rola Patrycji będzie zbyt wymagająca dla ciebie?

- Aktor musi mieć odwagę, by zaryzykować! Bez tego nie ma szansy na sukces, czymkolwiek on by nie był. Musi mieć także odwagę zagłębiać się w emocje, nie może bać się śmieszności. Z każdą rolą próbujemy czegoś nowego, narażając się na niezrozumienie. Taki zawód (śmiech)! Zrobiłam wszystko, żeby zagrać jak najlepiej. A to, czy film się spodobał, czy nie? Przecież ja nie decyduję o gustach widzów, nie mam na to wpływu. Ale miliony osób, które poszły do kin, mówią same za siebie.

Jak udało ci się wyjść z roli Patrycji? Niektóre aktorki przyznają, że po tak mocnej kreacji mają poważne problemy, by pozbyć się emocji.

- Przyznam, że przez dwa miesiące, gdy kręciliśmy "Botoks", byłam Patrycją. Wracałam do domu i nie do końca zrzucałam jej skórę, czułam wciąż te emocje, które towarzyszyły mi na planie. Na szczęście mam na to sposób. W takich chwilach medytuję albo wybieram się na spacer, by "przewietrzyć" głowę. To bardzo mi pomaga.

Takie codzienne "żonglowanie emocjami" musi sporo kosztować...

- Aktorstwo to moja wielka miłość, liczę się z kosztami.

A jak radzisz sobie z popularnością, z tym, że nie jesteś anonimowa, i na każdym kroku musisz się pilnować?

- Lubię ludzi i nie boję się tego, że wiedzą kim jestem, bo nie robię nic złego. Nie zakrywam twarzy. Na co dzień chodzę bez makijażu. Nie domagam się specjalnego traktowania, bo jestem gwiazdą (śmiech). Czasem tylko odrobinę się spinam, gdy jestem z córką, a ktoś prosi o wspólne zdjęcie. Jestem wtedy rozdarta, bo chciałabym poświęcić ten czas tylko Poli. Z drugiej strony szanuję widzów i chciałabym ich w jakiś sposób docenić.

A co robisz w wolnych chwilach, gdy nie ma cię na planie filmowym?

- Rano odwożę córkę do przedszkola. Potem sprzątam, piorę, gotuję, czytam scenariusze, książki, oglądam filmy, spotykam się z przyjaciółkami. Za kilka godzin odbieram Polę z przedszkola i rodzinnie spędzamy czas. Pewnie wiele kobiet odpowiedziałaby podobnie (śmiech).

Rozmawiała Małgorzata Pyrko

Dowiedz się więcej na temat: Marieta Żukowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje