Reklama

Reklama

Małgorzata Tomaszewska: Żyję bardzo aktywnie

Małgorzata Tomaszewska to jedna z prowadzących "Pytanie na śniadanie", gwiazda drugiej edycji programu TVP "Dance, Dance, Dance", a niebawem nowa gospodyni "The Voice of Poland". Prywatnie jest córką legendarnego bramkarza Jana Tomaszewskiego i mamą 3-letniego Enzo. W tym roku dziennikarka lato spędza pracowicie. Co robi?

Małgorzata Tomaszewska to jedna z prowadzących "Pytanie na śniadanie", gwiazda drugiej edycji programu TVP "Dance, Dance, Dance", a niebawem nowa gospodyni "The Voice of Poland". Prywatnie jest córką legendarnego bramkarza Jana Tomaszewskiego i mamą 3-letniego Enzo. W tym roku dziennikarka lato spędza pracowicie. Co robi?
Małgorzata Tomaszewska z TVP związana jest od 2018 roku /AKPA

Tegoroczne wakacje spędza pani koncertowo, razem z Wakacyjną Trasą Dwójki. W takiej roli jeszcze pani nie widzieliśmy.

- Rzeczywiście, to mój debiut jako prowadzącej "Wakacyjną Trasę Dwójki" i to bardzo nietypowy ze względu na pandemię. Koncerty odbywają się w różnych miastach w Polsce, w amfiteatrach, na specjalnie przygotowanej estradzie. Bywało, że publiczność siedziała w samochodach, w stylu amerykańskim, a zamiast braw, które zwykle pojawiały się po występach artystów, odzywały się klaksony. W sumie współprowadzę pięć koncertów, trzy z Tomaszem Kammelem i dwa z moim partnerem z "Pytania na śniadanie", Aleksandrem Sikorą.

Reklama

Praca w duecie wymaga świetnego porozumienia między prowadzącymi, ale gdy jest udana, potrafi też dodać skrzydeł. U was jest podobnie?

- Z Olkiem rozumiemy się już bez słów. To duet sprawdzony nie tylko w "Pytaniu na śniadanie", ale i na dużych koncertach, które prowadziliśmy wspólnie. Wiem, że możemy na siebie liczyć. Ratujemy się wzajemnie w kryzysowych sytuacjach i potrafimy wprowadzić w dobry nastrój. Z Tomkiem Kammelem natomiast duet stworzyłam po raz pierwszy, ale jego doświadczenie jest tak ogromne, że mogę się czuć w pełni bezpiecznie.

Podobno lubimy te piosenki, które kiedyś już słyszeliśmy. A jaka muzyka najbardziej pieści pani ucho?

- Z biegiem czasu zmieniają mi się muzyczne upodobania. Teraz moją faworytką jest Billie Eilish. Katuję ją bez przerwy w samochodzie (uśmiech). Natomiast piosenki, wykonywane podczas Wakacyjnej Trasy, to osobny rodzaj muzyki, który ma jeden wspólny mianownik - jak się taką piosenkę usłyszy rano, to do wieczora jeszcze się ją nuci [uśmiech - przyp. red.].

Słońce, woda, zapach lasu, łąki, podróże i smak przygody - to dla wielu kwintesencja wakacji. A z czym pani kojarzy się lato?

- Przede wszystkim z upałami, bo tych w ostatnich latach nie brakowało, ale też z wolnością. Jako dziecko cieszyłam się, że mam wolne od nauki. Wakacje kojarzą mi się też z Nowym Targiem, gdzie prowadziłam pierwszy z koncertów Wakacyjnej Trasy, ponieważ w dzieciństwie spędzałam tam co roku cały miesiąc na obozie sportowym, a trenowałam wtedy tenis stołowy.

Jak wyglądały pani wakacje w dzieciństwie. Była pani typem urwisa, który strzelał z procy i chodził po drzewach, czy bardziej grzeczną dziewczynką, która czytała książki pod gruszą?

- Nie miałam czasu, ani na jedno, ani na drugie. Całe dzieciństwo wypełniał mi sport. Przestałam trenować, dopiero gdy miałam 18 lat. Wcześniej każde wakacje spędzałam na obozach sportowych - kondycyjnych, technicznych. Rano był trening, potem odpoczynek, po południu drugi trening, w międzyczasie szybki spacer. Czasu wolnego w zasadzie nie było.

Duch sportowy, który odziedziczyła pani po rodzicach, przeszedł na kolejne pokolenie?

- Zdecydowanie tak. Moje dziecko przejawia talenty sportowe - woli biegać niż siedzieć w miejscu i słuchać, jak czytam mu książkę [uśmiech - przyp. red.]. Kiedy jesteśmy razem, biegamy po ogrodzie. Duch sportowy jest w naszym domu jak najbardziej obecny. Sport zawsze był dla mnie ważny i tak już chyba pozostanie. Żyję bardzo aktywnie, wciąż jestem w ruchu i wszystko robię szybko.

Czy znany dziadek, Jan Tomaszewski - Orzeł Górskiego, który podczas słynnego meczu na Wembley w 1973 "zatrzymał Anglię" - cieszy się, że być może rośnie kolejne pokolenie piłkarskie?

- Cieszy się i często powtarza: "Pamiętaj dziecko, najważniejsza jest dynamika". Twierdzi, że jeśli jego wnuk będzie szybki i dynamiczny, to w każdym sporcie sobie poradzi. I my się do tej złotej rady taty stosujemy, bo on wie, na co zwracać uwagę. Był przecież nie tylko piłkarzem, ale też trenerem.

Pani też dawał rady, kiedy stawiała pani pierwsze kroki w sporcie?

- Niestety nie, a przydałoby się [uśmiech - przyp. red.]. W czasach szkolnych zawsze stawiano mnie bowiem na bramce i nie chciałam źle wypaść w tej roli. Kiedy poprosiłam tatę, żeby nauczył mnie grać w piłkę, zabrał mnie na stadion. Każdy kto był kiedyś na prawdziwym stadionie wie, jaka to ogromna przestrzeń. Tata wykopywał piłkę z jednego narożnika do przeciwległego i mówił: "Gosiu teraz biegnij za piłką". No i biegałam. Za piątym razem stwierdziłam, że mam już dość [uśmiech - przyp. red.]. Myślę, że tata chciał mnie trochę zrazić do piłki nożnej. Zawsze uważał, że sport wyczynowy nie jest dobry dla naszego zdrowia. Chciał, żebym była wysportowana, ale niekoniecznie poświęcała się wyczynowo konkretnej dyscyplinie. Wielu sportowców boryka się przecież z kontuzjami, a ich organizm mocniej się wyniszcza. Tata chciał mnie przed tym ochronić.

Tak znany ojciec to z pewnością powód do dumy?

- To prawda, choć w czasach mojego dzieciństwa tata zakończył już karierę zawodowego piłkarza. Byłam oczywiście na meczach pokazowych, w których grał jako Orzeł Górskiego, ale to zupełnie inne emocje niż podczas meczu turniejowego. Odtwarzałam sobie rzecz jasna mecze archiwalne, w których tata grał świetnie.

Wie pani, co to spalony i potrafi skomentować mecz?

- Tak, wiem co to spalony i znam zasady gry w piłkę nożną. Czasem się tylko zastanawiam, jak komentatorzy na stadionie rozpoznają, kto jest na boisku. Kiedy się nie widzi numeru na koszulce, to z takiej odległości trudno rozpoznać, kto jest przy piłce. Chapeau bas dla wszystkich komentatorów sportowych!

W swoim CV ma pani mnóstwo rozmaitych doświadczeń - od sportowych poczynając, poprzez modeling i psychologię, którą pani studiowała, po dziennikarstwo sportowe. Pomagają w pracy?

- Tak, szerszy światopogląd, który wynika z wielu doświadczeń życiowych, pomaga w rozmowach z ludźmi. Można ich lepiej zrozumieć, podejść z większą empatią, utożsamić się z ich problemami. Pomocne są tu zwłaszcza studia psychologiczne. Ale wszystko, czym się w życiu zajmowałam ukształtowało mój charakter i miało wpływ na to, jaką dziś jestem osobą.

Wiele kobiet twierdzi, że macierzyństwo przewartościowało ich życie, pozwoliło spojrzeć na świat z innej perspektywy. Czy urodzenie syna było dla pani również takim punktem zwrotnym?

- Tak, moje życie zmieniło się diametralnie, o 180 stopni. Gdy byłam w ciąży, w ogóle nie czułam, że za chwilę zostanę mamą. Poza tym, że miałam brzuch i wiele obaw, które towarzyszą przyszłej mamie. Ale w momencie gdy pojawiło się dziecko, poczułam taką miłość, że bez mrugnięcia okiem dałabym sobie wyciąć nerkę i wszystko inne, czego moje dziecko by potrzebowało. Nie sądziłam, że tak bezwarunkowa i silna miłość w ogóle istnieje. Mój synek, który ma prawie 3 latka, jest sensem mojego życia, zawsze na pierwszym miejscu. Szczęście i satysfakcję daje mi również praca. Przyznaję, że odczułam jej brak, gdy przez rok po urodzeniu nie pracowałam, ale nie miałam wątpliwości, że chcę się totalnie poświęcić mojemu dziecku.

Jak zaplanowała pani w tym roku rodzinne wakacje?

- Te wakacje będą zupełnie inne. Ze względu na pandemię nie biorę pod uwagę podróży zagranicznych, nie chcę ryzykować, ani choroby, ani kwarantanny. Wakacje spędzimy więc w Polsce, a urlop odbiorę sobie jesienią, kiedy będzie mniej pracy. Wakacyjna Trasa Dwójki angażuje nas bowiem co weekend. Dochodzi do tego jeszcze "Pytanie na śniadanie". Mam nadzieję, że w trakcie naszej Wakacyjnej Trasy będzie moment, aby pozwiedzać choć trochę miasta, do których zawitamy i przespacerować się z rodziną po urokliwych ryneczkach i uliczkach.

Ma pani w Polsce swoje ulubione wakacyjne kierunki?

- Tak, uwielbiam Mazury, wolę je niż Bałtyk. Wiąże się z nimi wiele ciepłych wspomnień, bo w dzieciństwie często bywałam tu z mamą na wakacjach. To miejsce gdzie się uspokajam i wyciszam. Lubię odpoczywać wśród mazurskich jezior. Gdy nie mam czasu wyruszyć na Mazury, ich namiastką są jeziora zegrzyńskie niedaleko Warszawy. Wystarczy jeden wolny dzień, aby się tam wybrać i odpocząć. To miła alternatywa dla Mazur.

Rozmawiała: Ewa Jaśkiewicz / AKPA

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Tomaszewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL