​Małgorzata Socha: Musimy się zmieniać

Kiedy była małą dziewczynką, chciała zostać... "kradziejką". Została aktorką, co jest spełnieniem marzeń jej babci. "To moje marzenie" - mówi Małgorzata Socha zapytana o to, czy byłaby skłonna przytyć albo ściąć włosy do roli.

Zaszufladkowana? Postaci, które do tej pory zagrałam są różnorodne - przekonuje Małgorzata Socha

W serialu "Na Wspólnej" gra pani prawie od 10 lat. Jak się pani czuje w roli Zuzy Hoffer? Czy wcielanie się w tą bohaterkę nadal jest dla pani wyzwaniem?

Reklama

Małgorzata Socha: - Wyzwanie za każdym razem stawiają przed nami scenarzyści, który piszą bardzo interesujące i dramatyczne losy bohaterów serialu "Na wspólnej". Przez te 10 lat mojego stałego meldunku, robię wycieczki do różnych produkcji, ale Wspólna to jest mój stały, dobry adres.

Czy mimo wielu ról ma pani wrażenie, że widzowie jednak najbardziej kojarzą panią przez pryzmat Zuzy?

-  Nie. Widzowie oglądają różne rzeczy, więc są podzieleni. Najbardziej cieszę się z tego, że kojarzą mnie jako aktorkę. Przez to, że gram w różnych produkcjach, jestem kojarzona z różnymi rolami - Zuzą, Ingą, Konstancją, też z rolami filmowymi i teatralnymi.

Czyli nie czuje się pani zaszufladkowana?

- Postaci, które do tej pory zagrałam są różnorodne.

Z której roli do tej pory jest pani najbardziej dumna? Którą wspomina pani z największym sentymentem?

- Myślę, że to rola w teatrze 6. Piętro, gdzie zagrałam tytułową Ritę w "Edukacji Rity". To była dla mnie wielka przygoda i frajda pracować z Piotrem Fronczewskim czy z Maciejem Wojtyszką.

Lepiej czuje się pani przed kamerą czy na scenie?

- Dla mnie frajdą jest spełnianie się w każdej z tych dziedzin - również w dubbingu. Zawsze dany projekt, w który jestem akurat zaangażowana, wydaje mi się w tym momencie najfajniejszy i najważniejszy. Choć zapamiętuje się te, które najwięcej nas kosztowały albo były dla nas największym wyzwaniem.

Jaka rola się pani marzy?

- Myślę, że dostałam już wiele ciekawych propozycji, których sama bym sobie nie wymyśliła, jak chociażby Violi w "BrzydUli".

A byłaby pani skłonna np. przytyć albo ściąć włosy do roli?

- To byłaby rola-marzenie! Każdy aktor chciałby chudnąć, tyć, ścinać włosy pod kątem nowego projektu. To nawet nie jest wyzwanie, tylko jakaś taka gotowość. Niektórzy aktorzy ją mają. Natomiast przywiązywanie się do własnego wizerunku jest w aktorstwie trochę zgubne - musimy się zmieniać. O to chodzi w tym zawodzie.

Gdyby dzisiaj nie była pani aktorką to...

- Nie mam pojęcia, co by było gdyby... Aktorką chciałam zostać już jako mała dziewczynka. Chociaż jako dziecko, kiedy się mnie pytano, kim chcę zostać, podpuszczana przez starszego brata, odpowiadałam "kradziejką". Więc w pewnym sensie jestem taką "kradziejką" cudzego życia i mogę je przeżyć, nie ponosząc za to konsekwencji.

Czyli aktorstwo jest spełnieniem pani marzeń?

- Trochę tak, chociaż bardziej spełnieniem marzeń mojej babci. Przez to, że prawie wszystkie wakacje spędzałam właśnie u niej, a ona dużo opowiadała mi o aktorstwie - marzyła, aby zostać aktorką. Pewnie dlatego tak podświadomie sama też zaczęłam o tym myśleć.

Rozmawiała Paulina Persa (PAP Life).

Dowiedz się więcej na temat: Malgorzata Socha

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje