Reklama

Reklama

Małgorzata Lewińska: Nie wybieram się na emeryturę

Telewizyjna widownia kojarzy Małgorzatę Lewińską z występów w takich serialowych hitach, jak "Lokatorzy" i "Sąsiedzi". Choć od zakończenia emisji tej drugiej produkcji minęło niemal 15 lat, widzowie nadal kojarzą ją z rolą Patrycji Cwał-Wiśniewskiej. Czy rola Olgi Jaszewskiej z "M jak miłość" sprawi, że aktorka powróci na szczyt?

19 czerwca Małgorzata Lewińska skończy 50 lat

We wrześniu dołączyłaś do obsady "M jak miłość". Zdążyłaś już polubić serialową Olgę Jaszewską?

Małgorzata Lewińska: - Zdecydowanie! Życie mojej bohaterki nie polega na gotowaniu zupy pomidorowej, szuraniu kapciami, czy wyglądaniu przez okno. Olga jest wyrazista, kolorowa i wzbudza powszechne zainteresowanie. Za Jaszewskimi stoi sporo tajemnic i kontrowersji. Zanim zamieszkali w spokojnej Grabinie, sporo podróżowali po świecie i dorobili się dużego majątku. W ich małżeństwie od dawna źle się dzieje i to nie tylko za sprawą zdrad, jakich dopuszcza się niewierny mąż. Ich jedyny syn ma spore problemy, które powodują, że zachowuje się nieracjonalnie, a nawet niebezpiecznie. Olga w przeszłości była leczona psychiatrycznie. Dlaczego? Nie wiadomo. Sama jestem ciekawa, jakie jeszcze niespodzianki szykują mojej bohaterce scenarzyści.

Reklama

Popularność i sympatię telewidzów zyskałaś dzięki takim produkcjom jak "Lokatorzy" i "Sąsiedzi". Z sentymentem wspominasz ten czas?

- "Sąsiedzi" był formatem "I Love Lucy", pierwszego sitcomu, który zrobił oszałamiającą karierę w Stanach Zjednoczonych. Kiedy moja córka powiedziała swoim amerykańskim kolegom, że jej matka jest polską Lucy Ball, to wszyscy uznali, że muszę być genialną aktorką i miliarderką. Zagrałam główną i bardzo wszechstronną rolę w produkcji, która miała oglądalność na poziomie 5,6 milionów widzów i cieszyła się ogromną sympatią telewidzów. Zresztą cały czas jej doświadczam i dla wielu ludzi nadal jestem Patrycją Cwał-Wiśniewską. Nie inaczej jest, kiedy spotykam się na planie z młodymi kolegami, czy moimi uczniami, którzy przyznają, że wychowali się na tych serialach. Mam ogromny sentyment do tej produkcji i fantastycznych ludzi, z którymi pracowałam.

Po zakończeniu emisji "Sąsiadów" zniknęłaś ze szklanego ekranu. Dlaczego?

- Całkiem nie zniknęłam, czasem się pojawiałam i pojawiam, ale nie na taką skalę, jak wtedy. To pytanie trzeba zadać castingerom, reżyserom i producentom. Rozumiem, że grając w danym serialu i będąc utożsamianym z konkretną postacią, nie jest się zapraszanym do innych produkcji. Zdaję też sobie sprawę, że istnieje olbrzymia konkurencja między stacjami telewizyjnymi i być może z tego powodu nie wzięłam nigdy udziału np. w "Tańcu z Gwiazdami", emitowanym [wtedy] przez TVN. Przyznam jednak, że wówczas, po zakończonej emisji "Sąsiadów", zdziwiło mnie, że nikomu nie zależało na wykorzystaniu tego potencjału popularności i sympatii telewidzów. Często jestem o to pytana i nie znam odpowiedzi. Z pewnością była to lekcja pokory: nic nie jest na zawsze i nic nie jest oczywiste. Taka branża.

Co nie znaczy, że wrzuciłaś dyplom do szuflady, bo przecież cały czas byłaś aktywna zawodowo!

- Grałam i nadal gram w impresaryjnych spektaklach teatralnych. Od jedenastu lat nagrywam audiobooki. Od ośmiu lat współpracuję z uhonorowaną ostatnio za swoją działalność fundacją "Po Drugie". Od czasu do czasu zdarza mi się też wystąpić z własnym recitalem. Mam co robić i nie wybieram się na aktorską emeryturę. Zagrałam w kilku filmach i serialach. Całkiem niedawno zagrałam jedną z głównych ról w tzw. "pilocie" nowego serialu, który mam nadzieję zostanie zaakceptowany i kupiony przez jedną z serialowych platform. Nie znaczy to jednak, że nie czekam na nowe, wspaniałe role.

Ważne miejsce w twoim życiu zawodowym zajmuje działalność pedagogiczna. Możesz o tym opowiedzieć?

- Od dłuższego czasu jestem związana z fundacją "Po Drugie" Agnieszki Sikory, z którą poznałyśmy się dawno temu w ognisku teatralnym Machulskich. Zrobiłyśmy wspólnie kilka projektów z osobami wykluczonymi - z chłopakami z poprawczaka, głuchą młodzieżą, seniorkami, bezdomnymi i zagrożonymi bezdomnością: dorosłymi, młodzieżą i dziećmi. Halina i Jan Machulscy wpajali nam, że teatr to miejsce rozwoju, nie tylko talentu, ale i innych pasji. Jest też narzędziem edukacji i twórczej resocjalizacji. W szkole teatralnej słyszeliśmy od swoich pedagogów, że zawód aktora to misja. Dzięki takiej pracy mogę w pełni odczuwać tę misyjność. Mam ogromną satysfakcję, że mogę "używać" teatru w jego najszlachetniejszej formie. Odnajduję się w tym zarówno jako pedagog, scenarzysta, jak i reżyser. Mam poczucie zawodowej harmonii grając na przykład w komercyjnej komedii i jednocześnie realizując ważne projekty, m.in. "Krzyk" czy "Nie masz nic możesz mieć wszystko".

Lada moment zdmuchniesz 50 świeczek na urodzinowym torcie. Jak się czujesz?

- Małe dzieci dają energetycznego kopa i mobilizują do działania. Wiem, że muszę być zdrowa, sprawna i jak najdłużej być w dobrej formie, żeby dorównać im kroku. Nigdy nie byłam typem śpiocha czy leniwca. Mam szybki poranny rozbieg i nie potrafię się nudzić, ale od pewnego czasu dużo gorzej znoszę np. zarwane noce i nie mam wątpliwości, że to kwestia "peselu". Staram się więc być coraz bardziej asertywna wobec poczucia własnych mocy przerobowych, czasem wbrew naturze - dla zdrowia po prostu.

Ola Siudowska

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Lewińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama