Reklama

Maja Ostaszewska: Trzeba siebie chronić

Wiele kobiet ogląda "Drugą szansę" dla Mai Ostaszewskiej. Bo Lidka, którą gra, ma takie same problemy, jak wiele z nas. Co ją czeka w nowych odcinkach?

Widz musi czuć, że jest traktowany poważnie - przekonuje Maja Ostaszewska

Lubi pani występować w serialach?

Reklama

Maja Ostaszewska: - Zależy w jakich. Przez całą swoją drogę zawodową bardzo uważnie analizuję wszystkie otrzymywane propozycje. I nie dotyczy to tylko seriali, ale również ról filmowych czy teatralnych. Lubię grać w takich produkcjach, w których mam szansę poprowadzić jakąś linię dramaturgiczną postaci. Zdecydowanie preferuję te przygotowywane sezonami, bo taka sytuacja daje możliwość odpowiedniej pracy nad rolą.

- Poza tym nie ukrywam, że natura raczej nie pozwoliłaby mi na granie latami w jednej produkcji. Po pierwsze, mnie samą by to bardzo znużyło. Po drugie, przez długie lata, a pracuję już dwadzieścia, starałam się być wiarygodna we wszystkich rolach, w których widzowie mnie oglądają. Wydaje mi się, że gdy występuje się przez dziesięć lat w jednym serialu, to istnieje szansa, iż trochę zagubi się to poczucie. Widzom może się wydawać, że oglądają w filmie bohaterkę serialu, a nie właściwą postać.

- Dlatego też najbardziej odpowiadają mi zamknięte formy. Są bardzo interesujące i właśnie w serialach zdarzyło mi się mieć fantastycznie napisane role, o których od dawna marzyłam. Na przykład postać, w którą wcieliłam się w "Przepisie na życie", była dobrą przeciwwagą dla serii ciężkich, dramatycznych ról, w jakie wcieliłam się, zanim zagrałam Beatkę.

Chyba w ogóle lubi pani role komediowe?

- Owszem, i to bardzo. Moim zdaniem śmiech jest cudownie oczyszczający i w dzisiejszych, trudnych czasach może być fantastycznym lekiem w wielu bardzo ciężkich momentach.

Wróćmy do "Drugiej szansy". Co czeka Lidkę w drugiej odsłonie serialu? Wybaczy mężowi?

- Oczywiście nie mogę wszystkiego zdradzić, bo nie chcę odbierać widzom przyjemności śledzenia losów bohaterów "Drugiej szansy". Jak pamiętamy, w zakończeniu pierwszego sezonu Lidka przeżywała głęboki kryzys. Wiadomo, że z takich sytuacji nie wychodzi się łatwo, ale... Moja bohaterka i jej mąż Grzegorz (Wojciech Mecwaldowski - przyp. red.) powalczą o swój związek na różne sposoby - bardziej i mniej udolnie. Mnie osobiście cieszy fakt, że Lidka stanie się bardziej asertywna, w niektórych aspektach życia weźmie sprawy w swoje ręce, będzie umiała się postawić. Podejmie mądre decyzje i właściwe wybory. Mogę już zdradzić, że razem z Grzegorzem zdecydowali się na udział w terapii małżeńskiej. Ale to wszystko wcale nie będzie łatwe, sporo się jeszcze wydarzy.

Jak pani sądzi, większość Polek oglądających serial identyfikuje się z Lidką czy Moniką, graną przez Małgorzatę Kożuchowską?

- Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym, ale z badań przeprowadzanych na temat widowni "Drugiej szansy" i wpisów na fanpage'u serialu wynika, że Polki rzeczywiście bardzo silnie identyfikują się z Lidką. Ale pewnie dzieje się tak dlatego, że postać Moniki należy do niewielkiej grupy społecznej. Jest celebrytką, doskonale prosperującą bizneswoman, a pewnie większość damskiej widowni stanowią kobiety, które na co dzień borykają się raczej z takim problemami, jakie ma Lidka - niewystarczającą ilością pieniędzy, kłopotami w związku, ciągłym sprawdzaniem się w roli fajnej mamy...

A może to wynika z tego, że nadal bardzo mocno tkwimy w stereotypie, który każe nam koncentrować się na potrzebach najbliższych i zapominać o swoich marzeniach, potrzebach?

- Chyba w pewnym stopniu tak jest, choć ta sytuacja, przynajmniej w dużych miastach, już się wyraźnie zmienia. Ja jednak chyba nie do końca jestem obiektywna, bo obracam się głównie w środowisku artystycznym, które nie odzwierciedla przekroju naszego społeczeństwa. Ale rzeczywiście kobiety w naszym kraju starają się wszystko brać na swoje barki, być supermamami, ogarniać wszystkie sprawy rodzinne, a jednocześnie próbować realizować się w pracy. To sprawia, że bywamy bardzo zmęczone, na wiele rzeczy nie wystarcza czasu.

- A moim zdaniem bardzo ważna jest taka chwila dla siebie. I nie chodzi mi o to, że należy raz na pół roku spędzić weekend w spa, bo nie każdy to lubi i nie każdego na to stać, ale nawet pół godziny w parku na ulubionej lekturze pozwala na odpoczynek i naładowanie akumulatorów. Sprawia także, że jesteśmy w stanie dać znacznie więcej bliskim. Czyli tak jak chronimy osoby dla nas ważne, tak samo powinniśmy chronić siebie.

Lidka chyba o tej prostej prawdzie zapomniała?

- Przynajmniej tak się zachowywała w pierwszej odsłonie "Drugiej szansy". Rzeczywiście tak było. I w nowym sezonie będzie musiała bardzo się napracować, by tę sytuację zmienić. Ale stara się ze wszystkich sił - zaczyna zarabiać pieniądze, próbuje się w pełni usamodzielnić i podejmuje, moim zdaniem, fantastyczną decyzję o rozpoczęciu terapii. Tu muszę dodać, że bardzo mnie cieszy, iż seriale coraz częściej starają się być delikatnie edukacyjne i w lekkiej formie pokazywać, jak można spróbować rozwiązać poważny problem. Oswajają i przybliżają terapię - pokazują, że dzięki niej można nie tylko się dogadać, ale także wreszcie szczerze porozmawiać o emocjach. A kobiety bardzo często dla dobra rodziny tłumią swoje emocje i zgadzają się na coś, co w gruncie rzeczy wcale im nie odpowiada.

Rozmawiała Hanna Miłkowska

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Maja Ostaszewska | Druga szansa (serial)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje