Reklama

Ludzie mi dobrze życzą!

Aktor filmowy i teatralny, reżyser, pisarz, autor scenariuszy, pedagog. Jerzy Stuhr ma wiele talentów, a największym z nich jest chyba ten, że widzowie go kochają. Teraz, podczas choroby aktora, widzowie go wspierają. - Ludzie mi dobrze życzą - mówi Stuhr.

"Amator", "Wodzirej", "Blizna", "Dekalog", "Seksmisja", "Historie miłosne", "Tydzień z życia mężczyzny", "Shrek" - z tych filmów pochodzą najsłynniejsze kreacje filmowe aktora. W 2011 roku na ekrany kin trafił najnowszy film Jerzego Stuhra - włoski obraz "Habemus Papam", w którym zagrał jedną z głównych ról, rzecznika prasowego papieża, jego doradcy i powiernika.

Reklama

We wrześniu 2011 roku u aktor zdiagnozowano raka gardła i przełyku. Od tamtej pory przestał występować publicznie. W styczniu 2012 roku przyznał publicznie, że walczy z chorobą nowotworową. Przyznał wówczas, że otrzymuje od ludzi wielkie wsparcie i to pomaga mu przetrwać ten trudny czas.

W niedzielę, 5 lutego 2012 roku, aktor był gościem programu RMF Extra, który w radiu RMF FM prowadzi Marty Grzywacz.

Marta Grzywacz, RMF FM: Co dobrego u pana słychać?

Jerzy Stuhr: - Co dobrego u mnie? Cieszę się z każdego dnia, który daje mi poczucie powrotu sił. Nie zawsze są takie dni. Są dni, kiedy czuję stagnację, kiedy napadają mnie - może nie depresyjne myśli, bo ja nie mam depresyjnej natury - ale zastanawiające, takie, które odbierają energię. Ale większość dni tygodnia jest energicznych. Sam się wtedy siebie pytam, co dobrego słychać. I chcę, żeby było coś dobrego.

Można się samemu tak napędzić?

- Ja chcę to robić. Chcę się napędzać w tę stronę. Nie mogę się poddać stagnacji.

Stagnacji czy rezygnacji?

- Słowa "rezygnacja" w ogóle nie rozumiem. To stan bardzo daleki ode mnie. Ale trzeba być realistą. Nie mieć szalonych nadziei na to, że za tydzień pojadę do Meksyku.

Że za tydzień będę miał siłę jechać do Meksyku?

- Tak. Wszystko musi być na miarę. Dzisiaj na spacerze zrobiłem 15 przysiadów. Takich niepełnych, ale zrobiłem. O! To są moje ambicje i wyzwania.

Czyli żadne sporty na razie nie wchodzą w grę?

- Jakby było ze trzy centymetry więcej śniegu, to biegówki bym dzisiaj wyciągnął. Kupiłem sobie biegówki, bo kiedyś na nich jeździłem, potem miałem przerwę, a teraz to jest dla mnie dobry sport do nabierania kondycji.

A co radzą lekarze?

- Żebym się nie zaziębił, bo trzeba będzie przerwać leczenie. Ja na razie jestem na przepustce ze szpitala, więc gdybym wrócił z gorączką, nie moglibyśmy kontynuować terapii. A tego się boję. Radzą też, żebym nie przebywał w dużych skupiskach ludzi, gdzie łatwo się zarazić od innych. Mówią: Ma pan osłabiony organizm, odporność przy tym trybie leczenia spadła. Oni pilnują swojego i bardzo dobrze.

Dobrych ma pan lekarzy?

- Bardzo dobrych. Ostrożnych. Takich, którzy dla popisu niczego nie zaryzykują.

Czyli żadnych eksperymentalnych terapii.

- Te terapie, które oni stosują są chyba dobre, skoro działają na mnie pozytywnie. Tylko trzeba się uzbroić w cierpliwość. Kiedyś byłem chory na serce. Miałem zawał jako młody człowiek, 38 lat. Dopadł mnie silny zawał nerwicowy. Ale tam efekt był od razu. Lekarze spojrzeli na monitory i mówią: Dobrze skacze, elektryka jest. A w tej chorobie jest inaczej. Cierpliwość. Wyniki, oględziny stanu po miesiącu, dwóch, trzech. Więc moje plany, energia muszą być bardzo limitowane.

A pan sam na co zwraca uwagę?

- Żeby nie przekroczyć pewnej miary euforii. Trzeba mieć do tego stoickie podejście, pozytywne, ale dawkować siły. Ciągle sobie powtarzać: to nie dla ciebie. Ja mieszkam w górach. Mam tam dom. Stok trzy kilometry ode mnie. Przecież zawsze na nim jeździłem. Codziennie, od grudnia. A teraz przychodzę, pogadam z tymi, którzy wpuszczają, pokręcę się, pospaceruję. A żona jeździ. Bo dla mnie jeszcze nie czas.

Czego pan teraz najbardziej potrzebuje?

- Mnie jest teraz potrzebna intymność. A nawet samotność. Możliwość skupienia się na sobie. Wyizolowania się ze świata hałasu.

Troska bliskich może być męcząca?

- Ja mam świetną troskę bliskich. Moja żona od lat pracuje jako wolontariusz w Stowarzyszeniu Unicorn, które pomaga chorym na raka i ich rodzinom. Jest nauczona radzić sobie z ludzkim nieszczęściem. Poprzez tę pracę, ale także poprzez to, jakim jest człowiekiem, potrafi podchodzić do opiekuńczości z niezwykłą dyskrecją. A dzieci, jak dzieci. Syna widuję rzadko, a córka będzie wkrótce sama miała dziecko, więc nie należy jej stresować. Dziecko ma przyjść na świat w moje urodziny. Marianna ma termin na 17 kwietnia, a ja mam urodziny 18 kwietnia.

Chłopiec czy dziewczynka?

- Dziewczynka. Jeszcze jedna kobieta w mojej rodzinie, to bardzo piękne.

Wracając jeszcze do tej samotności, której pan teraz potrzebuje. Umie pan żyć sam?

- Umiem żyć sam. Przez lata życia w różnych miastach, w różnych krajach, w hotelach, ciągle w pracy, nauczyłem się żyć sam. Nie nudzę się ze sobą.

W to nie wątpię. Ale czy czegoś panu nie brak, nie strach, nie żal?

- Jak mam poczucie nie przesytu, tylko - niech to będzie neologizm - dosytu. Ja już właściwie wszystko przeszedłem. Nagrody podostawałem. Sukcesy miałem. Ostatnio widzę znowu w telewizji pokazują rozdanie Paszportów Polityki. Ja taki paszport dostałem w 97 roku. Tu z kolei gala w Cannes. Byłem w tym roku. Tarzałem się po dywanie. No to co mi trzeba więcej? Jeszcze raz? I jeszcze raz?! Ja tego nie rozumiem u moich kolegów. Muszą być cały czas na świeczniku. Panika jak telefon nie dzwoni, jak RMF nie przyjdzie, jak TVN nie zaprosi do 24. Panika! A ja sobie myślę: mnie jest tak dobrze. Wszystko już widziałem, wszystko znam... Może to opisać? Piszę książkę w tej chwili.

O czym?

- O sobie. O czym ja mógłbym pisać?

Jedna już była. O rodzinie.

- O sobie też była. "Sercowa choroba" związana z moją chorobą z młodości. Podtytuł był: "Moje życie w sztuce", a teraz będą moje obserwacje o świecie. Moje myśli. Na wiosnę będziemy kończyć.

Jaki jest pierwszy rozdział?

- To nie są rozdziały. To są króciutkie eseje. Zastanawiając się dlaczego to piszę, doszedłem do wniosku, że chcę pokazać ludziom swój inny wizerunek niż ten, do którego ich przyzwyczaiłem. I ostatnio napisałem śmieszną rzecz. Kiedyś jeździłem po Ameryce z moimi filmami i byłem w Houston. Zwykle ktoś się mną opiekował i tym razem na lotnisku w Houston czekał na mnie konsul honorowy, pan Wojciechowski. Lekarz, anestezjolog, postawny, starszy pan, przystojny. Z daleka widać - poważny człowiek. Trzy dni się mną opiekował. W końcu odwozi mnie na lotnisko i mówi: Wie pan, ja zawsze myślałem, że z pana to taki jajcarz, a po tych trzech dniach stwierdzam, że pan jest zupełnie inny. A mnie przyszła akurat trafna odpowiedź i mówię: Różnica między nami jest taka, że ja jak pana zobaczyłem na lotnisku to od razu widziałem, że z pana poważny człowiek. A panu potrzeba było na to trzech dni. Całe życie musiałem niektóre rzeczy odkręcać.

Przede wszystkim wizerunek Maksa z "Seksmisji".

- Ale co robić? I jak miałbym komuś czegoś zazdrościć, skoro ja miałem w kinach 11 milionów widzów?!

Rola życia?

- Nie wiem, czy życia. Ja akurat jej tak dobrze nie pamiętam. Są inne role, które bardziej we mnie utkwiły. Jak "Wodzirej". To była rola ważna na tamten czas. Role w moich filmach są mi bliskie: "Historie miłosne", "Duże zwierzę", "Tydzień z życia mężczyzny". Role teatralne, które przyniosły mi sukces, jak "Zbrodnia i kara" Andrzeja Wajdy, gdzie jeden z angielskich krytyków porównał mnie do Oliviera. Ale ja wspominam rolę, która wcale nie była takim wielkim sukcesem - "Hamleta". Też Andrzeja Wajdy. Z tą rolą się borykałem. Wchodziłem na scenę, a ludzie narzekali: niemożliwe, żeby wodzirej przemieniał się w Hamleta. Ile ja czasu musiałem stracić w czasie spektaklu, żeby tych ludzi przekonać, że ja mam prawo zagrać Hamleta, że mam coś do powiedzenia... Wspominam tę rolę jako mękę. Pewien włoski krytyk, bo graliśmy to przedstawienie w Teatro di Roma na otwarcie sezonu, napisał, że mój Hamlet jest z przedpokoju.

Taki skromny?

- Szary. Z ulicy. Nie śmie wejść na pokoje. Dlatego ja to grałem, dlatego mnie Andrzej Wajda obsadził.

Na następnej stronie przeczytacie, która rola w życiu aktora była dla niego ważniejsza - męża czy ojca? Dowiecie się również, czy Jerzy Stuhr chciałby coś zmienić w swoim życiu i kiedy ma zamiar wrócić do pracy w teatrze. Kliknij po więcej!

RMF FM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Stuhr | jerzy | stuhr | teatr | film | choroby | aktor | Maciej Stuhr

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje