Reklama

Reklama

​"Locke & Key": Horror dla całej rodziny. Netflix prezentuje nowy serial

Najpierw Joe Hill, syn Stephena Kinga wymyślił krwawą historię: do domu Locke'ów niespodziewanie przychodzi nastolatek, uczeń pobliskiego liceum, w którym pracuje głowa rodziny Locke'ów. Nie, nie chodzi o usprawiedliwienie nieobecności ani pomoc w nauce. Dzieciak ma broń, z której mierzy prosto w klatkę piersiową nauczyciela. Brzmi jak zapowiedź horroru? Serial "Locke & Key" od 7 lutego można oglądać na platformie Netflix.

Kadr z serialu "Locke & Key"

Z rysunkami Gabriela Rodrigueza tak właśnie było. Ale producenci Meredith Averil i Carlton Cuse postanowili zrobić z niej serial dla całej rodziny. Efekt? Nietypowa ekranizacja, której pomysł spodobał się Joe’emu Hillowi do tego stopnia, że wyreżyserował nawet pierwszy odcinek. Złożona z dziesięciu epizodów całość jest już dostępna na Netfliksie.

A my z okazji premiery serialu "Locke & Key" spotkaliśmy się z odtwórcami głównych ról: wcielającą się w Ninę, wdowę po zabitym nauczycielu Darby Stanchfield i Connorem Jessupem, grającym jej nastoletniego syna.

Reklama

Artur Zaborski: Byliście fanami komiksów Joego Hilla, zanim weszliście na plan serialu?

Connor Jessup: - Słyszałem o nich, ale nigdy po nie nie sięgnąłem. Kiedy tylko dowiedziałem się, że rusza produkcja serialu, zamknąłem się na weekend w pokoju i przeczytałem wszystkie naraz, jeden po drugim.

Darby Stanchfield: - Propozycja wzięcia udziału w castingu na postać Niny były wzbogacona o notę, że ona jest inna niż na kartach komiksów, dlatego twórcy serialu radzą mi nie traktować osoby z kart obrazkowych opowieści zbyt dosłownie. Gdy się z nimi spotkałam, podarowali mi komiksy i poprosili, żebym potraktowała je bardziej jako inspiracje, a nie gotową formę scenariusza. Od razu moją uwagę zwróciły różnice w sposobie budowania klimatu. Komiks jest bardzo dosłowny, pełen wizualnej przemocy. Serial unika dosłowności na rzecz osiągania nastroju poprzez niedopowiedzenia.

Byliście zaskoczeni, że komiks dla dorosłych jest adaptowany na serial dla całej rodziny?

Darby Stanchfield: - Producenci zdecydowali, że nie będziemy wycinać z oryginału momentów okrucieństwa, tylko pokażemy je inaczej niż w komiksie. Kiedy moja bohaterka zostaje postrzelona w nogę, kamera nie koncentruje się na jej krwawiącej kończynie, tylko śledzi, co dzieje się dookoła: pokazuje plamę świeżej krwi na podłodze, a z głośników słychać jej przyspieszony oddech. To spowodowało, że mamy tę samą opowieść, ale dostępną dla szerszego grona odbiorców.

Connor Jessup: - Komiks jest naprawdę mroczny, gatunkowo to jest gore, które nie unika takich tematów jak morderstwo czy gwałt. My od początku mieliśmy świadomość, że ma powstać ekranizacja, która pozwoli zasiąść rodzicom z dziećmi przed ekranem. Nie chodziło o infantylizację, tylko o osiągnięcie czegoś podobnego jak "Stranger Things", który można oglądać z dwunastoletnim bratem i nie tylko się nie nudzić, ale też przejąć tym, co dzieje się w życiu bohaterów.


"Stranger Things" było dla was punktem odniesienia?

Darby Stanchfield: - Tylko o tyle, że udowodniło, że można opowiadać historię z perspektywy dorosłych zrozumiałą dla młodych widzów. W serialu Nina nie dostrzega świata magii, którego mogą doświadczyć jedynie nieskażeni dojrzałością bohaterowie. Dla scenarzystów to był doskonały pretekst, żeby pokazać, że wpływa to na jej relacje z dziećmi, ale nie w taki sposób, że ona zaczyna podejrzewać ich o zmyślanie. Przeciwnie - Nina martwi się, że traci z nimi kontakt, że nie rozumieją się jak dawniej, że oddalają się od siebie, bo one dorastają. Takie myśli zrozumie każda matka.

Connor Jessup: - Dzięki temu "Locke & Key" pokazuje, że seriale dla młodszych widzów również mogą zawierać istotne elementy. Wiarygodność psychologiczna postaci była dla nas ważna: chcieliśmy pokazać, czym jest trud dojrzewania połączony z osobistą tragedią. W wielu wątkach mamy okazję oglądać, jak rodzeństwo Locke’ów - mały Bode, i starsi Kinsey i Tyler, w którego wcielam się ja - reagują na zwykłe sytuacje, które u nich wywołują straszne wspomnienia. Proces wychodzenia z definiowania siebie jako ofiarę jest jednym z najważniejszych tematów serialu i nie traci na znaczeniu, nawet kiedy elementy magii zaczynają dominować na ekranie.

Połączenie twardego realizmu i magii jest w "Locke & Key" innowacyjne. Zazwyczaj scenarzyści rozdzielają te światy w toku fabuły. U was one się stale mieszają.

Connor Jessup: - To bardzo innowacyjne rozwiązanie, jeśli weźmiemy pod uwagę to, jak chętnie - choćby w takich serialach jak "Opowieści z Narnii" czy "Stranger Thnings" - twórcy pozbywają się dorosłych, żeby młodzi bohaterowie mogli na własną rękę eksplorować świat magii. Zazwyczaj wyruszają oni w wakacyjną podróż albo od początku są przedstawiani jako sieroty. W naszym serialu jest inaczej - scenariusz wymusza interakcje obu rzeczywistości, przez co możemy śledzić, jak odkrycie magicznego świata wpływa na kontakty matek i dzieci.

Darby Stanchfield: - To jednocześnie dramat rodzinny i fantasy pełną gębą.

Jesteście fanami opowieści o nadprzyrodzonych siłach?

Darby Stanchfield: - Uwielbiam "Harry’ego Pottera" i "Władcę pierścieni", dlatego w świat "Locke & Key" zaangażowałam się zarówno jako dorosła fanka opowieści o rodzinie, jak i jako nałogowa czytelniczka fantasy. Każdy ma taki moment w życiu, kiedy marzy, żeby zacząć wszystko od nowa. Przeprowadzić się do obcego domu i zacząć się w nim urządzać. Wyznaczyć sobie nowy start. O tym też jest ten serial, a ja doskonale znam to uczucie. Mam na koncie kilka spektakularnych zmian mojej codzienności.

Connor Jessup: - W serialu istotna jest magia, która wprowadza do produkcji archetyp odwiecznego starcia niewinności i wrażliwości z mrokiem. To jest odwieczny pojedynek, wykraczający poza jeden gatunek. Dobro reprezentuje rodzina Locke’ów, a zło - demon grasujący w pobliżu magicznego domu, w którym poukrywano magiczne klucze. Zdolność widzenia ich posiada jedynie najmłodszy członek rodziny - Bode.

Trudno wam było odegrać straumatyzowane postaci pogrążone w żałobie?

Connor Jessup: - Moja praca polega na wcielaniu się w różne stany emocjonalne. Jako aktor muszę mieć podstawową wiedzą psychologiczną z zakresu emocji. Nie mogę za każdym razem spędzać czasu na spotkaniach z ludźmi, którzy z podobnym doświadczeniem, co moi bohaterowie, się mierzyli. Każdy człowiek przeszedł przez proces dojrzewania, wszyscy pamiętamy, z czym ono się wiąże. Grałem już bohaterów, którzy musieli poradzić sobie z traumą, więc do tego dodałem moje własne wspomnienia z czasów, kiedy wchodziłem w dorosłość. Efekt to postać Tylera, który ma 17 lat. Ja jestem osiem lat starszy. Doskonale pamiętam, jak to jest być w jego wieku: czuć się przytłoczonym, patrzeć na świat inaczej niż wszyscy inni ludzie dookoła ciebie.

Darby Stanchfield: - Chociaż sama nie jestem matką i nie mam w swoim otoczeniu nikogo bliskiego, kto zmarł, to dzięki znakomitej pracy scenarzystów potrafiłam współodczuwać emocje Niny. Jej postać rezonuje ze mną bardzo mocno. Komiks i scenariusz serialu oferują historie, które uderzają mnie emocjonalnie. Są wiarygodne, autentyczne, wzruszające. Kiedy czytam takie teksty, od razu wpadam na pomysł, jak odegrać bohaterkę, którą mi przydzielono.

Sami wierzycie w ponadnaturalne siły?

Darby Stanchfield: - Tak jak powiedziałam, jestem wielką fanką fantasy, ale na co dzień jestem pragmatyczną. W magii pociąga mnie wizja paralelnych rzeczywistości.

Connor Jessup: - Nie, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem, choć jestem wielkim fascynatem historyjek o duchach. Chociaż nasiąkałem nimi jako dziecko, nigdy w nie nie uwierzyłem. Dla mnie one w powieściach i filmach są bardziej metaforą. Kiedy miałem sześć lat, zmarł mój dziadek. Byłem tak bardzo zazdrosny o atencję, jaką uzyskał po śmierci, że zmyśliłem, że nawiedził mnie jego duch. Moja mama do dzisiaj wierzy, że to się naprawdę wydarzyło. Kiedy miałem 14 lat, ona znowu wróciła do tej anegdoty przy znajomych. Oburzyłem się wtedy i powiedziałem: "Mamo, po co o tym mówisz, skoro wiesz, że przecież to sobie wymyśliłem". A ona na to: "Nie, wiem, że tego nie zmyśliłeś. Po prostu z wiekiem zmienił ci się sposób patrzenia na swoje wspomnienia".

Gdybyście byli bohaterami serialu, które klucze chcielibyście posiadać najbardziej?

Connor Jessup: - Jestem fatalnym ogrodnikiem - każda roślinka, która trafia pod moją opiekę, szybko umiera. Dla mnie klucz, który pozwala panować nad roślinami, byłby idealny, bo może w końcu mógłbym mieć coś zielonego w domu, co pożyje dłużej niż miesiąc. Posiadanie klucza niewidzialności też wzbudza moją fascynację, odkąd tylko przeczytałem komiks, bo nie tylko pomaga ci być w otoczeniu osób, które nie wyczuwają twojej obecności, ale też rozmawiać ze zmarłymi. A to coś w realnym świecie niewyobrażalnego.

Darby Stanchfield: - Ja wybrałabym klucz, który pozwala wejść do czyjejś głowy. Nie chciałabym się wkradać do środka mojego umysłu, ale jako ciekawska osoba, chętnie sprawdziłabym, co chodzi po głowie ludziom dookoła mnie.

Na koniec powiedzcie mi, czy macie obawy, że w niektórych krajach "Locke & Key" może zostać uznany za kontrowersyjny? Pytam, bo w Polsce niedawno ksiądz spalił publicznie książki "Harry'ego Pottera", uznając je za niebezpieczne dla młodych umysłów.

Darby Stanchfield: - Słyszałam, że do czegoś takiego doszło w Polsce, ale nie wpływa to na mój niepokój o odbiór serialu, skoro ma w waszym kraju zapowiedzianą premierę. Jestem bardzo ciekawa, czy wywoła jakieś kontrowersje. Będę się na pewno przyglądać odbiorowi.

Connor Jessup: - Nie potrafię znaleźć żadnego powodu, dlaczego serial miałby być odbierany jako groźny. Nie wiem, jak mógłby komuś wyrządzić krzywdę. To serial o dorastaniu, rodzinie i miłości. Jeśli ktoś widzi w tym coś złego, to jego problem. Dla mnie on ma ważne przesłanie i porusza istotne kwestie. Może się tylko widzom przysłużyć.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Netflix | Locke & Key

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje