Reklama

Katarzyna Pakosińska: Rumieniec wstydu

W nowo wydanym ebooku "Jak strugać wariata? Minikompendium wiedzy kabaretowej w anegdotach spisane" Katarzyna Pakosińska podzieliła się swoimi wspomnieniami i anegdotami z estrady. Gdy spytaliśmy ją o najbardziej spektakularną wpadkę w karierze, powróciła myślami do sytuacji, gdy jako początkująca aktorka grała scenę miłosną z Olgierdem Łukaszewiczem i zemdlała podczas zdjęć próbnych.

Potknięcia to najlepsze lekcje zawodu, jakie otrzymałam - mówi Katarzyna Pakosińska

Czy w tym przedziwnym czasie, w którym się znajdujemy, miała pani szansę wybrać się gdzieś na wakacje i wypocząć?

Reklama

Katarzyna Pakosińska: - Wakacje w tym roku są inne niż zwykle. Przede wszystkim bez wyjazdu do Tbilisi, do domu, za którym z mężem bardzo tęsknimy. Zawsze jest jednak coś za coś, bo od kilku miesięcy mamy nasze nowe miejsce na ziemi. Wymarzony "mały biały domek". W pięknym lesie. Podczas jednego ze spacerów zeszliśmy trochę z utartego szlaku i trafiliśmy w niezwykłe miejsce. Okolica skojarzyła nam się trochę ze światem Tolkiena, którego jesteśmy wielbicielami. I zakochaliśmy się. Decyzję o kupnie podjęliśmy bardzo szybko. Teraz do naszych najulubieńszych chwil należy wieczorny rytuał, kiedy siadamy z kubkami herbaty na tarasie i trzymając się za ręce, wyłączamy cały hałas świata. Takie to stare dusze jesteśmy.

Dopiero co ukazała się pani książka, a konkretnie ebook, "Jak strugać wariata? Minikompendium wiedzy kabaretowej w anegdotach spisane". Czy praca nad tą książką pomogła pani wypełnić okres, gdy musieliśmy siedzieć w domach z powodu pandemii?

- Pisanie satyrycznego ebooka w czasie zakazów, zamknięcia i niepewności jutra to zajęcie dość groteskowe. Oderwanie myśli od codziennych, prozaicznych problemów i zatopienie się w literackiej zabawie wymagało naprawdę sporego wysiłku. Ile było chwil zwątpienia, typu "a na co komu ten śmiech teraz". Ale jakaż satysfakcja, gdy się już udało z tymi wątpliwościami pożegnać! W pewnym momencie zdałam sobie też sprawę, że warto utrwalić dwoistość nastrojów. Tragizm i komizm mieszają się więc ze sobą na stronach tego minikompendium. Anegdota goni anegdotę, nieistotne z pozoru wspomnienie uruchamia lawinę dygresji. Dzięki temu czytelnik ebooka ogląda niedostępny zazwyczaj świat estrady od kulis.

Czy mogłaby pani dać przykład kilku rad dla początkujących artystów kabaretowych, które znajdziemy w książce?

- Ani rąbka nie uchylę, nawet gdyby mnie Niemcy gonili (śmiech). W ebooku znajdziemy powiązane ze sobą opowieści, które dadzą wskazówki, jak tworzyć teksty, jak poradzić sobie z tremą, a nawet, jak odkryć w sobie predyspozycje do zawodu. Teoria miesza się tu z grą, testami i zabawą. Wirtualnie będzie też można coś smacznego zjeść (ebook jest interaktywny i zawiera odnośniki np. do filmów - przyp. red.). Ba! Nawet potańczyć. Spotkać się z gwiazdami sceny kabaretowej. Usłyszeć słynne "Czemu, Cieniu odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz" Norwida. Konstrukcja książki i galimatias wątków nie powinny dziwić. Mają wiele wspólnego z improwizacją w kabarecie, która z zasady powinna być świetnie przygotowana. Tak jak i tu.

Miała pani odwagę przyznać się w książce do kilku aktorskich, kabaretowych potknięć. Już po latach, myśl o której wpadce wywołuje u pani największy rumieniec zawstydzenia?

-Te potknięcia to najlepsze lekcje zawodu, jakie otrzymałam. Gdybym miała którąś sytuację wyróżnić? No cóż, chyba wciąż rumienię się na wspomnienie zdjęć próbnych do filmu "Deborah" z Olgierdem Łukaszewiczem. Do zagrania była bardzo intymna scena, która skończyła się moim zemdleniem z emocji. Taki to był rezultat indywidualnej interpretacji metody Stanisławskiego i słynnego "w stu procentach" wejścia w postać. U mnie doprowadziło to wejście niemal do zejścia (śmiech). Myślę też, że ku pokrzepieniu serc, jest cała moja przygoda dotycząca zdawania egzaminów do szkół teatralnych. Coś, co miało mnie eliminować z zawodu, stało się po latach najmilszą wizytówką.

Czy gdyby miała pani jeszcze raz pisać scenariusz swojej kariery zawodowej, to poszłoby pani mniej więcej tą samą drogą?

- Z pełnym przekonaniem poszłabym taką samą drogą. Może tylko odważniej, z większą wiarą w siebie? Wtedy może ciut wcześniej dotarłabym do miejsca, w którym dziś jestem. Ale też czy warto się śpieszyć? Danuta Szaflarska wspominała, jak kiedyś jechała tramwajem, śpieszyła się i chciała, by ten tramwaj też jechał szybciej. Wówczas uderzyła ją myśl: "Zaraz zaraz, a dokąd ja się tak spieszę? Przecież na końcu czeka mnie trumna" (śmiech). Jestem więc tu i teraz. Z uśmiechem na ustach wspominam wszystkie rozdziały mojego życia: szalone liceum plastyczne, przyspieszoną edukację aktorską w Starej Prochowni pod okiem Wojciecha Siemiona, kursy telewizyjne, film, szkołę piosenki, Kabaret Moralnego Niepokoju. Za nic bym tego nie zmieniła, bo dzięki tym doświadczeniom jestem dziś taką a nie inną Katarzyną Pakosińską.

Nad jakimi projektami będzie pani pracować w najbliższym czasie?

- Bardzo trafnie użył pan liczby mnogiej (śmiech). Najbliższy projekt to napisanie i wykonanie spektakli dla warszawskiej Sceny Relaks. Będą to Wytworne Wieczory Satyryczne, którym będę z wielką przyjemnością szefować. Zapraszam wraz z całym zespołem teatru już od września, w każdy drugi czwartek miesiąca. Moimi gośćmi będą najznakomitsze osobowości sceny satyrycznej m.in. Zenon Laskowik, Jacek Federowicz, Artur Andrus. Scena będzie również otwarta dla młodych talentów. Wracam też do dziennikarstwa. Poprowadzę na zmianę z Wojtkiem Jagielskim "Tok Szoł" w Superstacji. Z Wojtkiem spotkam się także w ciekawym projekcie teatralno-muzycznym, czyli widowiskiem z zespołem "Poparzeni kawą trzy", gdzie łączymy siły słowa i dźwięku na wesoło. Spełniam też swoje marzenia o napisaniu scenariusza filmowego, nagraniu słuchowiska radiowego. Prace trwają. Nie mogę doczekać się efektów.

Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life)

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Pakosińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje