Karol Dziuba: Nie mam wpływu na porównania do Władysława Hańczy

Oprac.: Tomasz Bielenia

Władysław Hańcza w "Samych swoich" (L) i Karol Dziuba w filmie "Sami swoi. Początek" (P)
Władysław Hańcza w "Samych swoich" (L) i Karol Dziuba w filmie "Sami swoi. Początek" (P)archiwum filmu / Jarosław SosińskiAgencja FORUM

Zobacz również:

    Film reżyseruje Artur Żmijewski. "Chcę zrobić film, który będzie zrozumiały dla współczesnego widza, który wytłumaczy genezę sporu Pawlaków i Karguli oraz opisze świat, w którym żyli przed przybyciem na Ziemie Odzyskane. Chcę, żeby była to zupełnie nowa, uniwersalna opowieść o nas - takich, jakimi jesteśmy na co dzień, z wszystkimi wadami i zaletami. Niezależnie od miejsca, w którym żyjemy" - mówi. "W jednym z wywiadów Andrzej Mularczyk powiedział: 'Prawdziwa komedia musi bawić i wzruszać'. I właśnie taką komedię chcę zrealizować" - dodaje.
    Film reżyseruje Artur Żmijewski. "Chcę zrobić film, który będzie zrozumiały dla współczesnego widza, który wytłumaczy genezę sporu Pawlaków i Karguli oraz opisze świat, w którym żyli przed przybyciem na Ziemie Odzyskane. Chcę, żeby była to zupełnie nowa, uniwersalna opowieść o nas - takich, jakimi jesteśmy na co dzień, z wszystkimi wadami i zaletami. Niezależnie od miejsca, w którym żyjemy" - mówi. "W jednym z wywiadów Andrzej Mularczyk powiedział: 'Prawdziwa komedia musi bawić i wzruszać'. I właśnie taką komedię chcę zrealizować" - dodaje.Jarosław Sosińskimateriały prasowe
    Historia rodzin Pawlaków i Karguli jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Wśród osób opuszczających swe domy na Kresach, leżących dziś w granicach Ukrainy, był Jan Mularczyk, stryj znakomitego scenarzysty i pisarza Andrzeja Mularczyka, autora scenariusza do kultowej trylogii i prequelu. To właśnie on stał się, wiele lat później, pierwowzorem postaci Kazimierza Pawlaka, doskonale znanej z trylogii "Sami swoi", "Nie ma mocnych" i "Kochaj albo rzuć". Jan Mularczyk, osiedlił się w Tymowej, w okolicy Lubina, na terenie Dolnego Śląska.
    Historia rodzin Pawlaków i Karguli jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Wśród osób opuszczających swe domy na Kresach, leżących dziś w granicach Ukrainy, był Jan Mularczyk, stryj znakomitego scenarzysty i pisarza Andrzeja Mularczyka, autora scenariusza do kultowej trylogii i prequelu. To właśnie on stał się, wiele lat później, pierwowzorem postaci Kazimierza Pawlaka, doskonale znanej z trylogii "Sami swoi", "Nie ma mocnych" i "Kochaj albo rzuć". Jan Mularczyk, osiedlił się w Tymowej, w okolicy Lubina, na terenie Dolnego Śląska. Jarosław Sosińskimateriały prasowe
    Pawlak i Kargul - bohaterowie kultowej trylogii ,,Sami swoi", przed trafieniem na Ziemie Odzyskane byli sąsiadami we wsi na Podolu. I już wtedy było to wybuchowe sąsiedztwo... "Sami swoi. Początek" to barwna opowieść, w której drobne złośliwości przeplatają się z życiowymi kamieniami milowymi. Charakterne postaci w połączeniu z wielką historią w tle zabiorą widza w sentymentalną, ale też porywającą i pełną humoru podróż.
    Pawlak i Kargul - bohaterowie kultowej trylogii ,,Sami swoi", przed trafieniem na Ziemie Odzyskane byli sąsiadami we wsi na Podolu. I już wtedy było to wybuchowe sąsiedztwo... "Sami swoi. Początek" to barwna opowieść, w której drobne złośliwości przeplatają się z życiowymi kamieniami milowymi. Charakterne postaci w połączeniu z wielką historią w tle zabiorą widza w sentymentalną, ale też porywającą i pełną humoru podróż. Jarosław Sosińskimateriały prasowe
    Producent filmu, Tomasz Kubski, tak mówi o produkcji: "Wszyscy zadają nam przemiennie dwa pytania: 'Dlaczego?', 'Po co?'.  Odpowiedź jest banalnie prosta: to jest początek całej historii i to miała być pierwsza część kultowej serii, ale pod koniec lat 60. ze względów politycznych nikt by nie pozwolił na produkcję filmu, który w negatywny, trochę prześmiewczy sposób ukazuje bratni naród radziecki. Tak naprawdę trylogia bez części, którą obecnie produkujemy jest niepełna, uboższa o świat, w którym Pawlak pierwszy raz się zakochał, pierwszy raz miał złamane serce, pierwszy raz walczył o swoje".
    Producent filmu, Tomasz Kubski, tak mówi o produkcji: "Wszyscy zadają nam przemiennie dwa pytania: 'Dlaczego?', 'Po co?'. Odpowiedź jest banalnie prosta: to jest początek całej historii i to miała być pierwsza część kultowej serii, ale pod koniec lat 60. ze względów politycznych nikt by nie pozwolił na produkcję filmu, który w negatywny, trochę prześmiewczy sposób ukazuje bratni naród radziecki. Tak naprawdę trylogia bez części, którą obecnie produkujemy jest niepełna, uboższa o świat, w którym Pawlak pierwszy raz się zakochał, pierwszy raz miał złamane serce, pierwszy raz walczył o swoje".Jarosław Sosińskimateriały prasowe
    "Miał za sobą bogatą historię życia, a przy tym był wspaniałym narratorem. Słuchałem opowieści jego życia przez kilka tygodni i spisywałem je w zeszytach, które zachowałem do dziś. W tych opowieściach był i dramat, i melancholia, i humor" - mówi Andrzej Mularczyk.
    "Miał za sobą bogatą historię życia, a przy tym był wspaniałym narratorem. Słuchałem opowieści jego życia przez kilka tygodni i spisywałem je w zeszytach, które zachowałem do dziś. W tych opowieściach był i dramat, i melancholia, i humor" - mówi Andrzej Mularczyk.Jarosław Sosińskimateriały prasowe

    Karol Dziuba: Nie mam wpływu na porównania do Władysława Hańczy

    W tym czasie kinowa publiczność kojarzyła raczej jego niski głos niż imponującą sylwetkę: od 1944 do 1953 r. był lektorem Polskiej Kroniki Filmowej, podkładał też głos koniowi w telewizyjnym serialu "Koń, który mówi".

("Życie na Gorąco Retro")
    W tym czasie kinowa publiczność kojarzyła raczej jego niski głos niż imponującą sylwetkę: od 1944 do 1953 r. był lektorem Polskiej Kroniki Filmowej, podkładał też głos koniowi w telewizyjnym serialu "Koń, który mówi". ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    Troskę Hańczy o zachowanie realiów miała okazję docenić Emilia Krakowska, partnerująca mu w "Chłopach". "Jakby to powiedzieć, doszkalał mnie w różnych odczuciach. W jednej ze scen miałam położyć się z nim do łóżka. Wiadomo, aktorzy w filmie kładą się w ubraniach. Odkrywam kołdrę, a tu Hańcza golusieńki − opowiadała. − Wskoczyłam Hańczy do łóżka!".

("Życie na Gorąco Retro")
    Troskę Hańczy o zachowanie realiów miała okazję docenić Emilia Krakowska, partnerująca mu w "Chłopach". "Jakby to powiedzieć, doszkalał mnie w różnych odczuciach. W jednej ze scen miałam położyć się z nim do łóżka. Wiadomo, aktorzy w filmie kładą się w ubraniach. Odkrywam kołdrę, a tu Hańcza golusieńki − opowiadała. − Wskoczyłam Hańczy do łóżka!". ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    Mało kto wiedział, że gdy tworzył swoje największe role u Chęcińskiego i Hoffmana, zmagał się z żałobą po śmierci 34-letniego syna, obiecującego aktora, zmarłego nagle w 1966 r.

Wspierała go żona, ukojenie znajdował też w pracy - zaczął regularnie grywać w filmach, nie zaniedbywał też pracy w teatrze i telewizji, reżyserował, wykładał. "Moja zachłanność wynika z pośpiechu. Kto wie, co komu pisane? Przepowiedziano mi, że umrę w 72. roku życia, niewiele czasu zostało, by cieszyć się uśmiechami losu" - mówił.

("Życie na Gorąco Retro")
    Mało kto wiedział, że gdy tworzył swoje największe role u Chęcińskiego i Hoffmana, zmagał się z żałobą po śmierci 34-letniego syna, obiecującego aktora, zmarłego nagle w 1966 r. Wspierała go żona, ukojenie znajdował też w pracy - zaczął regularnie grywać w filmach, nie zaniedbywał też pracy w teatrze i telewizji, reżyserował, wykładał. "Moja zachłanność wynika z pośpiechu. Kto wie, co komu pisane? Przepowiedziano mi, że umrę w 72. roku życia, niewiele czasu zostało, by cieszyć się uśmiechami losu" - mówił. ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    Podczas wycieczki na Sycylię latem 1977 r. nagle poczuł się gorzej i żona zdecydowała o ich wcześniejszym powrocie. Zmarł w szpitalu w Warszawie. Przepowiednia sprawdziła się − miał 72 lata.

("Życie na Gorąco Retro")
    Podczas wycieczki na Sycylię latem 1977 r. nagle poczuł się gorzej i żona zdecydowała o ich wcześniejszym powrocie. Zmarł w szpitalu w Warszawie. Przepowiednia sprawdziła się − miał 72 lata. ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    Gdy w połowie lat 60. zaczynano kompletować obsadę "Samych swoich", wszyscy prócz perfekcjonisty Sylwestra Chęcińskiego widzieli w filmie raczej drobną chałturę niż materiał na przebój. "Co ty robisz?! Ludzie nie będą chcieli oglądać jakiegoś nieogolonego chłopa w gaciach, który kłóci się o kota" − słyszał reżyser. Na szczęście nie dał się zniechęcić malkontentom i z pieczołowitością zadbał o dobór właściwej obsady.

W momencie gdy Wacław Kowalski zaczął brylować w roli Pawlaka, Hańcza nie zamierzał pozostać w tyle: "Jeden chciał być lepszy od drugiego. Inni aktorzy patrzyli, jak oni przed kamerą zaczynają błyszczeć, i zaczęli myśleć, że coś może z tego wyjść" − pisze Dariusz Koźlenko w książce o kulisach kręcenia komedii wszech czasów. Hańcza był już wtedy niezwykle cenionym aktorem. Kowalski był tym gorszym, ale tylko do pewnego momentu. "Okazało się, że pochodzi z Gnojna i mówi kresową gwarą zza Buga, do której wszyscy − jak kazał reżyser − musieli się dostosować. Kowalski miał przewagę, wiedział i czuł, że jest wspaniały".

("Życie na Gorąco Retro")
    Gdy w połowie lat 60. zaczynano kompletować obsadę "Samych swoich", wszyscy prócz perfekcjonisty Sylwestra Chęcińskiego widzieli w filmie raczej drobną chałturę niż materiał na przebój. "Co ty robisz?! Ludzie nie będą chcieli oglądać jakiegoś nieogolonego chłopa w gaciach, który kłóci się o kota" − słyszał reżyser. Na szczęście nie dał się zniechęcić malkontentom i z pieczołowitością zadbał o dobór właściwej obsady. W momencie gdy Wacław Kowalski zaczął brylować w roli Pawlaka, Hańcza nie zamierzał pozostać w tyle: "Jeden chciał być lepszy od drugiego. Inni aktorzy patrzyli, jak oni przed kamerą zaczynają błyszczeć, i zaczęli myśleć, że coś może z tego wyjść" − pisze Dariusz Koźlenko w książce o kulisach kręcenia komedii wszech czasów. Hańcza był już wtedy niezwykle cenionym aktorem. Kowalski był tym gorszym, ale tylko do pewnego momentu. "Okazało się, że pochodzi z Gnojna i mówi kresową gwarą zza Buga, do której wszyscy − jak kazał reżyser − musieli się dostosować. Kowalski miał przewagę, wiedział i czuł, że jest wspaniały". ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    Nie odrzucał ról w filmie. Zdawał sobie sprawę, że przyniosły mu popularność. "Gram w filmie bynajmniej nie ze względu na zarobki. Chciałoby się przecież w tym zawodzie coś po sobie zostawić. A film i telewizja dają taką szansę" - tłumaczył.

Jego pasją pozostał jednak teatr. Był reżyserem, wykładał także w warszawskiej PWST. Jego studenci pamiętają, jak mówił: "Nie znoszę słowa 'wcielać się', zwłaszcza, że kojarzy mi się z 'cielęciem'. Aktorstwo nie polega na wcielaniu się. Tu chodzi o wyrażenie treści roli poprzez własną indywidualność". 

("Życie na Gorąco Retro")
    Nie odrzucał ról w filmie. Zdawał sobie sprawę, że przyniosły mu popularność. "Gram w filmie bynajmniej nie ze względu na zarobki. Chciałoby się przecież w tym zawodzie coś po sobie zostawić. A film i telewizja dają taką szansę" - tłumaczył. Jego pasją pozostał jednak teatr. Był reżyserem, wykładał także w warszawskiej PWST. Jego studenci pamiętają, jak mówił: "Nie znoszę słowa 'wcielać się', zwłaszcza, że kojarzy mi się z 'cielęciem'. Aktorstwo nie polega na wcielaniu się. Tu chodzi o wyrażenie treści roli poprzez własną indywidualność". ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    "Przyglądając się moim bohaterom, doszedłem do wniosku, że zwykle gram cztery rodzaje ról: królów, profesorów, duchownych i gangsterów. Jeden z recenzentów dopowiedział - jeszcze chłopów, po czym dodał, że w każdym moim chłopie jest coś z króla, a w każdym królu coś z chłopa" - mówił Władysław Hańcza, którego Boryna z "Chłopów" uznawany jest za jedną z najlepszych kreacji polskiego kina.

("Życie na Gorąco Retro")
    "Przyglądając się moim bohaterom, doszedłem do wniosku, że zwykle gram cztery rodzaje ról: królów, profesorów, duchownych i gangsterów. Jeden z recenzentów dopowiedział - jeszcze chłopów, po czym dodał, że w każdym moim chłopie jest coś z króla, a w każdym królu coś z chłopa" - mówił Władysław Hańcza, którego Boryna z "Chłopów" uznawany jest za jedną z najlepszych kreacji polskiego kina. ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    W filmach pojawiał się zazwyczaj na drugim planie, ale charakterystyczny głos, doskonała dykcja i niezła postura sprawiały, że zwracał na siebie uwagę.

("Życie na Gorąco Retro")
    W filmach pojawiał się zazwyczaj na drugim planie, ale charakterystyczny głos, doskonała dykcja i niezła postura sprawiały, że zwracał na siebie uwagę. ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM
    Hańcza, mimo nadludzkich wysiłków brzmiał, jakby tylko udawał chłopa. "Kargul nie mógł inaczej mówić niż Pawlak, a jak Hańcza spróbował coś z tym zaśpiewem powiedzieć, to Chęciński o mało nie osiwiał z rozpaczy" - pisze Koźlenko. Zadecydowano, że sprawę może uratować dogranie dźwięku w postprodukcji (tzw. postsynchrony), choć Hańcza na początku nie dopuszczał takiej możliwości. Chęcińskiego cudem z kłopotów wybawiła niedyspozycja aktora. "Chorował, pod koniec naszej pracy miał operację. To przykre zdarzenie ułatwiło mi sprawę − i tak by nie mógł pracować" - przyznał reżyser. Postsynchrony genialnie podłożył pochodzący z Kijowa Wacław Płotnicki.

("Życie na Gorąco Retro")
    Hańcza, mimo nadludzkich wysiłków brzmiał, jakby tylko udawał chłopa. "Kargul nie mógł inaczej mówić niż Pawlak, a jak Hańcza spróbował coś z tym zaśpiewem powiedzieć, to Chęciński o mało nie osiwiał z rozpaczy" - pisze Koźlenko. Zadecydowano, że sprawę może uratować dogranie dźwięku w postprodukcji (tzw. postsynchrony), choć Hańcza na początku nie dopuszczał takiej możliwości. Chęcińskiego cudem z kłopotów wybawiła niedyspozycja aktora. "Chorował, pod koniec naszej pracy miał operację. To przykre zdarzenie ułatwiło mi sprawę − i tak by nie mógł pracować" - przyznał reżyser. Postsynchrony genialnie podłożył pochodzący z Kijowa Wacław Płotnicki. ("Życie na Gorąco Retro")East News/POLFILM

    Zobacz również:

      Fotografia jako hobby

      Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?