Reklama

Reklama

Justyna Wasilewska: Zawsze w ruchu

Justyna Wasilewska jest jedną z najzdolniejszych polskich aktorek filmowych. Każda jej rola na dużym ekranie to prawdziwa perełka, aktorski majstersztyk. Wystarczy wspomnieć tylko takie filmy, jak "Serce miłości", "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", "Pomiędzy słowami" czy "Ikar. Legenda Mietka Kosza". Teraz przed nią nowe wyzwanie.

Justyna Wasilewska na planie serialu "Nieobecni"

W serialu "Nieobecni" w reżyserii Bartosza Konopki, najnowszej produkcji Player Original, Justyna Wasilewska zadebiutowała na małym ekranie w roli głównej.

Kiedy myślisz o swojej rodzinie, o dzieciństwie, to jakie obrazy przychodzą ci do głowy, jakie postaci cisną się na pierwszy plan?

Justyna Wasilewska: - Barwnymi postaciami w mojej rodzinie były babcie. Obie miały silne osobowości, choć skrajnie się od siebie różniły. Jedna jest babcią z jasności, ma łagodne i troskliwe usposobienie, a także dom na wsi, gdzie jest ogród i dużo słońca. Bawiliśmy się w nim w plemiona indiańskie i poszukiwaczy skarbów, albo usługi pogrzebowe dla wszystkich martwych piskląt, żuków i motyli. Nieopodal znajdowało się małe jeziorko. To był bardzo przyjemny czas i moje najjaśniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Druga babcia była samozwańczą damą, tajemniczą i intrygującą. Mieszkała w centrum Wrocławia, w mieszkaniu z grubymi murami. Pokoje były tam dość ciemne, ale miała pianino, na którym uwielbiałam plumkać.

Twoja bohaterka z serialu "Nieobecni", Mila Gajda, musi zweryfikować swoją wiedzę na temat rodziny, aby dojść do prawdy.

Reklama

- Matka opuściła ją bardzo wcześnie, więc ojciec całkowicie zapełnił puste miejsce po niej. W pamięci Mili zapisał się jako bohater jej dzieciństwa. Ktoś, komu wszystko zawdzięcza. Kto zawsze był obok, motywował, dodawał sił, kto sprawił, że stała się takim, a nie innym człowiekiem, tzn. odnoszącą sukcesy performerką i tancerką. Tylko dzięki determinacji i sile, którą wyniosła z domu, udało jej się zajść tak daleko, z prowincjonalnego Kasprowa na sceny europejskie.

Co jest po drugiej stronie lustra?

- Tajemnice. Kiedy Mila szuka zaginionej rodziny, demony przeszłości wyłażą spod rodzinnego stołu. Dopiero wtedy zdaje sobie sprawę, że nie w pełni zna swoją rodzinę i jej przeszłość, a prawda, z którą przyjdzie jej się zmierzyć, nie jest łatwa do udźwignięcia.

W serialu z Piotrem Głowackim tworzycie charakterystyczny tandem - przebojowa ekstrawertyczka i introwertyk cierpiący na zespół Aspergera. Dwa bieguny, które się dopełniają?

- Łączy ich wspólna sprawa. Mila jest emocjonalna, porywcza i bardzo zdeterminowana, żeby odnaleźć rodzinę. Emocje popychają ją do działania. Dla Filipa podstawą funkcjonowania są zasady, których ściśle się trzyma. Na początku między nimi wciąż dochodzi do tarć, aż iskry lecą. Jedno szybko idzie naprzód, drugie stara się wyhamować i działać rzetelnie. Z jednej strony determinacja Mili sprawia, że śledztwo szybciej postępuje, z drugiej natomiast jej emocjonalność wiele rzeczy psuje. Ich spotkanie prowokuje w każdym z nich zmiany. Mila może na chwilę przestać tak pędzić. Filip nie analizować wszystkiego tak skrupulatnie, dopuścić do głosu rzeczy, które nie dają się tak łatwo skontrolować. To opowieść o ich przemianie.

To twoja pierwsza główna rola w serialu. Czułaś na barkach ciężar odpowiedzialności? W końcu non stop, przez wiele dni, byłaś na pierwszym planie, wciąż w oku kamery?

- To było dla mnie nowe doświadczenie i na pewno czułam ciężar odpowiedzialności. Udział w tym serialu był dla mnie lekcją pokory i innego myślenia o tym zawodzie. Kiedy się realizuje tak duże projekty, trzeba inaczej rozkładać siły i energię. To tak jakby ktoś przez całe życie biegał na orientację po lesie z mapą i kompasem, a nagle miał przebiec maraton w określonym czasie. Wyszłam z tego projektu bogatsza o kolejne doświadczenia, teraz będzie mi już łatwiej.

Każda twoja rola na dużym ekranie to aktorska perełka, która przykuwa uwagę i na długo zostaje pod powieką - "Serce miłości", "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", "Pomiędzy słowami", "Ikar. Legenda Mietka Kosza". Na jakim etapie zawodowego rozwoju teraz jesteś?

- Myślę, że na etapie transformacji. Chociaż, gdybyś zapytała mnie o to kilka lat temu albo za lat kilka, pewnie odpowiedziałabym to samo. Zawód, który uprawiam, ma to do siebie, że wciąż spotykają mnie nowe doświadczenia, nowe spotkania, które mnie wzbogacają. Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu, ale zawsze w ruchu.

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Justyna Wasilewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy