Reklama

Reklama

Justyna Wasilewska: Tak chciałabym żyć - oddychać czystym powietrzem

Justyna Wasilewska jest jedną z najzdolniejszych polskich aktorek. 36-letnia wrocławianka, absolwentka łódzkiej Filmówki, zawodową przystań znalazła w zespole TR Warszawa. Na dużym ekranie zabłysnęła rolami w filmach "Serce miłości", "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", "Pomiędzy słowami" czy "Ikar. Legenda Mietka Kosza". Uznawana za mistrzynię drugiego planu, w serialu "Nieobecni" została obsadzona w roli głównej - jej bohaterka Mila Gajda to znana tancerka i performerka. Niedawno aktorka dokonała coming outu i ogłosiła, że ma dziewczynę.

Justyna Wasilewska jest jedną z najzdolniejszych polskich aktorek. 36-letnia wrocławianka, absolwentka łódzkiej Filmówki, zawodową przystań znalazła w zespole TR Warszawa. Na dużym ekranie zabłysnęła rolami w filmach "Serce miłości", "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", "Pomiędzy słowami" czy "Ikar. Legenda Mietka Kosza". Uznawana za mistrzynię drugiego planu, w serialu "Nieobecni" została obsadzona w roli głównej - jej bohaterka Mila Gajda to znana tancerka i performerka. Niedawno aktorka dokonała coming outu i ogłosiła, że ma dziewczynę.
Justyna Wasilewska /AKPA

Główną rolę w pierwszym sezonie "Nieobecnych" porównałaś kiedyś do maratonu. Nauczyłaś się już rozkładać siły na długich dystansach?

Justyna Wasilewska: - Na pewno nauczyłam się trochę bardziej odpuszczać. Od tamtej pory nie miałam podobnego doświadczenia. Jeśli się pojawi, zobaczymy, czy nauczyłam się rozkładać siły. Na pewno bardzo dużo dowiedziałam się o pracy na planie serialu. To zupełnie inna dyscyplina sportu niż film czy teatr, którą trzeba trenować osobno.

Pierwszy sezon, reżyserowany przez Bartka Konopkę, był wizualnie bardziej kolorowy, drugi - gdzie za kamerą stanęli Anna Kazejak i Adrian Panek - spowijają szarości, jest bardziej mroczny.

Reklama

- To prawda. Kiedy przychodzą inni twórcy, wnoszą swoją wrażliwość, inne spojrzenie i inne estetyczne wybory. Opowiadają ciąg dalszy historii, którą wcześniej ktoś opowiedział po swojemu. Drugi sezon ma kolorystykę skandynawską, ciemniejszą, bardziej kryminalną w obrazie. Już na planie widziałam w podglądach tę zmianę.

W drugim sezonie dominujący jest wątek Elżbiety Zawady (Danuta Stenka) i jej zaginionej córki Kasi (Eliza Rycembel). Twoja Mila również włącza się w tę kryminalną historię, jednak w jej wątku najważniejsze są chyba sprawy uczuciowe?

- Tak, historia Mili w tym sezonie to głównie opowieść o relacji dwójki ludzi, którzy zmagają się ze swoimi ograniczeniami. Mila i Filip [Piotr Głowacki - przyp. red.] próbują ze sobą być, ale to trudne, ponieważ znajdują się na dwóch różnych biegunach, pod każdym względem. Uczą się ze sobą być i odnaleźć w swoich odmiennościach.

Często miałaś w dzienniku szkolnym adnotację "nieobecna"?

- "Nieobecna" nie, ale "spóźniona". Wciąż pracuję nad tym, żeby dotrzeć na czas tam, gdzie trzeba.

Masz lepszą alternatywę w zanadrzu? Coś ciekawszego cię zatrzymuje?

- Po prostu, wpadam w dziury czasowe. Wiesz jak to jest - siadasz, zaczynasz o czymś myśleć i to cię tak zajmuje, że nie zauważasz, że upłynęło już tyle czasu. Tkwisz w miejscu, zamiast być w działaniu. Nie idziesz dalej. Myśl cię zatrzymuje. Staram się, żeby myśli mnie już nie zatrzymywały, tylko pozwalały iść dalej.

Można powiedzieć, że niczym Alicja z Krainy Czarów wpadasz do króliczej nory, przechodzisz na drugą stronę lustra? Jak tam jest?

- Tam jest zawsze fajnie, nie ma obowiązków, nie ma odpowiedzialności. Ale jeśli chodzi o bajki, bliższy mi jest jednak Mały Książę niż Alicja.

Cudna lektura! Mały Książę kojarzy mi się z przesłaniem: "Pamiętaj, jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś".

- I to jest właśnie ten moment w moim życiu!

Znalazłaś na swojej planecie różę, o którą chcesz zadbać?

- Tak znalazłam, i zadbam.

Czytaj więcej:
Justyna Wasilewska zrobiła coming out. Pokazała zdjęcie z dziewczyną

Mówiłaś kiedyś, że nie lubisz zatrzymywać się w jednym miejscu, również zawodowo. Teatr im. S. Jaracza w Łodzi zamieniłaś na Stary w Krakowie, by wreszcie znaleźć przystań w warszawskim TR.

- Dopóki nie znajdziesz miejsca, w którym chcesz być, zmiany są dobre. A jak je znajdziesz, to zabiegasz o to, żeby w nim zostać. Mówię o teatrze, bo w filmie nie da się zatrzymać. To gonienie z wyspy na wyspę - i to jest wspaniałe w tym zawodzie. Jeśli chodzi o teatr, nie mam ochoty na gonitwę, zależy mi na komforcie pracy.

Kiedyś dzieliłaś w TR garderobę z Danutą Szaflarską. Kto teraz siedzi obok?

- Świetni młodzi ludzi, świeży w myśleniu, odważni w swojej postawie wobec rzeczywistości, bardzo dużo się od nich uczę.

Czy po fenomenalnych "Cząstkach kobiety" przyszły do ciebie inne role, które im dorównały?

- Jeszcze nic mi tego nie przebiło. To dla mnie najważniejsze doświadczenie teatralne, a takie nie może zdarzać się często. Inaczej nie byłoby wyjątkowe. Ale wierzę, że się jeszcze kilka takich momentów zdarzy. Z "Cząstkami kobiety" jeździmy teraz po Europie. To wspaniałe, móc podróżować i jednocześnie pracować, poznawać świat i ludzi. Oprócz tego realizujemy też projekt w Monachium - to produkcja TR Warszawa i Munich Kammerspiele.

- Jesienią szykuje mi się również wyjazd do Japonii z Teatrem Wielkim - Operą Narodową. Będziemy wystawiać w Operze Tokijskiej "Borysa Godunowa" w interpretacji Mariusza Trelińskiego. Lecimy do Japonii w październiku. W moim życiu jest teraz więcej projektów teatralnych i to takich, które realizujemy w innych kręgach kulturowych. I ta inna perspektywa jest bezcenna.

To fajny moment w twojej karierze, zwłaszcza jeśli lubisz podróże?

- Uwielbiam! Podróże są tym piękniejsze i bardziej wartościowe, gdy ma się miejsce, do którego chce się wracać - bezpieczne gniazdo, w którym czuje się dobrze.

Jesteś jak ptak, który zbudował gniazdo i kiedy ma ochotę, wyfruwa w świat, żeby się rozejrzeć i nacieszyć jego pięknem?

- Nie mam już fantazji, żeby zostawić wszystko w diabły i na drugim końcu świata zaczynać nowe życie, bo takie fantazje też kiedyś miałam.

Projekt "rzucam wszystko i jadę paść owce w Bieszczadach" już cię nie kręci?

- Marzy mi się dom na wsi, dużo zwierząt, ogród. Jestem zapalonym majsterkowiczem, uwielbiam kontakt ze zwierzętami. Mogłabym przygarniać te, które potrzebują pomocy. Dużo psów, konia, uratowane świnki czy krowy. Zapraszać przyjaciół, mieć wnuki, które będą mnie odwiedzać, a u boku osobę, którą kocham. Mam nadzieję, że do emerytury uda mi się to marzenie spełnić.

Nie wspomniałaś o kotach, celowo?

- To dlatego, że koty - mam wrażenie - nie potrzebują właściciela. Kiedy byłam ostatnio w Grecji, codziennie przychodziły do mnie dwa koty. Z każdym z nich nawiązałam osobną relację, zaczęłam je trochę dokarmiać, spędzać czas patrząc jak się łaszą, jak wygrzewają się na słońcu. Pojawiały się na swoich zasadach. Wiedziałam, że nie mogę się z nimi za bardzo związać, ale bałam się bardziej o swoje przywiązanie a nie ich. One sobie tam tak żyją i świetnie sobie radzą. Na farmie pewnie też będą koty, będą przychodzić i odchodzić, kiedy będą chciały.

Czy teraz masz jakąś namiastkę tego zwierzyńca?

- Mam małego pieska i mały ogródek, trochę ślimaków bez domków, które zjadły mi sałatę i dużo dżdżownic, które pracują nad jakością ziemi, bujną trawę dziką, róże i magnolie. To namiastka tego, jak chciałabym żyć - oddychać czystym powietrzem, blisko ziemi, lasu, w towarzystwie zwierząt i roślin, samowystarczalnie, nie mnożąc potrzeb. 

Ewa Jaśkiewicz/AKPA

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Justyna Wasilewska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy