Reklama

Reklama

Julia Kamińska: Zostaliśmy zasypani prośbami od fanów

Po ponad 10 latach serial "BrzydUla" wrócił na antenę TVN. Julia Kamińska, tytułowa BrzydUla, nie tylko gra jedną z głównych ról, ale jest także współscenarzystką tej produkcji. Co mówi o pracy na planie?

Po ponad 10 latach serial "BrzydUla" wrócił na antenę TVN. Julia Kamińska, tytułowa BrzydUla, nie tylko gra jedną z głównych ról, ale jest także współscenarzystką tej produkcji. Co mówi o pracy na planie?
Julia Kamińska cieszy się, że znowu gra BrzydUlę /AKPA

Serial "BrzydUla" był prawdziwym hitem telewizyjnym, a wielu aktorom otworzył furtkę do kariery, m.in. Tobie i Filipowi Bobkowi. Czekałaś na kontynuację tej produkcji?

Julia Kamińska: - Bardzo, zresztą nie tylko ja. Także widzowie czekali na powrót tej produkcji. Zostaliśmy zasypani wiadomościami i prośbami od fanów. Najbardziej widzom zależało na tym, aby moja bohaterka Ula i Marek (Filip Bobek) byli razem.

Reklama

Twoja bohaterka Ula w pierwszej serii była kobietą ambitną, kreatywną, upartą, pracowitą. Coś z tych cech pozostało w niej, czy przysłoniło je macierzyństwo?

- Nadal jest ambitna, kreatywna i kryształowo uczciwa. Przy okazji jest świadoma swojej wartości. Macierzyństwo dodatkowo zahartowało ten jej świetny charakter z pierwszej części. Stała się takim oszlifowanym diamantem. Ona wie, że nie musi nikogo udawać ani nikomu niczego udowadniać.

Zmieni się krąg przyjaciół, jakimi się otaczała?

- Alicja (Dorota Pomykała) i Maciek (Krzysztof Czechot) byli jej najbliższymi, prawdziwymi przyjaciółmi, a tacy pozostają na zawsze. Ula przyjaźni się też z Anią (Monika Fronczek), która jest teraz żoną Maćka i kobietą sukcesu, wziętą tłumaczką - jej wątek jest zresztą jednym z moich ulubionych. Gdy Ula wróci do pracy, odnowi kontakty z dawnymi przyjaciółkami, Izą i Elą. Przez ostatnie lata Ula opiekowała się dziećmi, więc głównymi jej towarzyszami dnia codziennego były właśnie dzieciaki.

W serialu w rolę najmłodszego dziecka wcielają się niespełna roczne bliźniaki - Szymon i Wojtek Gmerkowie. Chłopcy podbili serca ekipy?

- Dokładnie tak. Myślę, że widzowie szybko zrozumieją, na czym polega ich magia. Uwielbiamy ich za uśmiech, przemiłe usposobienie, urok. Mają ksywę: Mały Budda. Gdy trafiają na plan, wszyscy zamieniają się w nianie z powołania. Rzucają wszystko i chcą się z nimi bawić. Maluchy uwielbiają maseczki i przyłbice, niestety, lubią je ściągać, więc trzeba zachować wielką czujność. Zaczynają mówić i to jest przeurocze, mają własny język. Gdy mamy próby, dzieci przebywają z mamą, Olą, w specjalnym pokoju. Pojawiają się na planie dopiero w ostatniej chwili, żeby zapewnić im maksymalny komfort. Wprowadzają prawdę do scen, wszystko, co było ustalone na próbie może się zmienić, bo kiedy dziecko wyciąga do kogoś ręce, cała reszta przestaje się liczyć. I dlatego często reżyserują nam sceny.

Rozróżniasz bliźniaki?

- Tak, choć na razie często strzelam. Rozpoznaję ich po grzywce - Wojtek ma dłuższą.

Ula i Marek mają jeszcze dwójkę starszych dzieci. Jak one sobie radzą na planie?

- Doskonale. Mamy wielkie szczęście do dziecięcych aktorów. W starsze rodzeństwo wcielają się Marysia Włodkowska i Kuba Rutkowski. Nasi młodzi aktorzy są wspaniali, naturalni i bardzo zdolni.

Oprócz wielu ról serialowych i filmowych, często angażujesz się w dubbing. Lubisz to?

- Uwielbiam dubbing. Niedawno wzięłam udział w nagraniu do cyklu "Widzę głosy" na YouTube. Miałam okazję przypomnieć sobie wszystkie postaci, które do tej pory dubbingowałam. Uświadomiłam sobie, że tego jest naprawdę dużo. To niezwykle wygodna praca, która pozwala na kreatywność. W serialu czy filmie grywam częściej postaci obyczajowe, a dubbing jest dla mnie łaskawy jeśli chodzi o różnego rodzaju szaleństwa. Często pracuję też jako lektorka bajek dla dzieci, uwielbiam to, bo można zmieniać głos, bawić się, postaciować. Ostatnio czytałam bajkę, w której wcieliłam się w kilkanaście postaci, od małej dziewczynki, przez mamę, sąsiadkę, małe skrzaty aż po ptaki, psy i kota dachowca.

Wiadomo, że w życiu najważniejsza jest równowaga. Potrafisz ją zachować, zadbać o swój odpoczynek, relaks, naładować akumulatory?

- Przy produkcji pierwszej części zmęczenie przyszło bardzo szybko - po około trzech miesiącach. Byłam w ekstazie radości i nie myślałam o tym, że przy takim tempie i intensywności pracy trzeba o siebie dbać. Zaniedbałam swój stan psychofizyczny i to niestety dało o sobie znać. Teraz, gdy zaczynaliśmy zdjęcia, wiedziałam, że muszę mieć koniecznie wolne weekendy. Wtedy jest szansa, żeby się wyspać, zrobić pranie, po prostu pobyć w domu. W tygodniu codziennie wstaję przed szóstą i jestem na planie 12 lub więcej godzin. Jest to wyczerpujące emocjonalnie, czasami trzeba sześć scen pod rząd przepłakać, po powrocie do domu z kolei trzeba przyswajać spore ilości tekstu. Staram się dbać o siebie, dobrze się odżywiać, wysypiać i robić sobie małe przyjemności!

Rozmawiała Edyta Karczewska-Madej/AKPA

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Julia Kamińska | BrzydUla

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL