Joanna Moro: Jestem zmienna

Mówi o sobie, że jest "zwierzęciem" miejsko-wiejskim. Uwielbia biegać w trampkach i spacerować po łące. Jesienią ponownie zobaczymy ją w serialu „Blondynka”.

Wiedziałam, że chcę wejść wysoko, ale tak, żeby móc stamtąd zejść na ziemię - mówi Joanna Moro

Powstaje właśnie czwarty sezon "Blondynki". Dużo ma pani dni zdjęciowych?

Reklama

Joanna Moro: - Od rana do nocy jestem na planie. Kręcimy całe lato. Gram główną bohaterkę, wokół której toczy się akcja w Majakach, więc mało mam wolnego czasu. Poświęcam go mojej rodzinie.

Podobno ostatnio nauczyła się pani jeździć na koniu na potrzeby serialu?

- Zdobywanie nowych umiejętności na potrzeby roli to część pracy aktora. Tak było i tym razem. Sama doszłam do wniosku, że będę brać lekcje jazdy konnej. Od dzieciństwa bałam się koni i teraz nadarzyła się okazja, żeby to zmienić. Nauka szła mi bardzo opornie, ale wreszcie udało mi się pokonać strach i teraz czerpię wielką satysfakcję z jazdy.

Na planie "Blondynki" na co dzień obcuje pani ze zwierzakami. Lubi je pani?

- Bardzo! Praca ze zwierzakami na planie to ogromna frajda. Przestałam się wreszcie ich bać, a nie zawsze tak było. Nigdy wcześniej z własnej, nieprzymuszonej woli nie podeszłabym do krowy czy konia. A co to za weterynarz, który boi się zwierząt!

Czy swoim synkom pokazuje już pani, jak wygląda świnka czy kura?

- Dzieci są jeszcze małe, więc robię to, ale małymi krokami. Mają kontakt z psem oraz kotem, które są i u babci, i u dziadka, ostatnio mój tata kupił króliki. Chłopcy uwielbiają też wizyty w zoo. Uczę ich przede wszystkim, że zwierząt nie można krzywdzić. Współpracuję ze Stowarzyszeniem Zwierzęta Ludziom, które m.in. stawia sobie za cel naukę zachowania się w kontakcie ze zwierzakiem, żeby nikomu nie stała się krzywda. Uczę tego też moich synków.

A jest pani "zwierzęciem" miejskim czy wiejskim?

- Potrzebuję bezwarunkowo i definitywnie i tego, i tego! Bardzo lubię naturę. Uwielbiam chodzić po łąkach, zbierać grzyby czy jagody. Kiedy byłam dzieckiem, pomagałam "w polu". Wieś, szczególnie we wczesnym dzieciństwie, była mi bardzo bliska. Ale potem, od szkoły podstawowej aż do końca liceum, mieszkałam w centrum miasta, tuż obok wileńskiej starówki. W ciągu roku szkolnego chodziłam do szkoły muzycznej, do teatru, na różne zajęcia, poczynając od kółek tanecznych. Wszędzie było blisko. Lato zawsze spędzałam na wsi. Dlatego teraz dla równowagi muszę mieć i to, i to.

Jak się pani podoba styl ubierania się serialowej Sylwii?

- Lubię jej luźny, sportowy styl. Sama na co dzień podobnie się ubieram, najchętniej biegam w trampkach. Ale w nowych odcinkach Sylwia częściej będzie sięgała po kobiece ciuszki. Mało tego! "Blondynka" zmieni fryzurę...

W programie "Świat się kręci" powiedziała pani: - Jestem piękna, bo jestem zmienna...

- Jak to kobieta, jak każda z nas... Inaczej zachowujemy się w pracy, a zupełnie inaczej z dziećmi czy wśród przyjaciół. Zmieniamy się w zależności od sytuacji. No i taki mam zawód. Zmieniam się w każdej postaci, w każdej roli.

Miłość pomaga w życiu - to też pani słowa. Dzisiaj podobno liczy się kasa. Dlaczego więc pani stawia na miłość?

- We wszystkim, co robię, dążę do tego, żeby to kochać, doceniać i umieć za to dziękować. Warto pokochać siebie i otaczający nas świat, przyjąć go takim, jaki jest. Wtedy łatwiej jest znaleźć szczęście.

Niedawno wzięła pani udział w "Wielkim teście o podatkach". Jak poszedł pani test?

- Niestety, nie najlepiej. Myślę, że brakuje nam tej wiedzy, znajomości przepisów, prawa. Czasami nawet nie wiemy, jakie mamy przywileje, z których możemy korzystać. Przydałby się w szkole dodatkowy przedmiot z tym związany. Na szczęście mam pomoc w domu, bo moja mama jest księgową. Teraz dopiero rozumiem, dlaczego raz w miesiącu, kiedy miała bilans w pracy, lepiej było do niej nie podchodzić.

W spektaklu "Przekręt (nie) doskonały" w warszawskim Teatrze Capitol (premiera po wakacjach) pani bohaterka właśnie tym się zajmuje!

- Tak. Przez dwie godziny na scenie zmagam się ze swoim losem aż wreszcie wybucham. To sztuka o tym, że kto może, próbuje innych oszukać. I że nie ma na to rady.

Muszę jeszcze zapytać o "Taniec z Gwiazdami". Na parkiecie show była pani niesamowita. Czy taniec wciąż pani towarzyszy?

- Kocham taniec. Udział w programie dał mi tak wiele radości! Jak tylko mam czas, biegnę na zajęcia taneczne do Tomka Barańskiego czy Stefano Terrazzino. Mam nadzieję, że dane mi będzie jeszcze zatańczyć na scenie.

W tym roku w wakacje jest pani zajęta w pracy. Czy ma pani miejsce, gdzie najchętniej spędza letni urlop?

- Moim ulubionym miejscem jest kurort Pałanga nad Morzem Bałtyckim na Litwie. Co roku spędzam tam wakacje. Na szczęście udało mi się uzgodnić z produkcją, że dostanę kilka dni wolnego, i w tym roku też wybiorę się tam z rodziną.

Rozmawiała Marzena Juraczko.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje