Reklama

Joanna Kos-Krauze: Marzy mi się film o pamięci, utracie

- Marzy mi się film o pamięci, utracie. Ostatnio sięgnęłam po książkę Mariusza Szczygła "Nie ma" o braku. Sądzę, że trzeba mieć bardzo dużo odwagi, żeby chodząc ścieżkami utraty, nie zgorzknieć, nie przestraszyć się - powiedziała PAP reżyserka Joanna Kos-Krauze, żona wybitnego twórcy Krzysztofa Krauze, współautorka filmów "Mój Nikifor", "Papusza", "Ptaki śpiewają w Kigali".

Joanna Kos-Krauze

Joanna Kos-Krauze dodała też, że chciałaby nakręcić film o skandalu pedofilskim w chórze Polskie Słowiki.

Reklama

PAP: Niedawno minęło 20 lat od premiery "Długu", od którego rozpoczęła się twoja wspólna praca z Krzysztofem Krauze. Opowieść o dwóch przyjaciołach, którzy padają ofiarą szantażysty żądającego od nich zwrotu wyimaginowanego długu, stała się jedną z najważniejszych polskich produkcji przełomu wieków. Wracasz czasami myślami do tego filmu?

Joanna Kos-Krauze: - W 20-lecie premiery razem ze scenarzystą Jurkiem Murawskim i aktorami Andrzejem Chyrą i Jackiem Borcuchem uczestniczyłam w specjalnym pokazie "Długu" i spotkaniu, które zorganizował w Filmotece Narodowej - Instytucie Audiowizualnym filmoznawca Tomek Kolankiewicz. Towarzyszyły mi mieszane uczucia, bo wielu osób które pracowały przy tym filmie - zwłaszcza Krzysztofa - już nie ma. Z drugiej strony zostali przyjaciele, bo ten film wszystkich nas połączył. Cieszyłam się, że mogę się z chłopakami spotkać, pogadać.

- Okoliczności powstawania "Długu" były bardzo trudne, a nasza sytuacja prywatna w owym czasie skomplikowana. Jednak gdy patrzę na to z dzisiejszej perspektywy uważam, że byliśmy wszyscy szczęśliwi - młodzi, zdolni, pełni nadziei. Film odniósł sukces. Chyba nie do końca wykorzystany, bo wbrew pozorom miał bardzo małą widownię w kinach. Został źle poprowadzony dystrybucyjnie, ale przeorał świadomość społeczną, wywołał mnóstwo debat. Przyczynił się do tego, że Artur Bryliński i Sławomir Sikora - będący pierwowzorami bohaterów - zostali ułaskawieni przez prezydentów Bronisława Komorowskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego.

Co "Dług" dał tobie i Krzysztofowi?

Krzysztofowi dał wiarę w to, że chce być reżyserem. Po debiucie fabularnym "Nowy Jork, czwarta rano" przez osiem lat nie zrobił filmu. Później zrealizował "Gry uliczne", które przeszły właściwie bez echa. A było to dobre jak na owe czasy kino. Dyskusja o tym filmie powróciła dopiero przy okazji premiery dokumentu "Trzej kumple" Anny Ferens i Ewy Stankiewicz.

- Kiedy poznałam Krzysztofa, rozważał rezygnację z zawodu. To było niedługo po tym, jak odebrano mu film "Amator", którego pierwszą wersję miał już w zasadzie ukończoną. Jego życie emocjonalne i zawodowe ocalił Julek Machulski, który po zobaczeniu "Gier ulicznych" zadzwonił do niego i zaproponował, żeby przyniósł taki projekt, jaki chce. Krzysztof poszedł do niego z notatką na temat "Długu", a Julek zadecydował: "robimy". Od tego filmu rozpoczęła się nasza wspólna droga - nie tylko życiowa, ale też zawodowa.

Powiedziałaś, że Krzysztof miał poważne wątpliwości, czy wybrał właściwy zawód. Ciebie w byciu reżyserem kiedykolwiek coś uwierało?

Nadal uwiera. Z różnych stron słyszę: "wyszedł ci film, więc szybko rób następny". A ja naprawdę nie sądzę, żebym miała tak dużo do powiedzenia. Dzisiaj, gdy chcemy obejrzeć film na platformie cyfrowej, to liczba produkcji jest tak ogromna, że w zasadzie niemożliwe jest wybranie takiej, która zostanie z nami na dłużej. Potrzebujemy czyjejś rekomendacji albo wręcz przewodnika.

- Ciąży mi, że w świecie filmu rządzą gigantyczne pieniądze i coraz trudniej jest przekonać innych, że nawet kameralna opowieść ma sens. A poza tym boli mnie niezgodny z moimi oczekiwaniami odbiór niektórych filmów. Chociażby "Obywatela Jonesa" Agnieszki Holland, który uważam za jeden z najważniejszych obrazów od lat, tak bardzo wyłamujący się z hollywoodzkich schematów. Oczywiście, Agnieszka zrobiła wiele wybitnych filmów. Jestem ogromną fanką "Placu Waszyngtona". Jednak w swojej ostatniej produkcji dotknęła czegoś niesamowicie ważnego i aktualnego we współczesnym świecie - kwestii manipulacji, fake newsów, propagandy. Pokazała to jeden do jednego, w ogóle nie metaforyzując.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Kos-Krauze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje