Reklama

Reklama

Hanna Śleszyńska: Smutne, ale co robić... takie życie

Od czasu jej filmowego debiutu minęło 40 lat. Hanna Śleszyńska jest niezwykle lubianą aktorką, którą widzowie znają z ról w takich filmach i serialach, jak "Awantura o Basię", "Boża podszewka", "Rodzina zastępcza", "Daleko od noszy", "Blondynka", "O mnie się nie martw". Teraz zobaczymy ją w produkcji "Komisarz Mama".

Hanna Śleszyńska na planie "Ojca Mateusza"

Mówi się, że aktorzy są niezadowoleni, kiedy grają dużo i kiedy w ogóle nie grają. Czuje się pani wyposzczona po tej pandemicznej przerwie?

- Przede wszystkim stęskniłam się za teatrem, za żywą widownią. W serialach od czasu do czasu jednak grywałam. Był plan "Ojca Mateusza", "O mnie się nie martw", a podczas wakacji "Blondynka". Niestety, dwa z tych seriali już się zakończyły i zeszły z anteny. Po wielu latach pożegnałam się z rolą Auguścikowej w "Blondynce" i panią Irenką w "O mnie się nie martw".

Reklama

Smutne te rozstania?

- Troszkę smutne, ale co robić... takie życie. W teatrze też co jakiś czas żegnamy się z rolami. Pożegnałam się jakiś czas temu ze sztuką "Halo Szpicbródka" w Syrenie. Było też pożegnanie z Teatrem Scena Prezentacje, gdzie grałam w dwóch sztukach. Ten teatr w ogóle zniknął z mapy Warszawy. Lubiłam to miejsce. Miało w sobie jakąś magię. Śmialiśmy się, że krzyżują się tam wszystkie wieki. XIX-wieczna fabryka Norblina, XX-wieczne bloki za Żelazną Bramą i szklane wieżowce z XXI wieku. Wychodząc z teatru w ciepły letni wieczór - mając to wszystko wokół - czuliśmy się wyjątkowo. Aktorzy lubili tam grać i pracować z niezastąpionym dyrektorem Romualdem Szejdem.

Czytaj więcej: Gwiazdy "O mnie się nie martw" krytykują nagłą decyzję o zakończeniu serialu

Są jeszcze inne miejsca, za którymi pani tęskni, do których pozostał sentyment?

- Moim pierwszym miejscem pracy po ukończeniu warszawskiej PWST był Teatr Komedia, więc niewątpliwie mam do niego sentyment. Podobnie jak do nieistniejącego już Teatru Nowego przy ulicy Puławskiej, który w 1990 roku objął dyrektor Adam Hanuszkiewicz. Pamiętam, że zaczęliśmy od "Wesela"...

... w którym zagrała Pani Rachelę.


- Tak, uwielbialiśmy grać u Mistrza Adama. A w czerwcu, kiedy przypadają urodziny dyrektora Hanuszkiewicza, zawsze urządzaliśmy spotkania. Wspominaliśmy inscenizacje Wesela, Cyda, Czupurka, Gombrowicza. W zasadzie co półtora miesiąca mieliśmy premierę. Intensywnie się pracowało, ale przy okazji świetnie się też bawiliśmy. Przydałaby się ta scena dzisiaj. Niestety zastąpił ją już sklep. I tylko nam aktorom żal.

Nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się z tego, co jest...

- Tak, od kilku sezonów gram w Teatrze 6. piętro, gdzie panuje świetna atmosfera i wspaniale się gra. Kochamy przedstawienie "Piękna Lucynda", po którym zawsze widzowie nagradzają nas brawami na stojąco. Do Teatru Kwadrat zapraszam na komedię "Roma i Julian" Krzysztofa Jaroszyńskiego, a od września na najnowszą premierę "Umrzeć ze śmiechu". Polecam też spektakle "Judy" i "Serca na odwyku", z którymi dużo podróżujemy po Polsce.

Dołączyła pani do obsady serialu "Komisarz Mama". W nowym sezonie tej produkcji zobaczymy panią w roli technika kryminalistyki, który zabezpiecza ślady na miejscu zbrodni.

- Laborantki policyjnej ani technika kryminalistyki jeszcze nie grałam. Poznaję zagadnienia, z którymi do tej pory się nie zetknęłam. Zbieranie i zabezpieczanie śladów na miejscu zbrodni, oględziny zwłok. (...) Alina Żuk to poważna osoba z dużym doświadczeniem, tuż przed emeryturą. Pojawia się na komendzie jako nowa laborantka. Kobieta na pierwszy rzut oka nieodgadniona. Może nawet niezbyt miła w pierwszym kontakcie. Ale, jeśli ktoś zajmuje się takimi rzeczami jak ona, to nie może rozklejać się z byle powodu. Jest odpowiedzialna i konkretna. Za młodu była buntowniczką. Lubią się z główną bohaterką, komisarz Matejko. Mają podobne zdanie na temat facetów. W jednym z odcinków wyjawiam na przykład, że mój były facet nie miał pojęcia, jaki zawód uprawiam. Myślał, że jestem stewardesą...

Od lat jest pani szczęśliwą posiadaczką rekreacyjnej działki. Taki kawałek ziemi, nie tylko w czasie pandemii, to chyba prawdziwe błogosławieństwo?

- Dobrze, że mam kawałek ziemi i domek, w którym można mieszkać przez cały rok, palić w kominku. Lubię tam odpoczywać. Wystarczy nawet krótki wypad i już jestem szczęśliwa i zrelaksowana.

Pani dwaj synowie to już dorośli mężczyźni. Pewnie jest pani z nich dumna.

- Jeszcze jak! Starszy Mikołaj i jego żona Ola obronili w tym roku swoje prace doktorskie z dziedziny neurokognitywistyki. A młodszy Kuba miał w czerwcu ważną premierę w Teatrze Akademii Teatralnej wraz z młodszymi kolegami, studentami Akademii i bandem z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. To spektakl "Sinatra 100+", poświęcony jego ukochanemu wykonawcy. Mogę tylko powiedzieć, że wyszło fantastycznie.

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz/AKPA

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Hanna Śleszyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje