Reklama

Ewa Kasprzyk: Stawiam na siebie

- Wchodząc na plan, czułam, jakbym kontynuowała tamtą przygodę - mówi aktorka o najnowszej części komedii "Kogel-mogel". Opowiada także o swojej życiowej misji: przekonywaniu kobiet, że życie smakuje w każdym wieku.

– W nowym "Koglu-moglu" pałeczkę przejęli młodzi, więc moja rola jest niewielka, ale na pewno wyrazista – mówi Ewa Kasprzyk

Po 30 latach "Kogel-mogel" wrócił na ekrany! Skąd pomysł na kontynuację tej kultowej produkcji?

Reklama

- Trafiało do mnie mnóstwo wiadomości, w których widzowie rozpływali się nad "Koglem-moglem" i moją rolą. A główny impuls przyszedł od mojego fana Mariana, który kiedyś zjawił się po spektaklu w Teatrze Kwadrat i pochwalił się, że zna na pamięć każdy dialog z filmu. Zaczął cytować te wszystkie, kultowe już, teksty typu: "Marian, tu jest jakby luksusowo". Powiedział mi też o istnieniu strony założonej przez fanów i gdy na nią weszłam, oniemiałam. Ludzie do dziś się tym filmem ekscytują, wstawiają przeróżne zdjęcia, cytaty czy memy z filmu. Pomyślałam, że warto to wykorzystać i zadzwoniłam do scenarzystki.

Jaka jest nowa Barbara Wolańska?

- W przypadku mojej bohaterki zaszły pewne zmiany, bo przeszła ona sporą metamorfozę w ciągu tych 30 lat. Sama jestem w szoku, że minęło tyle czasu. Zwłaszcza że wchodząc na plan, czułam jakbym kontynuowała tamtą przygodę. Dzisiejsza Wolańska jest skrzywdzona, jej małżeństwo z profesorem praktycznie się rozpada, a ona nie chce dłużej żyć w pozorach. Postanawia więc zająć się swoją pasją, czyli seksem i coachingiem. Jak się okazuje, z korzyścią dla społeczeństwa. (śmiech) Ta postawa jest mi bliska, bo też uważam, że kobiety powinny bardziej stawiać na siebie, przestać się ograniczać i robić coś wyłącznie po to, żeby zadowolić innych, zwłaszcza mężczyzn. Żałuję tylko, że moja bohaterka nie jest bardziej wyeksponowana, ale na to już wpływu nie miałam. Cieszę się natomiast, że do wątku Wolańskiej została dopisana moja suczka Shakira, bo jest moją nieodłączną przyjaciółką.

W minionym roku miała pani wiele okazji, żeby postawić na siebie. Nowy "Kogel-mogel", debiut reżyserski, kampania reklamowa, okładki, wywiady.

- Tak, nagle wszyscy odkryli we mnie powołanie do uświadamiania kobiet o tym, żeby żyły dla siebie samych. (śmiech) Nie zgadzam się na postrzeganie pani po 50. jako osoby, która już nie musi o siebie dbać, może odpuścić i nie ma już czego odkrywać. Nie chodzi przecież wyłącznie o odkrywanie punktu G, ale w ogóle życia i jego smaków. Zawsze jest dobra pora, żeby rzucić się w niezbadany dotąd obszar. Boję się, że umrę i nie zdążę zrobić wszystkiego, co mnie interesuje. Te potrzeby się nie kończą!

Zawsze była pani takim dynamitem, nawet jako dziecko?

- Oczywiście! W szkole mimo że pełniłam funkcję gospodyni klasy, robiłam za prowodyrkę. Namawiałam innych na wagary i wstawiałam do dzienników wyższe stopnie, gdy stwierdziłam, że ktoś na nie zasłużył. Do dziś jestem bardzo lojalna, a ludzie dobrze czują się w moim towarzystwie, nie przytłaczam ich. Potrafię wysłuchać, powiedzieć coś dobrego, znajomi czasem do mnie dzwonią, żeby mieć lepszy dzień. Poza tym, jestem jak sejsmograf. Od razu poznaję ludzi o złej energii. Nawet grając spektakl, potrafię wyczuć, że na widowni siedzi ktoś nieżyczliwy. Wtedy źle mi się gra. Jestem chyba jakąś czarownicą. (śmiech)

Środowisko show biznesu daje pani spore pole do popisu w tej materii.

- Tak, w tym środowisku spotyka się przeróżnych ludzi i trzeba mieć nerwy ze stali. Ale ja nigdy nie byłam w żadnych grupkach, nie otaczam się dworem pochlebców. Nikt nie klepie mnie po plecach i nie mówi, że jest super. Jestem sama i dobrze mi z tym. Nawet będąc w teatrze na etacie, bardzo wszystkich lubiłam, ale w dyskusjach zawsze miałam swoje zdanie. Aż w końcu musiałam zrezygnować z etatu.

Planuje pani jakieś życiowe rewolucje w tym roku?

- Na pewno będzie to pracowity rok, wyjazdy mam zabukowane do 2020 r. Chcę też skupiać się na "tu i teraz", żyć wyłącznie teraźniejszością. Przeszłość trzeba odcinać jak cebulę, a przyszłości i tak nie zaplanujemy. Przerobiłam to już, mając różne kontuzje, które pojawiały się w najmniej oczekiwanych momentach i wywracały życie do góry nogami. Ważne, aby znaleźć w życiu balans i spokój. I nie trzeba po to wyjeżdżać z plecakiem do Tajlandii. Jeśli sami w sobie nie znajdziemy tego balansu, to tam też się on magicznie nie objawi. Zawsze mówię, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy niż miniony, a więc musi taki być!

Rozmawiała Paulina Masłowska

Ewa Kasprzyk urodziła się 1 stycznia 1957 roku w Stargardzie Szczecińskim. W 1983 r. ukończyła krakowską PWST i przez 16 lat była związana z Teatrem Wybrzeże. Jej filmowy debiut to "Dziewczęta z Nowolipek". Popularność i sympatię widzów przyniosła aktorce rola Barbary Wolańskiej w "Kogel-Mogel" (1988) i "Galimatias czyli Kogel-Mogel II" (1989). Występuje na deskach warszawskiego Teatru Kwadrat. W ubiegłym roku wyreżyserowała i zagrała główną rolę w "DalidAmore", sztuce inspirowanej życiem Dalidy. Z małżeństwa z inżynierem Jerzym Bernatowiczem ma córkę Małgorzatę.

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Kasprzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje