Reklama

Ewa Farna: Pierwsza rola w filmie

Z przyjemnością przeciera nieznane szlaki. – Cały czas się uczę – uśmiecha się 25-letnia wokalistka, która jest kapitanem stuosobowego jury w lubianym show Polsatu!

Ewa Farna

Jakie są pani wrażenia jako szefowej zespołu jurorów w "Śpiewajmy razem..."?

Ewa Farna: - Jest to dla mnie nowe doświadczenie. Chciałam wziąć udział w tym programie, bo uważam, że fajnie jest razem tworzyć zupełnie nowe show. Wprawdzie towarzyszy temu niepewność - uda się, czy nie? Jednak przecieranie nieodkrytych szlaków jest cenne. Cały czas się uczę, bo to nie jest typowe talent show i moja rola jest nieco inna niż np. w "Idolu".

Ma pani doświadczenie w jurorowaniu. Czy to ułatwia wydawanie werdyktów w tym programie?

Reklama

- Liczyłam na to, że będzie mi łatwiej, ale wbrew pozorom tak nie jest. Sądziłam, że będę kapitanem grupy jurorskiej, a stoję raczej na czele wielkiej 100-osobowej klasy. Jeden krzyczy, drugi ciągle przeszkadza, a jeszcze następny ma inne zdanie niż ja. Ale ma to swój urok. Tu nie skupiamy się na szlifowaniu muzycznych talentów. W każdym odcinku mamy innych uczestników. Niektórzy nigdy nie śpiewali i nie chcą się tym zajmować. Zgłaszają się do programu, bo chcą zaistnieć i porwać nas do wspólnej zabawy. Liczy się tylko tu i teraz.

Pani także zaczynała od udziału w talent show "Szansa na sukces" i wie, co znaczy być ocenianym. Czy to sprawia, że patrzy pani na uczestników pobłażliwie?

- Od "Szansy..." dużo się wydarzyło i z punktu widzenia muzyka zawsze włącza mi się alarm: "Kurcze, tu było nieczysto". Choć w ramach konwencji tego programu staram się skupić bardziej na całości, energii występu. Nic nie wiemy o naszych zawodnikach, nie znamy ich historii. Wychodzą na scenę, przedstawiają się, a na zachęcenie nas do wspólnej zabawy mają tylko półtorej minuty.

Część z nich zjawia się na scenie w pogoni za sławą. Jednak popularność ma swoje mroczne strony. Pani też je poznała. Jakaś rada dla tych, którzy pragną znaleźć się "na świeczniku"? Jak uodpornić się na hejterów?

- Każdy radzi sobie z tym inaczej. Jeżeli ktoś marzy o sławie, musi wiedzieć, że praca muzyka jest wymagająca. To nie jest branża dla zagubionych i szukających ucieczki od problemów. Trzeba najpierw mieć poukładane w głowie, wiedzieć, kim się jest, by nie budować swojej wartości na opinii innych. Oczywiście mi także zdarzają się gorsze momenty. W takich chwilach krzyczę i używam niecenzuralnych wyrazów. Trwa to 10 minut, a potem znowu mogę być ponad złośliwcami.

Nad czym jeszcze pani obecnie pracuje?

- Wydałam nowy singiel i teledysk "Interakcja". W Czechach kręcę film, to moja pierwsza rola. No i przede wszystkim koncerty! Cały czas jestem w trasie.

Joanna Bogiel-Jażdżyk

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ewa Farna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje