Reklama

Reklama

Elżbieta Romanowska: 20 pompek za karę

W „Tańcu z gwiazdami” doznała poważnej kontuzji. Nie poddała się jednak i dotarła do finału. Teraz planuje wziąć udział w ekstremalnym biegu. Elżbieta Romanowska to kobieta dynamit, podobnie jak jej bohaterka z „Barw szczęścia”.

Elżbieta Romanowska w 2013 roku (L) i obecnie (P)

Jaką osobą jest Aldona, którą grasz w telenoweli Dwójki?

Elżbieta Romanowska: - To rozwódka. Wychowuje samotnie kilkuletniego syna, zajmuje się gospodarstwem, a na dodatek pełni funkcję sołtysa. Musi zatem radzić sobie w życiu sama. Dobrze bowiem wie, że jeśli nie weźmie spraw w swoje ręce, nikt jej nie pomoże. Wydaje się twardą, niezależną kobietą, ale w rzeczywistości jest kruchą istotą, pragnącą od ukochanego mężczyzny miłości i oparcia.

Zabiega o nią Borys, w którego wciela się Jakub Wieczorek. Czy to dobry kandydat na partnera?

- Nasi bohaterowie poznali się przed laty. Aldona była pierwszą miłością Borysa. Kiedy ich drogi ponownie się skrzyżowały, okazało się, że dawne uczucie nie wygasło. To spotkanie sporo namiesza w ich życiu. Tylko że pojawi się pytanie, czy nastąpiło w odpowiednim momencie. Na odpowiedź będziemy musieli poczekać. Jednak do tego czasu dużo się wydarzy. Stworzą interesujący duet. Jeśli trzeba, moja postać potrafi pokazać charakter. Grzelak będzie zdziwiony tym, co zobaczy, a także usłyszy.

Jak oceniasz szanse na to, że stworzą udany związek?

- Aldona zjawiła się, żeby ubarwić życie Borysa, który niedawno rozstał się w atmosferze wielkiego skandalu, tuż przed ołtarzem, ze swoją ukochaną, Grażyną [Ewa Konstancja Bułhak - przyp. red.]. Jego bliscy byli zaniepokojeni. Spodziewali się, że nie da sobie z tym rady i zacznie topić smutki w alkoholu. Tymczasem Grzelak zawód miłosny postanowi uleczyć... nową miłością. A nuż będzie to impuls, który spowoduje, że wróci do Grażyny. Albo zostanie z Aldoną? Możliwości jest sporo, zobaczymy, co z tego wyniknie.

Miałaś wcześniej okazję współpracować z Jakubem Wieczorkiem?

- Nie, spotkaliśmy się na planie po raz pierwszy. Nie ukrywam, że trochę się tego obawiałam, ponieważ nasi bohaterowie stworzą intymną relację. Zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, czy między mną a aktorem, który gra mojego serialowego partnera, wytworzy się chemia. Kiedy panuje dobra atmosfera, realizowanie kolejnych scen idzie sprawnie, bez niepotrzebnego stresu. Na szczęście, okazało się, że nadajemy z Jakubem na podobnych falach, dobrze się dogadujemy. Aldona i Borys to nieobliczalna para, nie wiadomo więc, co przyniesie ta mieszanka.

Reklama

Gdy umawialiśmy się na rozmowę, mówiłaś, że masz dzisiaj trening. Wyleczyłaś już kontuzję, której nabawiłaś się podczas występów w "Tańcu z Gwiazdami"?

- Nie uprawiałam sportu ponad miesiąc. Miałam naderwany mięsień dwugłowy uda, dlatego musiałam dać odpocząć nodze. Odkąd wzięłam udział w show, nie wyobrażam sobie życia bez ćwiczeń. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy mój rehabilitant wreszcie pozwolił mi do nich wrócić. Na razie powoli wdrażam się do treningu, żeby nie przeciążyć kontuzjowanego mięśnia. Pewnie niebawem zapiszę się na zajęcia tańca, ponieważ już się za nim stęskniłam. Połączę to z przygotowaniami do nowego spektaklu w Teatrze Polonia, w którym będę między innymi stepowała. Jestem szczęśliwa na myśl o tym wyzwaniu.

Kiedy premiera?

- We wrześniu zaczęliśmy próby, a premiera odbędzie się 20 grudnia. Tytuł roboczy naszego spektaklu to "Lekcja stepowania". Odpowiednie buty mam. Od jakiegoś czasu występuję bowiem w spektaklu "Siostrunie", gdzie również gramy krótką scenkę ze stepowaniem.

Zdradzisz, jaką formę aktywności fizycznej wybrałaś? Spędzasz czas w siłowni? Biegasz?

- Znalazłam świetnego trenera personalnego, który prowadzi zajęcia ogólnorozwojowe. Chodzę na treningi cztery razy w tygodniu, z czego trzy odbywają się w siłowni. Nie dźwigam ciężarów. Robię za to brzuszki, pompki i ćwiczę z piłką. Mój instruktor kieruje się w życiu filozofią, która wyjątkowo mi odpowiada. Mamy umowę - gdy podczas naszego spotkania oznajmię, że już nie mogę, muszę robić za karę dwadzieścia pompek.

Zdarzyło się, że dostałaś czerwoną kartkę?

- Raz, bezwiednie, w trakcie wykonywania jakiegoś ćwiczenia, powiedziałam, że nie dam rady. Zgodnie z umową musiałam więc wykonać serię pompek. Podczas każdego treningu przekraczam kolejne granice. Wydaje mi się, że nie mogę zrobić już więcej, a zawsze okazuje się, że jednak się da. Stawiam kroczek za kroczkiem i idę do przodu. Lubię wyznaczać sobie w życiu cele, a potem dążyć do ich realizacji. Mogę zdradzić, że w najbliższych planach mam wzięcie udziału w Runmaggedonie.

Możesz wyjaśnić, cóż to takiego?

- W skrócie to ekstremalny bieg z przeszkodami. Trzeba przeskakiwać, wspinać się, a nawet czołgać w błocie albo przeprawiać przez rów z wodą i biec dalej. Rozmawiałam z ludźmi, którzy odważyli się na udział Runmaggedonie. Zgodnie twierdzą, że satysfakcja na mecie jest ogromna. Nie ma znaczenia miejsce, które się zajmie. Chodzi o podjęcie wyzwania i pokonanie własnych słabości. To sprawia, że człowiek się nakręca i chce więcej. W październiku, w listopadzie czy w przyszłym roku - termin nie ma znaczenia, zrobię to! Treningi sprawiają, że mam więcej energii i siły do życia. Wstaję rano i z zapałem zabieram się do działania. W mojej głowie ciągle pojawiają się nowe pomysły. Po co chudnąć z Chodakowską, skoro można z Romanowską!


Kuba Zajkowski

Kurier TV
Dowiedz się więcej na temat: Elżbieta Romanowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje