Danuta Stenka: W poszukiwaniu mroku

Danuta Stenka w trzecim sezonie serialu "Diagnoza" /TVN

Na planie 3. sezonu „Diagnozy” Danuta Stenka zdradza, kogo zagra i jak szuka w sobie rozmaitych cech do roli. Jej bohaterka ma być czarnym charakterem, więc gdzie znajduje natchnienie?

Reklama

Każdy plan tak wygląda - pośpiech, ciągłe zmiany kręconych scen, a potem długie czekanie, aż ekipa wszystko od nowa ustawi?

Danuta Stenka: - Zazwyczaj tak to właśnie wygląda, ale można się przyzwyczaić.

Większość aktorów powtarza, że najgorsze w pracy jest właśnie czekanie...


- Czekanie jest chlebem powszednim w tym zawodzie, więc im prędzej się człowiek tego nauczy, tym mniej strat poniesie. Zresztą umiejętność czekania przydaje się nie tylko w pracy. Wszystko musi mieć swój czas, a denerwując się, niczego nie przyspieszę. Oczywiście czekanie na planie bywa także koszmarem, szczególnie gdy mam do zagrania trudną scenę, kiedy moje emocje czekają w gotowości, a tymczasem następuje niespodziewane opóźnienie. Trudno jest utrzymać skupienie przez kilka godzin w oczekiwaniu i niepewności, ile to jeszcze potrwa.

Jak się pani czuje w roli debiutantki? Mam na myśli fakt, że pierwszy raz przed kamerą gra pani czarny charakter?

- Bardzo się z tego cieszę! Czarne charaktery grywałam dotąd tylko głosem, w radiu i dubbingu. Prawdę mówiąc nie mogłam się doczekać, kiedy dostanę do ręki scenariusz. Poza tym taka fantastyczna obsada! Chciałabym ten mój czarny charakter rysować delikatną kreską, marzy mi się, by miał różne odcienie czerni. Bo co do tego, że Bogna jest cierniem w ciele rybnickiego szpitala nie ma wątpliwości od pierwszych chwil. Potrafi fantastycznie manipulować ludźmi.

Proszę przybliżyć nam swoją bohaterkę.

- Bogna Mróz jest chirurgiem w stopniu profesora, która kilkanaście lat temu spotkała Annę i Artmana, granych przez Maję Ostaszewską i Adama Woronowicza. Była konsultantką w ich szpitalu w Gdańsku. Teraz natomiast została w Rybniku ordynatorem, na miejsce Marii Kalety, czyli Aleksandry Koniecznej.

Poznamy także życie prywatne pani bohaterki? Z jakimi problemami Bogna będzie musiała się zmierzyć?

- Też jestem bardzo ciekawa, bo nie znam jeszcze scenariuszy wszystkich odcinków. Bogna nie ma rodziny, skupia się wyłącznie na karierze. Jeśli chodzi o mężczyzn, myślę, że interesuje ją zdobywanie silnych, opornych jednostek, ale raczej nie wiąże z nimi swoich planów na przyszłość. Wszyscy i wszystko ma służyć jej interesom i jej ego.

Łatwiej się gra postać podobną do siebie czy zupełnie inną?

- Oczywiście, że najłatwiej zagrać siebie, ale to już znamy, można powiedzieć: to robimy na co dzień, więc jaka to frajda. Nowe, nieznane jest wyzwaniem, jest przygodą i jeśli o mnie chodzi, a nie jestem tu wyjątkiem, nudzi mnie granie, choć pod różnymi imionami i w różnych sytuacjach, ciągle tej samej osoby. Oczywiście nie ucieknę od swojej twarzy, głosu, oczu, swoich gabarytów, ale mogę znaleźć dla mojej postaci inny sposób myślenia, postrzegania świata, relacji z otoczeniem, inne wartości, co sprawi, że pojawią się odmienne od moich prywatnych reakcje, postać podejmie inne decyzje, niż ja podjęłabym w tej samej sytuacji. Bogna ma zupełnie inny charakter niż ja, choć podejrzewam, że znalazłyby się jakieś punkty zbieżne. Myślę, że każdy człowiek nosi w sobie pełen wachlarz kolorów, z których wykorzystuje w życiu zaledwie jakieś pasemka. Bogna zmusza mnie, żebym zbadała swoje pasmo czerni. Podejrzewam, że dla każdego aktora najciekawsze jest chyba to, kiedy postać każe mu wędrować po zakamarkach duszy, w poszukiwaniu cech, których w sobie nie zna.

Wspomniała pani, że macie z Bogną jakieś cechy zbieżne. Chciałam więc zapytać, w jakich sytuacjach budzi się w pani czarny charakter? Co panią wyprowadza z równowagi?

- Najczęściej uczucie bezsilności wobec agresji, chamstwa, wmawiania mi jawnej nieprawdy, sytuacji z gatunku "kopanie leżącego"... Należę do ludzi, którzy raczej chowają emocje w sobie. Oczywiście od czasu do czasu trafia mnie szlag i nie jestem w stanie ukryć irytacji czy żalu, zwłaszcza w pracy, kiedy trudniej zapanować nad świadomie rozbudzanymi emocjami. Zdarzyło mi się jednak niewiele takich chwil, kiedy ostatnia kropelka przelała czarę goryczy i zadziałała jak kropla nitrogliceryny, kiedy, ku swojemu zaskoczeniu, eksplodowałam..

Reklama

Kiedyś powiedziała pani: "Każdy chce być kochany. Aktor znajduje się w szczególnej sytuacji, ponieważ każde spotkanie z widzami jest swego rodzaju egzaminem, po którym dostaje ocenę". Odnoszę wrażenie, że widzowie bardzo panią kochają. Jak to się stało, że od tej miłości nie przewróciło się pani w głowie?

- Głębokie przekonanie, poparte doświadczeniem, że niczego nie dostaję na zawsze. W jednej roli odkrywam nowe lądy, w innej nie umiem trafić pod znany mi adres. Najwyraźniej czuje się to w teatrze. Czuję to, grając, ale widzi to partner w scenie czy widz, który zdecydował się pójść kolejny raz na ten sam spektakl. Jednego dnia gram jak z nut, sama tym zaskoczona, frunę, kolejnego, robię i mówię przecież to samo, a wszystko jakieś ciężkie, "kwadratowe", przeinterpretowane albo bez znaczenia. Wiem już, że najczęściej obserwatorzy nie widzą tej różnicy tak ostro, jak ja ją czuję, ale ja zostaję ze swoim poczuciem, a nie z refleksją widza.

Komplementy od widzów panią cieszą, nakręcają do pracy, a może zawstydzają? Na ile oddźwięk ze strony widzów jest dla pani ważny?

- W kontekście tego, co powiedziałam przed chwilą, jest dla mnie bardzo ważny. Pozwala mi zmienić punkt widzenia na to, co robię. W każdym przypadku jest to dobre. Gdybym, dla odmiany, z samozachwytu, próbowała urwać się w przestworza jak balon napełniony helem, prawdopodobnie dostałabym od widzów odpowiedni "odważnik", który pomógłby mi jednak stanąć na ziemi.

Małgorzata Pyrko

Dowiedz się więcej na temat: Danuta Stenka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje