Reklama

Czarny charakter

W środę, 15 maja, na płytach DVD i Blu-ray ukazuje się oscarowy hit Quentina Tarantino "Django". Tylko w INTERIA.PL reżyser opowiada o kulisach powstania obrazu.

Jak i dlaczego zainteresowałeś się zrobieniem filmów z określonego okresu, jak "Django", czy "Bękarty wojny"?

Reklama

Quentin Tarantino: - To jest rodzaj ciekawego rozwoju przypadków. Nie do końca byłem świadomy, że właśnie coś takiego stworzę. Wydaje mi się, że wszyscy artyści, czy to pisarze, filmowcy czy nawet malarze tak mają. To może działać nawet w takiej sytuacji, kiedy jesteś poszukiwaczem złota i nagle znajdujesz ciekawą i bogatą żyłę, za którą w jakiś sposób podążasz. W obydwu przypadkach filmy połączone były z tymi, których byłem wielkim fanem. "Bękarty wojny" to film typu - zgraja facetów mających misję, akurat ta jest podczas II wojny światowej. Był przez to w jakimś stopniu westernem typu spaghetti. Ale bardzo lubię też ideę pokazania czegoś w aspekcie historycznym. Większość filmów dotyczy tematyki bohaterów - ofiar przemocy i złych ludzi, będących jej sprawcami, ale odwracając sytuację w realistyczny sposób, kiedy to ofiary stają się oprawcami, mamy katharsis - oczyszczenie, zwycięstwo, coś co daje satysfakcję widzom.

Początkowo myślałeś o obsadzeniu w roli głównej Willa Smitha. Jak to się stało, że obsadziłeś Jamiego Foxxa?

- Rozmawiałem z Willem Smithem o tej roli, ale także z innymi aktorami. Kiedy Jamie przeczytał scenariusz i faktycznie się odezwał, przyjechał spotkać się ze mną i porozmawiać, prowadziłem w tym czasie też rozmowy z innymi aktorami. Jednak po naszym spotkaniu muszę przyznać, że byłem nim naprawdę zachwycony. Załapał to, co chciałem zrobić. Rozumiał historię, którą próbowałem pokazać. Co więcej, jesteśmy prawie rówieśnikami, on jest ode mnie tylko trochę młodszy. Mamy podobne doświadczenia z dzieciństwa - ja jestem z Tennessee, on jest z Texasu, gdzie w latach 70. myśleli, że to nowe Południe, chociaż w rzeczywistości tak nie było. Było po prostu lepiej niż w latach 50. Nie był w tej samej sytuacji co Django, ale mógł to zrozumieć. W tym sensie jego największą zaletą było to, że wiedział, czym ten film może się stać. Wiedział też, co może znaczyć dla dzieci, jego i innych. Nie żeby za mocno się przechwalać, ale następne pokolenie dzieci Afroamerykanów będzie dorastało w świecie, gdzie jest już Django. Ten film może być przesłaniem, jeśli obejrzy się go refleksyjnie. Jamie jest też świetnym kowbojem.

W filmie masz Leonardo DiCaprio w roli złego charakteru. W jaki sposób współpracowaliście nad rozwojem jego postaci - Calvina Candie?

- Tak dużej gwiazdy jak Leo, a przy tym tak wspaniałego bohatera przewodniego, trzeba ze świecą szukać. To jest wielka rzecz - być dobrym bohaterem przewodnim, a do tego tak wspaniale wcielającym się w rolę aktorem. Nie wydaje mi się, żeby Leo kiedykolwiek myślał "gram dobrego faceta", czy "gram złego faceta".

- W pewnym stopniu zwróciłem na to uwagę - nawet żartowaliśmy sobie z tego co jakiś czas - żeby nigdy nie używać przy nim wyrażenia "czarny charakter". Nigdy nie chciałem, żeby myślał o sobie w ten sposób. Zdawał sobie sprawę, ze facet jest odrażającym potworem, ale z drugiej strony nigdy nie chciałem, żeby myślał, że ma właśnie taką funkcję w filmie. Chciałem, żeby dał nam do zrozumienia kim jest Calvin Candie - jak można być takim potworem, jak taki styl życia może funkcjonować w tym okresie dziejowym. Nie chciałbym, żeby ludzie się z nim identyfikowali, ale zrozumienie go to już inna sprawa. Zrozumienie, jakie ten facet ma powody, że nie jest tylko potworem, chociaż i tak nim jest. I jak stał się takim potworem?


- Oczywiście mówiłem o tym wszystkim, ale nie myślałem, że uda mu się to wszystko pokazać, bo facet był taki odrażający, że nie ma szans, żeby spojrzeć na coś jego oczami. Ale jest taka jedna scena i ujęcie, które wykorzystałem w filmie - kiedy opowiada o dorastaniu w Candieland, gdzie przebywał przez całe dzieciństwo, praktycznie nie wyjeżdżając, gdzie otaczały go same czarne twarze, które przez cały czas zaspokajały jego potrzeby.

- W tym kontekście zobaczyłem Calvina Candie jako małego chłopca, dorastającego niczym Ludwik XIV w swoim pałacu, otoczonego pokornymi służącymi, wychowanego w retoryce rasizmu białych i zadałem sobie pytanie - czy można winić Borgię za to, że jest Borgią? Tak, można go za to winić, ale to nie jest wcale nie jest takie proste.

Możesz powiedzieć w jaki sposób wymyśliłeś ścieżkę dźwiękową do filmu?

- To jest za każdym razem ten sam proces, tylko z jakąś małą różnicą. To zabawne, wreszcie robię western typu spaghetti. Wykorzystywałem muzykę z tych westernów do swoich produkcji od czasu "Kill Billa", czyli w zasadzie do znudzenia. I teraz nareszcie używam muzyki typowej do westernu spaghetti w filmie, który jest wręcz typowym przedstawicielem tego gatunku, więc nareszcie taka muzyka pasuje idealnie. Ale ten proces dzieje się też na bieżąco. W trakcie pisania scenariusza, wpadają mi do głowy utwory, które chciałbym użyć. Na etapie przedprodukcji oraz w trakcie realizacji, do ostatnich sekund, kiedy jeszcze mogę coś zmienić, ciągle przeważnie jeszcze coś wciskam. Ludzie pytają, czy nie chcę jakiejś piosenki do filmu, ale nie chcę prosić jakiegoś artysty, żeby napisał piosenkę, bo co jeśli mi się nie spodoba?

- Kiedy wybieram piosenkę, a później w podczas produkcji okazuje się, że jednak nie pasuje, to artysta przeważnie nawet nie wie, że próbowałem jej użyć, dzięki czemu nie stawia mnie to później w jakiejś kłopotliwej sytuacji. Ale w tym wypadku różni artyści, jak John Legend i Anthony Hamilton, akurat słyszeli o filmie, widzieli zwiastun, byli zaintrygowani, podobało im się też, w jaki sposób wykorzystałem muzykę w filmie i chcieli się zaangażować. Napisali więc piosenkę, która według nich będzie dobrze pasowała do filmu. Nie rozmawiali o tym ze mną, nie mieli żadnych zobowiązań. Wysłali mi po prostu piosenkę, a jeśli jej nie użyję, to trudno, piosenka była dobra, więc załączyli by ją do ich kolejnego albumu. Nie było więc żadnego nacisku. Nikt wcześniej nie wpadł na taki pomysł, a okazało się, że zadziałało idealnie. Nie mogłem być lepiej.

Jakie są twoje ulubione piosenki ze ścieżki dźwiękowej?

- Biorąc pod uwagę sceny w filmie i określoną muzykę, to szczególnie lubię ten moment [refren] piosenki Anthony'ego Hamiltona pt. "Freedom" ["Wolność"], który leci w trakcie, gdy Broomhilda i Django uciekają przez pole, gonią ich mężczyźni z pochodniami i na koniach - to jest naprawdę zapadający w pamięci moment.


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

materiały dystrybutora

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje