Dorota Gawryluk i Bogdan Rymanowski zapowiadają, że chcą stworzyć bezstronne programy informacyjne, gdzie każdy polityk będzie mógł przedstawić swoje racje.
- Moje relacje z politykami są jak transakcja wiązana. Ja żyję z nich, a oni dzięki mnie mogą pokazać się w mediach - mówi dziennikarz.
Długo zastanawiał się pan nad podjęciem decyzji przejścia do Polsatu?
- Kuszony byłem przez wiele lat. Sprawy przyspieszyły, kiedy Dorota została szefową polsatowskich informacji i zaczęła odpowiadać za program "Wydarzenia" i Polsat News. Znamy się i lubimy od wielu lat. Zawsze ją ceniłem jako dziennikarkę. Przyznam jednak, że teraz, kiedy mam okazję z nią współpracować, odkryłem, że jest także znakomitym menadżerem. Ostatnie miesiące były dla niej bardzo ciężkie. Musiała połączyć pracę szefowej całego działu, a jednocześnie prowadziła dwa programy jednego dnia. Robi to na mnie ogromne wrażenie! Jestem bardzo zbudowany, mając taką szefową.
Zobacz również:
Czy teraz, kiedy dołączył pan do zespołu, program "Wydarzenia" przejdzie gruntowne zmiany?
- Na pewno nie będzie to trzęsienie ziemi. "Wydarzenia" mają swoją znakomitą markę, cieszą się zaufaniem widzów, co przekłada się na wysoką oglądalność. Postaram się wprowadzić do programu doświadczenie, kontakty i swoją wizję świata. Chodzi przecież o to, żeby ta orkiestra, która gra fantastycznie, była jeszcze lepsza.
A co się zmieniło w "Wydarzeniach i opiniach", które też pan prowadzi?
- Dotyczy to przede wszystkim zróżnicowania dynamiki programu. Są rozmowy w cztery oczy z zaproszonym gościem, ale jest też miejsce do debat. Przy okazji zmiany aranżacji studia, które nastąpiło na początku października, rozmowy z politykami odbywają się przy nowym stole. Teraz przypomina ten z "Kawy na ławę".
Czy temperatura polsatowskich debat będzie tak gorąca, jak w TVN-owskim programie?
- W telewizji bardzo ważne są emocje. Bez nich byłoby nudno. Uważam jednak, że potrzebne jest miejsce, gdzie ludzie, którzy nie mogą na siebie patrzeć, podali sobie ręce i zaczęli rozmawiać.
Myśli pan, że jest to możliwe?
- Uważam, że tak. Zależy mi, żeby w moim programie każdy polityk miał takie same prawa i szansę na wypowiedź. Żeby czuł się bezpiecznie, mimo że zostanie dociekliwie odpytany ze wszystkich spraw. Bez taryfy ulgowej.
Jakie jest pana prywatne zdanie na temat polityków?
- Wielu z nich mnie denerwuje, wręcz się na nich wściekam. Chociaż tak naprawdę ich lubię. Zwłaszcza tych, którzy potrafią błysnąć jakąś opinią, a jednocześnie kulturalnie posłuchać swojego adwersarza. Można się z kimś nie zgadzać i polemizować, ale wszystko można robić z klasą. Zależy mi, żeby politycy, przychodząc do mojego programu, otwierali się, a nie obawiali się "szafotu".
Powiedział pan, że czasami się na nich wścieka. Co najbardziej więc pana w nich denerwuje?
- Że przychodzą do studia z określonym przekazem dnia i nie są w stanie wyartykułować samodzielnej myśli. Nie wiem, z czego to wynika. Być może nie mają zbyt dużo czasu na analizę albo zdają sobie sprawę z tego, że ktoś ich obserwuje? Szef, pan prezes, a może koledzy, którzy na niego doniosą.
Czy oglądał pan Konrada Piaseckiego w "Kawie na ławie"?
- Oczywiście! Trudno, żebym nie obejrzał swojego "dziecka"! (śmiech) Myślę, że Konrad doskonale daje sobie radę.
Nie myli pan drogi, jadąc do pracy? W TVN-ie spędził pan przecież aż 16 lat!
- Na szczęście trasa w trzech-czwartych jest taka sama, czyli z Józefowa do Mostu Siekierkowskiego. Wcześniej skręcałem w tym miejscu, a teraz jadę prosto. Ale benzyny spalam mniej więcej tyle samo.
Czego życzyć panu na nowej zawodowej drodze?
- Żebym się wreszcie porządnie wyspał.
Rozmawiała Marzena Juraczko









!["Terminator 2: Dzień sądu" [trailer]](https://i.iplsc.com/000N0R0M7Q4DII2R-C401.webp)
