Reklama

Beata Ścibakówna: Więcej odwagi

Beata Ścibakówna ma w swoim dorobku szeroki wachlarz ról i choć na ekranie oglądamy ją głównie w drugim planie, to jej aktorskie kreacje nigdy nie przechodzą bez echa. Nie inaczej będzie w przypadku Niny, którą wkrótce poznają widzowie "Blondynki".

Beata Ścibakówna

W tym sezonie dołączyła pani do obsady "Blondynki". Kim jest tajemnicza Nina, w którą się pani wciela?

Reklama

Beata Ścibakówna: - Nina, która swoim pojawieniem się w Majakach trochę namiesza, podaje się za behawiorystkę zwierząt. Zależy jej na tym, żeby znaleźć dobry kontakt z mieszkańcami. Czy jej się to uda - tego nie zdradzę. "Blondynka" to dość łagodny serial, jeśli chodzi o stylistykę, natomiast Nina jest postacią barwną i na pewno wprowadzi to tego świata dużo koloru. Pozostali bohaterowie będą zaskoczeni, że ktoś taki chce sobie zaskarbić ich serca.

Można się domyślać, że Nina będzie dość ekscentryczną postacią. Dobrze się pani czuje w takich szalonych rolach?

- Choć bywam postrzegana jako stanowcza, wyniosła i władcza kobieta, to dostaję propozycje różnorodnych ról. W "Złotopolskich" grałam masażystkę Mirellę, która była zakręcona i dążąc do celu, robiła to zawsze z wdziękiem i poczuciem humoru. Wiele osób pamięta mnie też z napisanego i wyreżyserowanego przez Jerzego Gruzę serialu "Tygrysy Europy", w którym zagrałam Elizabeth Nowakową. To była bomba zegarowa: matka dzieciom, bezkompromisowa, kobieca i zwariowana. W teatrze natomiast każda zagrana przeze mnie postać jest inna. Oczywiście, każdy aktor ma swój określony wizerunek. Nieliczni reżyserzy i producenci nie boją się go złamać i są odważni w propozycjach wydawałoby się zupełnie niepasujących do danego aktora. W serialu "Skazane" zagrałam poranioną psychicznie Annę i bardzo sobie tę rolę cenię.

Ma pani na koncie wiele drugoplanowych ról. Czy stworzenie wyrazistej postaci, która przebije się z drugiego planu, bywa większym wyzwaniem niż zagranie głównej roli?

- Dobrze napisana rola drugoplanowa bywa bardziej wyrazista i ciekawsza do zagrania niż rola pierwszoplanowa. Lubię grać dobre, mocne epizody. W serialu "Zawsze warto", moja Sofia była bardzo kontrowersyjna, ale miała duży wpływ na rozwój sytuacji w całej intrydze serialowej. Natomiast "W rytmie serca" zagrałam matkę głównej bohaterki, kobietę złamaną przez życie i głęboko poranioną. Teraz mamy szaloną Ninę w "Blondynce". Trzy kompletnie różne bohaterki, za to bardzo wyraziste!


Obserwuje pani z dumą dokonania swojej córki, która poszła w aktorskie ślady rodziców?

- Jestem dumna z tego, że chce się kształcić i nie poszła łatwiejszą drogą: seriale, filmy, ścianki, sesje, kariera... W szkole aktorskiej zdobywa merytoryczną i praktyczną wiedzą na temat tego zawodu oraz narzędzia, którymi będzie się w przyszłości posługiwać. To, czego się teraz nauczy, zaprocentuje na całe życie. To jest dla mnie bardzo ważne, że ma cele, ambicje i spełnia się w tym, co robi.

Kończąc szkołę aktorską, być może Helenie uda się uniknąć zarzutów, że dostaje role dzięki znanym rodzicom.

- Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie tak mówić. Helena jest bardzo utalentowaną i pracowitą osobą i udowodniła to swoimi dotychczasowymi rolami. Wszystkie zdobyła dzięki castingom, na których czasami wymagają od niej więcej niż od innych, więc ten kij ma dwa końce.

Dowiedz się więcej na temat: Beata Ścibakówna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje