Reklama

Bartosz Kruhlik: Wiem, po co robię filmy

Pierwszy scenariusz "Supernovej" Bartosz Kruhlik napisał w 2014 roku

Chociaż w twoim filmie pojawia się postać polityka, nie identyfikujesz go z konkretną opcją. Nie boisz się, że twój film może jednak zostać wplątany w interpretacje polityczne?

Reklama

- Szczerze mówiąc, mam to kompletnie gdzieś. Wiem, po co robię filmy. Napisałem ten scenariusz w 2014 roku. To, że teraz w jakimś sensie zazębia się z rzeczywistością, może sprawić tylko, że więcej ludzi go obejrzy - co dla mnie jako twórcy jest dobrą wiadomością. Natomiast nigdy nie przyświecają mi cele, które nie są artystyczne. Mnie interesuje tylko to, żeby zrobić jak najlepszą historię. Dla mnie ten polityk jest w pewnym sensie archetypem takiego... Nie chodzi mi o to, że każdy jest taki, ale archetypem tego "złego ponad prawem". I to może być polityk z Litwy, z Chin, ze Stanów Zjednoczonych, z Polski. To, że to się jakoś dziwnie zazębiło, wynosi "Supernovę" - znowu, nie wiem, czy przypadkiem, czy przeznaczeniem - do innych interpretacji. Jeśli za 15 lat ktoś obejrzy ten film po raz pierwszy, to nie będzie tego tak czytał. Moim celem było zrobić film, który mnie samego zaskoczy, zmieni twórczo. Chcę naprawdę czuć, że zrobiliśmy coś cennego. A cała reszta - konteksty, polityka - w ogóle mnie to nie interesuje.

Wspomniałeś, że pracujesz już nad nowym filmem. Zdradzisz coś na jego temat?

- Mogę zdradzić tyle, że formalnie to będzie "Supernova 2", bo znów umieszczam kilkadziesiąt osób w jednym miejscu, czasie i akcji. Tylko tym razem przenoszę sytuację z drogi do budynku. I nic więcej nie powiem.



INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bartosz Kruhlik | Supernova (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje