Reklama

Bartosz Konopka o filmie "Krew Boga": Rozmowa o roli facetów w dzisiejszym świecie

"Krew Boga" to najnowszy film Bartosza Konopki, twórcy nominowanego do Oscara dokumentu "Królik po berlińsku" i docenionego przez widzów i krytyków obrazu "Lęk wysokości". "Teraz widzę, że 'Krew Boga' to rozmowa o roli facetów w dzisiejszym świecie. O tym jak i czy się odnajdują w zmieniającej się rzeczywistości. Dla mnie to jest mega ważny temat" - mówi twórca.

Bartosz Konopka na premierze filmu "Krew Boga"

Film "Krew Boga" trafi na ekrany polskich kin w najbliższy piątek, 14 czerwca.

"Pomysł na film 'Krew Boga' (pierwotny tytuł 'Niemy') zrodził się z kilku inspiracji. Po pierwsze z mojego odwiecznego sprzeciwu wobec bezdyskusyjnych dogmatów i autorytetów. Z potrzeby szukania dialogu, alternatyw, które mogą godzić różne pomysły na świat, a nie zaogniać konflikty. Po drugie - z fascynacji pokojowymi buntownikami, takimi jak Chrystus, Gandhi, Martin Luther King i inni. Po trzecie - z mądrości jaką niesie w sobie milczenie, poszukiwanie skupienia wewnętrznego, oddziaływanie na ludzi obecnością, a nie pustymi słowami, wszechobecnym zagadaniem, ideologią" - mówi Bartosz Konopka, reżyser filmu.

Reklama

"W sensie ludzkim chciałem opowiedzieć o dwójce ludzi, którzy mają tylko siebie i tylko dzięki sobie mogą ocaleć, pokonać grozę świata na zewnątrz. Mogą zdać się na siebie i czerpać z tego siłę. Obaj tego chcą, tęsknią za tym. To wydaje się tak proste, a jednak nieosiągalne. Obaj się przyciągają, potrzebują wzajemnej troski, ale zamiast tego fundują sobie szaleństwo nienawiści. Jak trudno zbudować głębszą relację, ochronić ją przed wzajemnymi pretensjami, nieporozumieniami, źle rozumianym honorem, poczuciem zdrady, rywalizacją. Nieufność, nieposłuszeństwo, wywieranie presji, zawiedzione nadzieje, upokorzenie, zazdrość, zemsta, rozpacz - spirala tych emocji rozpętuje piekło wokół bohaterów i doprowadza do tragicznego finału" - dodaje.

Wczesne średniowiecze. Na ostatnią pogańską wyspę, cudem uniknąwszy śmierci, dociera rycerz Willibrord (Krzysztof Pieczyński). Okrutnie doświadczony przez los, lecz twardo stąpający po ziemi wojownik, już dawno zginąłby gdyby nie pomoc Bezimiennego (Karol Bernacki) - pełnego ideałów chłopaka, skrywającego przed światem prawdziwą tożsamość. Pomimo różnic w światopoglądzie i podejściu do religii, mężczyźni zostają towarzyszami podróży. Kontynuują wędrówkę połączeni wspólnym celem - chcą odnaleźć i ochrzcić ukrytą w górach osadę pogan.

Chociaż chrystianizacja mieszkańców to jedyny sposób, by uchronić ich przed zbliżającą się zagładą, misję bohaterów spróbują zatrzymać kapłan pogan oraz ich wódz, Geowold. Ich działania wystawiają poglądy obcych na wielką próbę. Jednak w ostatnim bastionie "starej wiary" Willibrord i Bezimienny mogą liczyć na nieoczekiwanego sojusznika. Jest nim Prahwe - charyzmatyczna córka Geowolda. Wkrótce miłość skonfrontuje się z nienawiścią, dialog z przemocą, szaleństwo z zasadami, a wielu będzie musiało zginąć.

W filmie "Krew Boga" występują: Krzysztof Pieczyński, Karol Bernacki, Jacek Koman, Wiktoria Gorodeckaja, Jan Bijvoet, Jeroen Perceval oraz jeden z najoryginalniejszych współczesnych performerów - Francuz, Olivier de Sagazan.

O pracy nad filmem "Krew Boga" opowiada Bartosz Konopka.

W eksplikacji reżyserskiej dużo mówi pan o ideach, koncepcjach. A co z konkretami? Trudno sobie wyobrazić, że człowiek siedzi przy poniedziałkowej herbacie i ot tak, przypadkiem, wymyśla taki film, jak "Krew Boga". Co sprawiło, że pojawiła się potrzeba jego nakręcenia?

Bartosz Konopka: - To było zaraz po "Lęku wysokości", pierwszej filmowej próbie, którą realizowałem sam. "Lęk..." był inny niż wszystko, co robiłem wcześniej. Stanowił próbę zanurzenia się w moją historię z ojcem, zbliżenia się do niego. I odżałowania straty, bo tata zmarł nagle kilka lat wcześniej. Bardzo osobisty projekt. Trochę się wystraszyłem, nie byłem pewny, czy jestem na to gotów. Chciałem zrobić coś "dla ludzi", więc zacząłem szukać scenarzysty, który pomógłby mi przełożyć tak osobiste doświadczenie na język filmu. Ostatecznie powstała opowieść o rodzinie, bo obok płaszczyzny ojciec-syn pojawiły się też inne zależności - relacja z matką, z żoną. Główny bohater, czyli w odbiciu jakoś ja, był nieobecny, nie miałem do niego dostępu.   

- Robienie takiej bardzo osobistej historii to coś, w co dalej wierzę. Na przykład Koterski robi tego typu rzeczy i to jest super, jedna z bardzo ważnych funkcji sztuki. Ale ja przeżyłem po "Lęku wysokości" jakieś rozczarowanie. Nie dał mi poczucia spełnienia. Może sobie go inaczej wyobrażałem? Zapragnąłem stworzyć opowieść, która będzie moja, jasne, ale też ciekawa dla ludzi. Zaczęło się na festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Przyjechałem tam, mając już w głowie pewne motywy, które od dłuższego czasu za mną chodziły, ale też z otwartym umysłem. I pewnego dnia trafiłem na seans filmu Nicolasa Windinga Refna "Valhalla: Mroczny wojownik".

Miałam pytać o ten tytuł. Podczas seansu "Krwi Boga" nasuwają się z nim silne skojarzenia.

- "Valhalla..." to nie jest wybitny film. W pewnym momencie siada fabularnie, a do tego nie wiadomo do końca, o czym opowiada - poza tym, że na pewno opisuje spotkanie profanum i sacrum. On na mnie zadziałał warsztatowo. To nie jest kolejna obyczajowa, psychologiczna historia, a kino opowiadane obrazem, działające na zmysły pewną tajemnicą, niedopowiedzeniem. Motywy takie jak milczenie, oddziaływanie poprzez swoją obecność, a nie poprzez gadanie. Pomyślałem, że to jest łatwe do zrobienia: ośmiu aktorów w średniowieczu na takim pustkowiu... To była taka iskra, która spowodowała, że wszystkie pomysły, które wcześniej niezależnie dryfowały, nagle się poskładały w całość, dosłownie w ciągu paru dni.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bartosz Konopka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje